Wojtek Rogowski

kwi 082018
 
P8800649-002

Gdzie ten śnieg?W zeszłym roku tęgi mróz i sporo śniegu, a w tym – bardzo łagodna zima i śniegu jak na lekarstwo. Na szczęście wystarczyło do odbycia piątkowej wycieczki telemarkowej, którą rozpoczęliśmy XVII Polskie Spotkanie Telemarkowe. A widoki na ciekawą wycieczkę były marne, wszędzie po drodze trawa, nawet na parkingu pod gondolą Jaworzyny, która była punktem startowym. Ale okazało się, że wystarczy przejść jakieś 200m w głąb doliny żeby móc założyć narty. Grupa jednak była ciągle nieufna i narty założyliśmy dopiero po wyjściu na grzbiet oddzielający Czarny Potok od Słotwin. Ciągle jeszcze przy zachmurzonym niebie, ale bliżej Runku przywitało nas ładne słońce. Powyżej 800 m.n.p.m śniegu w bród. Z Runku powrót na Jaworzynę i zjazd na dół tamtejszą trasą narciarską.

Z kronikarskiej skrupulatności muszę wspomnieć że Jurek Kołek postanowił prześcignąć tym razem mistrza w zabraniu-niczego, Andrzeja ‚Cowytamnosiciewtychplecakach’ Stanka i rzeczywiście nie zabrał plecaka. Najwyraźniej głodował podczas wycieczki ale przyznać trzeba że nie odstawał (w tym roku) :)

Tempo wycieczki jakieś 2 razy większe niż w zeszłych latach, do teraz zachodzimy w głowę co było powodem. Dość że skończyliśmy wycieczkę wczesnym popołudniem, a nie po zmroku jak to zwykle bywało. Zaoszczędzony czas część osób zmitrężyła w przybytku CristalPatio dyskutując o różnych bzdurach typu np. ‚fakto-twórcza rola mediów w życiu telemarkowca’. Kuśtykający Plakat nas tam zaprowadził.

Piątkowa część wieczorna w Kasztelance, tegorocznej bazie PST – na luzie – oglądnęliśmy film z Lofotów Aleksey’a (niestety bez samego Aleksey’a, który nie dał rady dotrzeć) i wysłuchaliśmy rysu kartograficznego dotyczącego freeride’u w Beskidzie Sądeckim zaprezentowanego przez Brata Grzegorza, który niezrażony faktem że wszycy przysypiają (a niektórzy ostentacyjnie śpią na stołach) ciągnął bezlitośnie opowieść aż do końca. Co więcej obiecał, że upubliczni tajne zapiski z Beskidu Sądeckiego na Polskiej Stronie Telemarkowej, ale oczywiście do teraz tego jeszcze nie zrobił. Potem atmosfera zrobiła się jeszcze luźniejsza.

 

Sobota to oczywiście warsztaty telemarkowe – słoneczko niestety nie zawitało do nas. W tym roku niezwykle liczna grupa BC – lekki telemark ale i w innych grupach uczestników nie brakowało. Ponad 2 godziny wałkowania techniki na różnych poziomach zaawansowania – bardzo dziękujemy naszym instruktorom za zaangażowanie.

 

W porze obiadowej miła niespodzianka – sponsorowany posiłek z kiełbaską przez Partnera Polskich Spotkań Telemarkowych – stację Słotwiny Arena. Serdecznie dziękujemy.

Słotwiny Arena - Partner PST

A po południu zawody – tym razem poprowadzone okrężną trasą, dosyć długą i bardziej płaską niż w zeszłym roku. Na trasie m.in. obieg wokół tyczek 360 stopni, podbieg, no i naturalnie bramki. W stromszym odcinku muldy dawały się zawodnikom we znaki, ale wszyscy dotarli na metę szczęśliwie i prokurator nie musiał interweniować.

Wieczorna część Spotkania – oczywiście w Kasztalance – rozpoczęła się od wręczenia nagród zwycięzcom zawodów i dyplomów wszystkim uczestnikom. Potem Piotrek Kapustianyk zrelacjonował  wizytę Telemark Demo Team Poland w Japonii. No i coroczny punkt wieczoru – diaporama Waldka Czado okraszona wprowadzeniem Erwina Gorczycy z wyprawy narciarskiej w Alpy – tym razem Monte Rosa.

W międzyczasie wśród uczestników Spotkania rozdane zostały okolicznościowe koszulki telemarkowe i gadżety w postaci pasków do związywania nart z nadrukami Polskich Spotkań Telemarkowych.

 

Niedziela przywitała nas w Słotwinach dosyć niskimi chmurami i mgłami – jeździliśmy czasami we mgle, czasami ponad.

Nieco po 10tej przed południem zaczęliśmy przebieraną zabawę na stoku p.t. „Tele by było tego”. Pomysłowość uczestników jak zwykle dopisała – oprócz nieodłącznie osób w tradycyjnych strojach narciarskich była również hawajska baba w bikini, indianka, motylek, stwór z Muppetów, lamparcica, meksykanin, pszczelarz z pszczółkami, murzynek Bambo, Św. Mikołaj i inni. Część uczestników przebrała się nawet za instruktorów narciarskich.

Spotkanie zakończyliśmy nieco po południu.

 

Bardzo dziękujemy wszystkim którzy przyczynili się do organizacji tegorocznego Spotkania Telemarkowego, a w szczególności:

  • Piotr Kapustianyk – za organizację zawodów telemarkowych, prowadzenie warsztatów i udostępnienie sprzętu z wypożyczalni i inne
  • Sławek Lassak, Józiu Szot, Leszek Witt – za prowadzenie warsztatów telemarkowych
  • Tomek Bryniarski – za pomoc w przygotowaniu i realizacji gadżetów
  • Ośrodek Narciarski Słotwiny Arena – Partner PST – za udostępnienie stoku na czas zawodów, zniżkowe karnety i poczęstunek dla uczestników PST
  • Willa Kasztelanka – za serdeczne przyjęcie i miłą obsługę.

