lut 142015
 

wypadkiW poprzednim artykule zostały podsumowane wyniki badań dotyczących urazów w telemarku. W celu urozmaicenia tychże statystyk postanowiłem opisać moje osobiste kontuzje doznane w trakcie kilkunastu lat jazdy telemarkiem. Dodam jeszcze, że nie uprawiam jakichś ekstremalnych form narciarstwa, choć dużo jeżdżę poza trasami (głównie w beskidzich lasach). Co ciekawe moje przypadki dość dobrze wpisują się we wnioski płynące z badań.

  1. Wybicie kciuka – zdarzyło mi się to 2-3 razy na początkowym etapie mojego telemarkowania. Przyczyną zawsze była chęć podparcia się w trakcie upadku, co niestety czasem kończy się wybiciem kciuka. Te urazy nie były specjalnie dotkliwe, ale nauczyły mnie cennej zasady, która dotyczy nie tylko kciuków: nie broń się nadmiernie przed upadkiem, gdyż może się to skończyć kontuzją. Od tamtego czasu problem zniknął.
  2. Skręcenie kostki – pierwsze kilka sezonów jeździłem na lekkim sprzęcie BC (śladówki, wiązania NNN BC i niskie skórzane buty). Buty były tak miękkie i niskie, że któregoś razu krzywe postawienie narty doprowadziło do skręcenia nogi w stawie skokowym. Kontuzja była lekka i po kilku dniach wszystko wróciło do normy. Dotarło wtedy do mnie, że moje buty są chyba za niskie i zacząłem rozglądać się za solidniejszym sprzętem.
  3. Nadłamanie guzka kości ramieniowej – uraz ten miał miejsce, gdy jeździłem już na nieco cięższym sprzęcie. Po niewielkim opadzie śniegu wjechałem na bulę, która jak się okazało była wcześniej mocno wywiana. W praktyce pojechałem więc po kamieniach czego efektem była wywrotka i uderzenie ramieniem (a konkretnie tym rzeczonym guzkiem kości ramieniowej) o jeden z kamieni po których wcześniej postanowiłem (aczkolwiek nieświadomie) pojechać. Finał to trzy tygodnie w opatrunku Dassaulta i konieczność stosunkowo niedługiej rehabilitacji. Od tego czasu jestem bardzo wyczulony na wygląd terenu i podejrzliwy w stosunku do niespodzianek, które mogą kryć się pod śniegiem, co jest szczególnie istotne w trakcie jazdy pozatrasowej.
  4. Skręcenie stawu kolanowego – to był jak do tej pory mój ostatni, ale i najpoważniejszy uraz. Stało się to dziesięć lat temu, kiedy zachciało mi się majowej jazdy w Słowackich Tatrach. Warunki były dość trudne: ciężki, mokry śnieg na wymuldzonym stoku. A do tego doszedł błąd techniczny polegający na próbie wykonania skrętu na wyprostowanym kolanie. Finałem był miesiąc spędzony w gipsie i kilkutygodniowa rehabilitacja. Nauka z tego przypadku płynie taka, żeby nigdy nie nie jeździć na wyprostowanym kolanie.

Jak widać z każdego przypadku można wyciągnąć jakąś naukę na przyszłość. A im kontuzja cięższa tym więcej czasu na przemyślenia … Mój przypadek potwierdza też jeden generalny wniosek płynący z praktycznie wszystkich badań. A mianowicie liczba kontuzji i urazów spada wraz z nabywanym doświadczeniem. Wszystkie moje urazy miały miejsce w trakcie początkowych kilku lat jazdy telemarkiem. Od dłuższego czasu (a konkretnie od dziesięciu lat) nie było żadnej kontuzji choć jeżdzę szybciej i w coraz bardziej wymagającym terenie. No i to jest chyba najbardziej optymistyczny wniosek ;)

Zapraszam też do podzielenia się pod tym artykułem własnymi doświadczeniami i wnioskami z nich płynącymi.  Może to pomóc innym w uniknięciu przykrych przygód.

Przekaż dalej!