Dziękujemy również wszystkim uczestnikom za stworzenie niepowtarzalnej atmosfery i mile spędzony czas! Jest to dla nas największa i najlepsza motywacja do organizacji kolejnej imprezy, na którą już dzisiaj Was zapraszamy :)

 

Galeria zdjęć ze Spotkania

 

 

 

lut 102018
 

Jak już wstępnie informowaliśmy, grupa telemarkowa z SN PTT organizuje zawody w telemarku. Będą miały otwarty charakter i wszyscy mogą w nich startować, niezależnie od miejsca zamieszkania. Odbędą się one na stokach Kotelnicy Białczańskiej w Białce Tatrzańskiej w dniu 3.03.2018 roku na trasie 8a (patrz bialkatatrzanska.pl) start o godz.10. Chcemy z tej okazji wydać okolicznościowe odznaki. Planujemy też, że każdy ze startujących otrzyma karnet czasowy, a po zawodach ciepły posiłek. Będą to pierwsze zawody telemarkowe w historii klubu SN PTT.

Naszym sponsorem strategicznym jest Ośrodek Narciarski Kotelnica Białczańska. Zadbamy o to aby zawody odbyły się w atmosferze dobrej zabawy i rozpoczęły cykliczne coroczne zmagania. Zakończenie zawodów, wręczenie dyplomów odbędzie się na wierzchołku Kotelnicy.

Chętnych do wzięcia udziału prosimy o deklaracje uczestnictwa w imprezie do dnia 3 marca na adres snptt1907gt@gmail.com , z załączonym w pdf wydrukiem wpłaty w kwocie 50 zł, tytułem: darowizna na rzecz sn ptt, zawody telemarkowe. Dane do przelewu: Klub SN PTT 34-500 Zakopane, ul. Kasprusie 42 nr konta: 84 1240 5165 1111 0000 5228 8232

Osoby chcące zatrzymać się na dłużej lub skorzystać z noclegu mogą to zrobić w ośrodku Placówka w Groniu http://placowka.pl/ tel. 18 2656343, to raptem 3 km od Białki, a ceny nisze niż w Białce. Przy rezerwacji należy powiedzieć, że na zawody na Kotelnicy i cenę można negocjować.

Odprawa, odbiór numerów startowych w dniu zawodów o godz. 8:00 przy dolnej dyżurce TOPR (budynek przy głównym parkingu).

Ew. tel. kontaktowy 603 77 08 97 Piotr Jasieński ?Szuwar?, 501 61 60 39 Stanisław Styrczula.

 

paź 112017
 

Zima w Beskidzie Sądeckim w tym roku zechciała nam wynagrodzić wszelkie niedostatki z lat poprzednich. I wyszło jej to bardzo fajnie, jeśli idzie o śnieg, którego nie brakowało, a jak wiadomo śniegu nigdy nie jest za dużo. Ale trochę przesadziła z mrozem i wiatrem, którymi mogłaby obdzielić jeszcze trzy kolejne Polskie Spotkania Telemarkowe. Co najmniej trzy …

P1060718

Szczególnie rześko było pierwszego dnia PST, czyli w Trzech Króli. Ale nawet temperatura w okolicach -20 oC i silny wiatr w zasadzie nikogo nie wystraszyły i na parkingu na Słotwinach pojawiła się silna ekipa telemarkowa mocno zdecydowana, żeby wbrew naturze i zdrowemu rozsądkowi odbyć wycieczkę po tutejszych górach. Na szczęście okazało się, że najtrudniejszy był pierwszy, a przy tym krótki etap tej zimowej ekspedycji, gdzie słotwińskie polany przypominały azjatycki step smagany mroźnym wiatrem. Za to na końcu czekał pierwszy bonus w postaci puchowego zjazdu do doliny Czarnego Potoku. Potem już było przyjemne człapanie głęboką dolinką, podziwianie zimowych widoków i dyskusje o przewagach łuski na foką itp. Po dotarciu na grzbiet i przezwyciężeniu lekkiego zamieszania topograficzno-nawigacyjnego, wycieczka została domknięta i znaleźliśmy się z powrotem na Słotwinach. I tutaj był drugi bonus, gdyż okazało się, że polany nie zostały wywiane przez wiatr, a za to leżało na nich sporo świeżego puchu i na koniec pojawiło się jeszcze słońce.

Drugiego dnia ani mróz ani uczestnicy PST nie odpuścili. Przed południem odbyły się warsztaty telemarkowe, w trakcie których każdy mógł szlifować swoje narciarskie umiejętności, a początkujący mogli stawiać swoje pierwsze kroki, a raczej skręty, pod okiem doświadczonych instruktorów. Interesującym trendem jest rosnące z roku na rok zainteresowanie lekkim telemarkiem, czyli jazdą na sprzęcie BC. Wszyscy zaś błogosławili nową kanapę z deklem na Słotwinach, dzięki której można było lekko odtajać na stoku. Mróz zmusił jednak w końcu organizatorów do modyfikacji popołudniowych planów i aby uniknąć przymarzania zawodników do tyczek, zamiast zawodów został przeprowadzony jedynie trening na trasie telemarkowego cross’u, czyli można było minąć kilka tyczek, przebiec się wokół jeziora, a na koniec przelecieć w powietrzu parę metrów. Finałem dnia spędzonego na stoku było ognisko i bałkańskie przyśpiewki prowadzone przez niezawodnego Śledzia Nadmorskiego, oczywiście.

Wieczorem wszystkich ominęła ceremonia wręczenia nagród za zawody telemarkowe, które się nie odbyły. Ale miejmy nadzieję, że puchary będzie można zobaczyć w przyszłym roku. Siłą rzeczy szybko przeszliśmy do kolejnego punktu programu, którym był wykład Piotrka Kapustianyka o kondycyjnym przygotowaniu do zawodów telemarkowych, których jak już wiemy nie było, ale za to temat będzie jak znalazł na przyszły rok, chyba że znowu jednak nie, ale kto to wie, więc nie ma o czym gadać. Następnie uczestnicy Spotkania mieli okazję zapoznać się z włoskim producentem nart Blossom i jego aktualną ofertą. A na zakończenie części formalnej niezawodny Erwin pokazał diaporamę z Alp Otztalskich. Po tym wszystkim rozpoczęła się dyskoteka, na której wielu się świetnie bawiło, a ci co nie bawili się tak świetnie złożyli solenne zobowiązanie, że w przyszłym roku zakręcą całą imprezą, że „hej!”

W niedzielny poranek okazało się, że większość naszych samochodów bardzo sumiennie wywiązała się z niedawnych noworocznych postanowień i już przestała palić … Kable życzliwie krążyły wśród zmotoryzowanych uczestników Spotkania, a radosnym pogawędkom i pogwarkom przy akumulatorach (o ile ktoś w końcu znalazł go w swoim pojeździe – zwłaszcza tym produkcji bawarskiej) nie było końca. Aż żal było te rozmowy kończyć, gdy samochody odpaliły i dowiozły nas na Słotwiny Arena. Tam poszły w ruch wszelkie dziwne stroje bezczelnie rąbnięte własnym dziatkom lub wyłudzone od nieświadomych zagrożenia dziadków, maski gazowe, szlafroki i co kto jeszcze miał pod ręką, względnie odnalazł w śmietniku sąsiada tuż przed wyjazdem na PST. Jak mawiają gorącokrwiści Szwedzi zrobiła się zabawa w ”piraterna och indianerna” na całego! I trwała, aż się skończyła!

Zdjęcia Sławka – chyba z piątkowej wycieczki, bo dużo śniegu

Zdjęcia Grześka - prawdopodobnie z piątkowej wycieczki, bo dużo ludzi

Film Przemka – na pewno z niedzielnej imprezy, bo takie rzeczy tylko na PST

 

paź 102017
 

Miło odnotować nam fakt, że w Klubie SN PTT powstała sekcja telemarku. Klub w tym roku, dokładnie
5 grudnia obchodzi 110 rocznicę powstania. Jest to najstarszy, działający bez przerwy Klub z siedzibą w
Zakopanem. I pełna jego nazwa brzmi: SEKCJA NARCIARSKA POLSKIEGO TOWARZYSTWA
TATRZAŃSKIEGO ? 1907 ZAKOPANE.
Klub otoczył opieką grono zapaleńców wolnej pięty. Z okazji swojej rocznicy nastąpił jakby powrót do
korzeni, czyli narciarstwa telemarkowego. Aktualnie trudno stwierdzić, kto na terenie Tatr i Podhala był
protoplastą telemarku, ale nie zmienia to faktu, że sekcja powstała. Jak na razie ma się dobrze,
opracowała swój regulamin i czeka na pierwszy śnieg. A ten pierwszy będzie zapewne, jak zwykle na
Kotelnicy w Białce. Warto zaznaczyć, że O.N. Kotelnica od lat wspiera narciarstwo telemarkowe. Sekcja
planuje zorganizowanie ogólnopolskich zawodów telemarkowych właśnie na Kolelnicy w Białce
Tatrzańskiej w marcu 2018 roku, damy znać jak będzie znany termin i więcej szczegółów na ten temat.

Autor: Piotr Jasieński

SN PTT

mar 162017
 
DSC03099

DSC03101Polskie Spotkanie Telemarkowe nr 15 odbyło się w scenerii nieco innej niż zwykle. Tym razem telemarkowcom gościny udzieliło schronisko na Jaworzynie Krynickiej. Klimat był w pełni górski, gdyż schronisko znajduje w pewnym oddaleniu od szczytu Jaworzyny i jej tras narciarskich. A codzienne śniadanie z widokiem na Beskid Sądecki i Niski dawało gwarancję dobrego startu w kolejny narciarski dzień. Jeśli idzie o warunki narciarskie … no cóż, każdy wie jakie było ostatnie kilka zim i tym razem słaby początek zimy również nie dał szans na pełne zrealizowanie programu PST. Liczyliśmy, że w piątek pierwszego dnia imprezy uda się wykorzystać z którąś z licznych możliwości jakie stwarza Jaworzyna i okolice dla narciarstwa wspomaganego foką lub smarem. Niewielki wieczorny opad śniegu nieco rozbudził nasze nadzieje, lecz poranek nie pozostawił wątpliwości, że trzeba będzie udać się na sztucznie śnieżone stoki Jaworzyny.

 

 

Sobota zgodnie z programem przyniosła warsztaty telemarkowe oraz zawody o najpięknieszy skręt. Działaliśmy na stokach Jaworzyny. Wszyscy przeżyli.

Za to sobotni wieczór… sobotni wieczór również odbył się w.g. planu, dotarł Sklep Podróżnika i otworzył swoje podwoja, potem Piotrek Kapustianyk opowiadał o wyjeździe do Patagonii, Erwin pokazał diaporamę z tury z Grand Paradiso a Bartek Śliwa (Ciruela) obszernie wyjaśniał nam na czym polega produkcja nart. O późniejszej części programu niestety nie napiszę, bo film… znaczy nie pamiętam, tyle to już czasu…

Niedziela to „Teloście piknji kiej tele cud?, czyli przebierana zabawa na stokach Słotwiny Arena. Nie zabrakło górala, hokeisty, rycerza, wioślarza, żołnierza, Św. Mikołaja, Śmierci, króliczków, oldskulowo ubranych uczestników i Bóg wie kogo jeszcze. Poniżej krótki filmik z tej imprezy:

 

 

Oraz galeria ze zdjęciami tutaj:

      Link do galerii zdjęć

mar 112015
 
14tePST_thumb

Tegoroczna zima zapewne nie zostanie uznana przez narciarzy za najwspanialszy sezon bieżącego stulecia. Przez nas jednak będzie bardzo dobrze wspominana dzięki trzem wyjątkowo pięknym i słonecznym dniom, które przypadły na 14-ste Polskie Spotkanie Telemarkowe. Prawdę powiedziawszy nigdy nie było tak doskonałej pogody na PST jak w tym roku. A nie byłoby to możliwe, gdyby organizatorom na zeszłorocznej styczniowej trawie nie wysiadła psychika, i nie postanowili przenieść Spotkania Telemarkowego na drugą połowę lutego.

Piątek – 20 lutego

Piękna pogoda na turę...

Pierwszy dzień PST jest już od jakiegoś czasu przeznaczony na lekką turę narciarską. W przeszłości różnie bywało z warunkami, lecz w tym roku wszystko nam mówiło,że będzie dobrze. W poprzednim tygodniu dosypało śniegu, a teraz mieliśmy słońce, błękitne niebo i lekki mrozik, który w ciągu dnia miał całkiem odpuścić. W tych okolicznościach przyrody na parkingu w Szczawniku o godz. 9:00 zebrała się silna grupa telemarkowa, która trwała w niezłomnym przekonaniu, że wyruszy w trasę o godz. 10:00. I tak też się stało!

Na KotylniczymRuszyliśmy w górę dolinki Szczawnika, żeby wkrótce odbić na Kotylniczy Wierch przez rezerwat Żebracze. Śnieg był zbity i praktycznie nie wymagał torowania, więc ekspedycja w szybkim tempie dotarła na szczyt Kotylniczego, skąd rozpościerał się piękny widok na Tatry. Po krótkim popasie wycieczka ruszyła bukowym lasem w dół. Zdesperowani wybrali gradient, a pozostali mogli skorzystać z wygodnego toru do skibobów, który biegnie z Kotylniczego Wierchu do doliny Szczawniczka. Na koniec pozostało dotrzeć jeszcze do parkingu, ale okazało się to bardziej skomplikowane niż wydawało się na mapie. Do sforsowania były dwie głębokie paryje z brzegami porośniętymi gęsto drzewami i innymi krzaczorami.

Wieczorną część spotkania rozpoczęła prezentacja w trakcie której Aleksiej Duma z Ukrainy opowiedział nam o telemarku w swojej ojczyźnie. Aleksiej opisał również główne ośrodki narciarskie u naszego wschodniego sąsiada. W drugiej części wieczoru mieliśmy okazję obejrzeć film telemarkowy „Vertical Integration”.

Sobota – 21 lutego

Sobota to dzień warsztatów telemarku...Sobota jak zwykle była głównym dniem PST, więc i program był dość napięty. Najtwardsi z najtwardszych udali się bladym świtem na szkolenie technik biegowych, które odbyło się na pobliskiej trasie biegowej w Czarnym Potoku. Następnym punktem programu były warsztaty telemarkowe w ośrodku Master-ski w Tyliczu. Zainteresowani uczestnicy zostali podzieleni na sześć grup w zależności od poziomu umiejętności. Była też dodatkowa grupa dla osób jeżdżących telemarkiem na sprzęcie BC. Instruktorzy nie pozwolili uczestnikom obijać się przez kolejne dwie godziny i chwała im za to :)

... i zawodów 'Telestrzała 2015'Po posiłku przyszedł czas na zawody „Telestrzała 2015″, czyli slalom równoległy z małą hopką pośrodku. W trakcie ciepłego i słonecznego dnia wydawało się, że o zwycięstwie zdecyduje smarowanie nart i masa zawodnika, gdyż śnieg koło południa zaczął się robić miękki i mokry. A tu nic z tego! Wczesnym popołudniem wraz ze spadkiem temperatury i nasłonecznienia śnieg zaczął marznąć, a stok robić się twardy i naprawdę szybki. Dołóżmy do tego szczyptę adrenaliny wywołanej bezpośrednią rywalizacją i systemem pucharowym, a emocje robią się całkiem spore. Zwłaszcza na późniejszych etapach zawodów nikt nie zaciągał ręcznego przed hopką, a różnice na mecie bywały minimalne.

Wieczorem czekał nas dość bogaty program. Po wręczeniu nagród dla najlepszych zawodników Telestrzały, na scenę wkroczył Erwin Gorczyca z diaporamą Waldka Czado, która opowiadała o przejściu,  a raczej pokonaniu, słynnej alpejskiej Haute Route z Chamonix do Zermatt. Ktoś mógłby zapytać , co w tym niezwykłego, skoro co roku dokonują tego zapewne tysiące narciarzy. Rzecz w tym, że Erwin z Bartoszem pokonali Haute Route w strojach i na sprzęcie retro(!).

Zakaz telemarku???!!!!Kolejnym punktem była prezentacja pierwszego polskiego programu nauczania telemarku. Piotrek Kapustianyk opowiedział o kulisach tego przedsięwzięcia i przedstawił zarys treści podręcznika. Na koniec obejrzeliśmy film, który stanowi integralną część całego programu-podręcznika.

Następnie w sposób zupełnie naturalny uczestnicy Spotkania przeszli do zajęć w podzespołach roboczych, których zadaniem było pogłębić i poszerzyć treści zarysowane przez prelegentów.

Niedziela – 22 lutego

Wygłupy na maksa przez cały dzień.Niedziela przywitała nas na Jaworzynie Krynickiej wciąż wspaniałą, słoneczną pogodą. Wesołe towarzystwo telemarkowe stawiło się licznie, i co równie ważne w strojach i przebraniach, które niezbicie świadczyły o nieco utraconym kontakcie z szarą rzeczywistością, zwłaszcza że na stoku trwała akcja „Bezpieczna zima”. Roli wodzierejów tego zakręconego tele-korowodu podjęli się Józio i Mirek z Demo Teamu, a mnie pozostaje jedynie stwierdzić, że z takimi zdolnościami to się trzeba po prostu urodzić :) Pod ich przewodem telemarkowa ekipa przetoczyła się kilkukrotnie po stokach Jaworzyny, a to wzdłuż, a to wszerz,a czasem nawet nieco po ukosie. Elementy jazdy grupowej wypadły szczególnie pomyślnie, dzięki czemu ani fauna, ani flora Beskidu Sądeckiego nie została w nadmierny sposób naruszona, a z pewnością będzie w stanie się relatywnie szybko odbudować.

I to by było na tyle miłych wspomnień z 14-stego Polskiego Spotkania Telemarkowego. Dziękujemy wszystkim uczestnikom za stworzenie wspaniałej atmosfery i zapraszamy w przyszłym roku!

Ekipa jak się patrzy

Zdjęcia Seba

Zdjęcia Maćka z GoPro

Zdjęcia Bartosza

 

lut 142015
 

wypadkiW poprzednim artykule zostały podsumowane wyniki badań dotyczących urazów w telemarku. W celu urozmaicenia tychże statystyk postanowiłem opisać moje osobiste kontuzje doznane w trakcie kilkunastu lat jazdy telemarkiem. Dodam jeszcze, że nie uprawiam jakichś ekstremalnych form narciarstwa, choć dużo jeżdżę poza trasami (głównie w beskidzich lasach). Co ciekawe moje przypadki dość dobrze wpisują się we wnioski płynące z badań.

  1. Wybicie kciuka ? zdarzyło mi się to 2-3 razy na początkowym etapie mojego telemarkowania. Przyczyną zawsze była chęć podparcia się w trakcie upadku, co niestety czasem kończy się wybiciem kciuka. Te urazy nie były specjalnie dotkliwe, ale nauczyły mnie cennej zasady, która dotyczy nie tylko kciuków: nie broń się nadmiernie przed upadkiem, gdyż może się to skończyć kontuzją. Od tamtego czasu problem zniknął.
  2. Skręcenie kostki ? pierwsze kilka sezonów jeździłem na lekkim sprzęcie BC (śladówki, wiązania NNN BC i niskie skórzane buty). Buty były tak miękkie i niskie, że któregoś razu krzywe postawienie narty doprowadziło do skręcenia nogi w stawie skokowym. Kontuzja była lekka i po kilku dniach wszystko wróciło do normy. Dotarło wtedy do mnie, że moje buty są chyba za niskie i zacząłem rozglądać się za solidniejszym sprzętem.
  3. Nadłamanie guzka kości ramieniowej ? uraz ten miał miejsce, gdy jeździłem już na nieco cięższym sprzęcie. Po niewielkim opadzie śniegu wjechałem na bulę, która jak się okazało była wcześniej mocno wywiana. W praktyce pojechałem więc po kamieniach czego efektem była wywrotka i uderzenie ramieniem (a konkretnie tym rzeczonym guzkiem kości ramieniowej) o jeden z kamieni po których wcześniej postanowiłem (aczkolwiek nieświadomie) pojechać. Finał to trzy tygodnie w opatrunku Dassaulta i konieczność stosunkowo niedługiej rehabilitacji. Od tego czasu jestem bardzo wyczulony na wygląd terenu i podejrzliwy w stosunku do niespodzianek, które mogą kryć się pod śniegiem, co jest szczególnie istotne w trakcie jazdy pozatrasowej.
  4. Skręcenie stawu kolanowego ? to był jak do tej pory mój ostatni, ale i najpoważniejszy uraz. Stało się to dziesięć lat temu, kiedy zachciało mi się majowej jazdy w Słowackich Tatrach. Warunki były dość trudne: ciężki, mokry śnieg na wymuldzonym stoku. A do tego doszedł błąd techniczny polegający na próbie wykonania skrętu na wyprostowanym kolanie. Finałem był miesiąc spędzony w gipsie i kilkutygodniowa rehabilitacja. Nauka z tego przypadku płynie taka, żeby nigdy nie nie jeździć na wyprostowanym kolanie.

Jak widać z każdego przypadku można wyciągnąć jakąś naukę na przyszłość. A im kontuzja cięższa tym więcej czasu na przemyślenia … Mój przypadek potwierdza też jeden generalny wniosek płynący z praktycznie wszystkich badań. A mianowicie liczba kontuzji i urazów spada wraz z nabywanym doświadczeniem. Wszystkie moje urazy miały miejsce w trakcie początkowych kilku lat jazdy telemarkiem. Od dłuższego czasu (a konkretnie od dziesięciu lat) nie było żadnej kontuzji choć jeżdzę szybciej i w coraz bardziej wymagającym terenie. No i to jest chyba najbardziej optymistyczny wniosek ;)

Zapraszam też do podzielenia się pod tym artykułem własnymi doświadczeniami i wnioskami z nich płynącymi.  Może to pomóc innym w uniknięciu przykrych przygód.

lut 122014
 

Krótki wstęp

Pewnego razu na stoku narciarskim zaczepiła mnie Pani, która w trakcie miłej rozmowy stwierdziła, że telemark to jej się naprawdę podoba, ale od tego patrzenia to zaczynają ją kolana boleć. Myślę, że tymi słowami dobrze oddała wrażenia medyczno-orotopedyczne jakich doznaje osoba mająca swój pierwszy optyczny kontakt z telemarkiem. Od razu doszedłem do wniosku, że oszczędzę mojej interlokutorce wyznania po którym każdemu narciarzowi alpejskiemu przechodzą po plecach ciary, czyli sakramentalnego „a moje wiązania to nie mają bezpieczników.”

Uprawianie narciarstwa alpejskiego czy też telemarku,  nierozłącznie związane jest z ryzykiem urazu. W końcu jeśli coś jedzie to może się w sposób gwałtowny zatrzymać i to zazwyczaj będzie bolało. Jak coś stoi to może upaść, a jakby wiedziało, że upadnie to by sobie usiadło. W każdym razie narciarz w trakcie swojej kariery niejednokrotnie przytuli się do ukochanego śniegu. Jedną z pierwszych moich myśli po założeniu nart z wolną piętą było pytanie, jak się toto zachowa w trakcie upadku. Z pewnością się nie wypnie, bo bezpieczników nie ma. Pocieszałem się jednak, że jakoś to będzie, gdyż w przeciwnym przypadku telemarkowcy już dawno podzieliliby los ptaków dodo. Okazało się, że intuicja mnie nie zawiodła i sprzęt telemarkowy nie okazał się większym łamaczem kończyn niż narty alpejskie.

Badania i statystyki

W ciągu ostatnich kilkunastu lat opublikowanych zostało w różnych naukowych periodykach kilka ciekawych artykułów na temat urazowości telemarku. Czytając je starałem się znaleźć odpowiedzi na następujące pytania:

  1. Czy urazy w telemarku występują częściej niż w narciarstwie alpejskim i snowboardzie?
  2. Na jakie rodzaje urazów narażony jest narciarz telemarkowy?
  3. Czy urazy w telemarku mają bardziej poważny charakter niż w narciarstwie alpejskim i snowboardzie?
  4. Czy stosowany sprzęt ma wpływ na rodzaj urazów?

Chciałbym przy tym zaznaczyć, że skupiłem się na zebraniu odpowiedzi i wniosków płynących z tych badań. Zainteresowanych szczegółami metodycznymi cytowanych badań odsyłam do źródeł podanych na końcu tego tekstu.

Czy urazy w telemarku występują częściej niż w narciarstwie alpejskim i snowboardzie?

Omawiając wskaźniki urazowości warto zwrócić uwagę na stosunkowo dużą rozpiętość rezultatów, która w dużej mierze wynika z przyjętej metody zbierania danych. Zauważono, że badania przeprowadzane za pomocą ankiet rozsyłanych do narciarzy dają istotnie wyższe wskaźniki urazowości niż te bazujące na danych z lokalnych szpitali i ośrodków narciarskich. Okazuje się, że nie wszystkie kontuzje i urazy są zgłaszane do służb górskich albo do najbliższego szpitala. W swoim badaniu Federiuk i Mann [2] stwierdzili nawet, że potrzeba fachowej pomocy medycznej była zgłaszana tylko w 45% urazów.

Najczęściej stosowanym wskaźnikiem urazowości w narciarstwie jest ilość urazów przypadających na 1000 dni spędzonych na nartach, czyli tzw. Injury Rate. Słabością tego wskaźnika jest brak precyzji w określeniu ?dzień spędzony na nartach?, którą to liczbę szacuje się zazwyczaj na podstawie ilości karnetów sprzedanych w danym ośrodku.

Sprzęt

Injury Rate

Alpejski

1 ? 10

Snowboard

1 ? 16

Telemark

1 – 10

W pracy R?nning et al [1] podjęto próbę wprowadzenia alternatywnego wskaźnika urazowości bazującego na odległości przejechanej na danym typie sprzętu nazwanego przez autorów ESDCI (Equipment-Specific Distance-Correlated Injury Index). Wskaźnik ten informuje o ilości urazów wymagających hospitalizacji lub pomocy ambulatoryjnej na 100 000 km przejechanych na danym typie sprzętu:

Sprzęt

ESDCI

Alpejski

3,9

Snowboard

13,5

Telemark

3,0

Sulheim et al. [4] wykazuje podobną zależność, a mianowicie narciarstwo alpejskie i telemark mają porównywalny poziom urazowości, który przy tym jest prawie dwa razy niższy niż w przypadku snowboardu.

Na jakie rodzaje urazów narażony jest narciarz telemarkowy?

W tym punkcie nie ma pełnej zgodności między poszczególnymi badaniami i z każdego z nich wyłania się nieco inny obraz.

Najczęstszymi rodzajami urazów według Federiuk i Mann [2] są urazy:

  • kolana              25,9%
  • kciuka             16,2%
  • ramienia           13,4%
  • kostki                8,9%

Podobne wyniki uzyskał również Tuggy [5].

Ten rozkład wygląda nieco inaczej w badaniu Made et al. [3]:

  • kostka/stopa    28%
  • kolano             20%
  • głowa/kark      17%

Warto również zwrócić uwagę, że w powyższym badaniu opartym na wynikach z okresu 11 lat zaobserwowano również znaczący spadek udziału urazów kostki/stopy, który z początkowych 35% spadł do 22%, co przypisane jest następującej w tym czasie ewolucji sprzętu. Ale szerzej o tym w następnym punkcie.

Jeszcze inne wyniki otrzymali Sulheim et al. [4] i tak:

  • ramiona           20,1%
  • głowa              17,9%
  • kolana             14,5%
  • kostka/stopa    14,0%

Można powiedzieć, że pewnym zaskoczeniem w wynikach ostatniego z przytoczonych badań jest wysokie miejsce urazów ramion i głowy.

Czy urazy w telemarku mają bardziej poważny charakter niż w narciarstwie alpejskim i snowboardzie?

Warto zauważyć, że telemarkowcy są narażeni na nieco inne urazy niż narciarze alpejscy bądź snowboardziści. Sulheim et al. [4]  w swoich badaniach doszli do następujących wyników:

Telemark

Narciarstwo alpejskie

Snowboard

Ramiona

20,1%

11,2%

11,4%

Głowa

17,9%

17,9%

17,8%

Kolana

14,5%

27,3%

6,8%

Kostka/Stopa

14,0%

5,6%

5,6%

Nadgarstek

3,9%

4,3%

25,9%

W tym badaniu zmierzona została również ilość poważnych urazów (tzn. wymagających dalszego badania / leczenia po udzieleniu pierwszej pomocy). Wskaźniki dla narciarstwa alpejskiego i telemarku są na podobnym poziomie, a dla snowboardu wyższe.

Kolejnym wnioskiem z badań Federiuk i Mann [2] jest fakt, że najbardziej skomplikowane są urazy kolan i ramion, które odpowiednio w 14% i 11% kończyły się zabiegiem chirurgicznym.

W Internecie można spotkać się z opiniami, że telemark łagodniej obchodzi się z kolanami niż technika alpejska. Za takim stwierdzeniem obecnie nie stoją badania naukowe, a raczej osobiste doświadczenia i następujące argumenty:

  • W telemarku intensywniej pracują mięśnie nóg, łącznie z tymi stabilizującymi staw kolanowy. Tak więc z czasem będą one lepiej rozwinięte i wyćwiczone niż przy stosowaniu techniki alpejskiej.
  • W telemarku staw kolanowy pracuje w sposób bardziej zbliżony do fizjologicznego, gdyż jest w ciągłym ruchu. Nie występują więc długie okresy statycznego, a zatem i bardziej męczącego obciążenia stawu.
  • W pozycji telemarkowej kolano jest dość mocno ugięte. W takim układzie staw kolanowy jest bardziej stabilny, a właśnie wtedy kolano jest narażone na największe obciążenia.
  • Najbardziej niebezpieczna pozycja dla nogi – tzn. przesztywniona i wyprostowana w kolanie – w telemarku zdarza się o wiele rzadziej niż w technice alpejskiej.
  • Wysiłek mięśniowy w telemarku jest większy niż w technice alpejskiej, a zatem telemarkowiec będzie miał mniejszą tendencję do przeciążania kolan np. poprzez bardzo intensywną jazdę.

Czy stosowany sprzęt ma wpływ na rodzaj urazów?

Buty (niskie lub wysokie – skórzane lub plastikowe)

Wspomniany wcześniej w badaniu Made et al. [3] spadek udziału urazów kostki/stopy pokrywa się z zauważalną tendencją do wykorzystywania butów wysokich (wzrost udziału z 24% do 67%). Pozwala to wyciągnąć wniosek, który pokrywa się ze zdroworozsądkowym oczekiwaniem, że wysokie buty ograniczają urazy kostki/stopy i co warto podkreślić nie zwiększają urazowości kolan.

Zarówno Federiuk i Mann [2] jak i Made et al. [3] nie stwierdzili różnicy częstotliwości wystąpienia urazu kostki w butach plastikowych i skórzanych. Jednak urazy kostki w butach skórzanych miały poważniejszy charakter co można zauważyć u Federiuk i Mann [2].

Nieco inne wnioski wyciąga ze swoich badań Tuggy [5], który wskazuje dużo niższą ogólną urazowość w butach plastikowych (6,5/1000) w stosunku do butów skórzanych (12,6/1000). Warto jednak zauważyć, że w populacji badanej przez Tuggy buty plastikowe były używane znacznie częściej (>70%) w grupie bardzo doświadczonych narciarzy, która to grupa charakteryzuje się mniejszą liczbą występujących urazów. Autor sugeruje, że ogólnie mniejsza urazowość w butach plastikowych wynika po prostu z mniejszej liczby upadków.

Wiązania (tradycyjne lub bezpiecznikowe)

Badanie przeprowadzone w latach 90-tych XX wieku [2] wykazało, że wiązania bezpiecznikowe zmniejszają ryzyko urazu, ale co również jest bardzo interesujące aż w 80% zdarzeń zakończonych urazem, wiązania bezpiecznikowe nie wypięły się. Autorzy zwracają uwagę, że podobna sytuacja w narciarstwie alpejskim miała miejsce w latach 60-tych XX wieku. Co ciekawe badanie narciarzy alpejskich z 1993 roku wykazało, że wiązanie alpejskie nie wypinało się w 52% wypadków zakończonych urazem. Należy jednak pamiętać, że w takich sytuacjach krytyczną rolę odgrywa prawidłowa regulacja siły wypięcia wiązań i to właśnie brak prawidłowej regulacji odpowiada często za nie wypięcie się wiązania.

Bardzo zbliżone wnioski podaje Tuggy [5], który obserwuje mniejszą liczbę urazów (11% z ogólnej liczby urazów) wśród narciarzy stosujących wiązania bezpiecznikowe, którzy stanowili 11,8% z całej badanej populacji. Stwierdza przy tym, że różnica nie jest wciąż statystycznie istotna, choć wynika to zapewne ze stosunkowo niewielkiej liczby danych. Należy podkreślić, że przytoczone badania dotyczą okresu w którym były dostępne jedynie wiązania bezpiecznikowe starszego typu. Nie ma badań pokazujących skuteczność systemu NTN.

Z naszych własnych obserwacji wynika, że dynamika upadku w telemarku jest inna niż w przypadku nart alpejskich. W sprzęcie alpejskim but jest na sztywno przymocowany do narty za pomocą wiązania. W chwili upadku narta zaczyna tworzyć wielką dźwignię, która z ogromną siłą zaczyna wykręcać nogi narciarza. Zadaniem bezpieczników jest natychmiastowe wypięcie buta dzięki czemu dźwignia przestaje działać i przy odrobinie szczęścia nic się nie dzieje. W sprzęcie tele wiązanie tworzy rodzaj zawiasu mocującego but do narty, który w momencie upadku „otwiera się” w  sposób naturalny i przez to nie dochodzi do powstania efektu dźwigni. Oczywiście trzeba pamiętać, że zarówno alpejskie bezpieczniki jak i „telemarkowy zawias” działają w określonych warunkach (a więc nie we wszystkich sytuacjach) i dlatego kontuzje spowodowane brakiem wypięcia narty będą się zawsze zdarzać.

Podsumowanie

Pojawiło się trochę cyferek i statystyki na podstawie których można pokusić się o zwięzłe odpowiedzi na pytania zadane na wstępie:

1)      Czy urazy w telemarku występują częściej niż w narciarstwie alpejskim i snowboardzie?

Częstotliwość występowania urazów w narciarstwie alpejskim i telemarkowym jest bardzo zbliżona, a przy tym istotnie niższa niż w snowboardzie.

2)      Na jakie rodzaje urazów narażony jest narciarz telemarkowy?

Najbardziej powszechne są urazy kolan, ramion, stóp/kostek oraz głowy.

 3)      Czy urazy w telemarku mają bardziej poważny charakter niż w narciarstwie alpejskim i snowboardzie?

Nie, takie stwierdzenie nie byłoby uzasadnione.

4)      Czy stosowany sprzęt ma wpływ na rodzaj urazów?

Tak, stosowany sprzęt ma znaczenie:

  • wysokie plastikowe buty ograniczają urazy kostki/stopy zarówno pod względem ich częstotliwości jak i powagi urazu. Jednocześnie nie powodują zwiększenia urazowości kolan.
  • wiązania bezpiecznikowe poprawiają bezpieczeństwo, choć odsetek przypadków nie zadziałania bezpiecznika jest bardzo wysoki

Źródła:

[1] Risk of Injury During Alpine and Telemark Skiing and Snowboarding; Roar R?nning, Tom Gerner, Lars Engebretsen; The American Journal of Sports Medicine, Vol. 28, No. 4

[2] Telemark skiing injuries: characteristics and risk factors; Carol S.Federiuk, Clay Mann; Wilderness and Environmental Medicine, 10, 233-241 (1999)

[3] Telemark skiing injuries: an 11-year study; Curt Made, Henrik Borg, David Thelander, Lars-Gunnar Elmqvist; Knee Surg, Sports Traumatol, Arthrosc (2001) 9 :386?391

[4] Risk factors for injuries in alpine skiing, telemark skiing and snowboarding ? case-control study; Steinar Sulheim, Ingar Holme, Andreas R?dven, Arne Ekeland, Roald Bahr; BJSM Online First (2011)

[5] Telemark Skiing Injury Website; ML Tuggy  http://faculty.washington.edu/mtuggy/telepag1.htm

kwi 012013
 

Klip ten jest dedykowany naszej drogiej Komisji Europejskiej oraz jej wszystkim Członkom, bez których  ta wycieczka nigdy by się nie odbyła.  Dziękujemy Wam drogie Organy, że tej wiosny ostatecznie udało się Wam wygrać walkę z globalnym ociepleniem! Warto było walczyć – bez względu na koszty!

mar 122013
 
dzien-sniegu-sm

Po wielu staraniach udało się nam namówić do współpracy wybitnego sądeckiego prymitywistę Marcina mdeja BRyjowskiego. Przysłowiową szalę przeważyła wcale nieprzysłowiowa flaszka oraz spawarka i masaż relaksacyjny w gratisie.

Ten godny naśladowca Nikifora Krynickiego stworzył klasyczny w formie, ale niesłychanie bogaty w treści „edit” opisujący kilkanaście godzin życia miejscowych rajderów. Zwraca uwagę odmalowany z niezwykłą pieczołowitością cały kontekst kulturowy tego tak istotnego w życiu lokalnej społeczności wydarzenia jakim niewątpliwie jest wyprawa narciarska w okoliczne góry. Odpryski narastającego konfliktu rodzinnego wyczuwa się przez cały czas trwania wycieczki. Ale zakończmy na tym.

Dalej niech przemówi dzieło Mistrza!

 

 

 

lut 212013
 
BK_sm

Kask

Współczesne kaski są lekkie, wygodne i ciepłe, choć mimo to nie wszyscy lubią w nich jeździć. Ot kwestia upodobania.  Na przygotowanych stokach największe zagrożenie stanowią rozpędzeni bliźni podzielający naszą pasję do jazdy na nartach. W trakcie zderzenia na stoku kask z pewnością będzie lepiej chronił Twoją głowę niż wełniana czapka wydziergana przez Babcię. Jeśli jeździsz w terenie to zabieraj ze sobą kask. Nie ważne czy są to Tatry czy beskidzkie lasy, nigdy jednak nie masz pewności co znajduje się pod śniegiem. Poza tym w momencie upadku można jedynie liczyć na szczęście, że nie wyrżnie się głową o skałę, pniak czy też drzewo. W takich sytuacjach lepiej mieć na głowie kask.

Gogle

Chronią przede wszystkim przed padającym śniegiem. Bardzo intensywny opad może wręcz uniemożliwiać jazdę. Gogle na oczach to obowiązkowe wyposażenie w lesie – zakładaj je zawsze, gdy jedziesz między drzewami. Nieraz spotkasz się z gałęziami lub drobnymi (w czasie jazdy praktycznie niewidocznymi) gałązkami, które w skrajnym przypadku mogą uszkodzić Twoje oczy. A nawet jeśli do tego nie dojdzie, to może skończyć się na utracie równowagi i niebezpiecznym spotkaniu z miejscowym drzewostanem.

Ochraniacze na kolana

W trakcie jazdy telemarkiem kolano tylnej nogi znajduje się zazwyczaj blisko śniegu. Jeśli jedzie się w głębokim śniegu po stromym stoku to kolano będzie momentami wręcz orało śnieg, co w sumie jest przyjemnym uczuciem. Nasz uśmiech jednak nieco zblednie, gdy uświadomimy sobie, że w tym śniegu na drodze naszego kolana może znajdować się duży a niewidoczny kamień bądź pniak. Konsekwencje takiej kolizji są zazwyczaj fatalne. Zabezpieczeniem w takiej sytuacji mogą być jedynie ochraniacze na kolana. Specjalne narciarskie ochraniacze są zadziwiająco wygodne. Można w nich spędzić cały dzień bez poczucia dyskomfortu. Zakłada się je zazwyczaj pod spodnie, co zapobiega wbijaniu się śniegu między ochraniacz a nogę. Dodatkowo ogrzewają kolana i można w nich spokojnie klęknąć w śniegu. Pamiętaj, żeby ochraniacze były w trakcie zjazdu na Twoich kolanach a nie w plecaku!

Kurtka i rękawice

Większość ludzi myśli, że mają chronić jedynie przed zimnem i odmrożeniami. Do tej szczęśliwej grupy zaliczają się Ci, którzy nie zaliczyli upadku bez kurtki i rękawic na twardym, zmrożonym śniegu. Pechowcy, którzy zdobyli to doświadczenie, wiedzą że kurtka i rękawice ochronią przed pozdzieraną skóra na dłoniach i rękach. Warto się nad tym zastanowić zwłaszcza w ciepłe wiosenne ciepłe, kiedy pogoda kusi do jazdy w samym podkoszulku.

lut 072013
 
NN75 but w wiązaniu

Świat narciarstwa telemarkowego został w ostatnich latach zdominowany przez dwa systemy wiązań i butów.  Starszy to NN75 (Nordic Norm 75 mm) a nowszy to NTN (New Telemark Norm). Prędzej czy później każdy telemarkowiec staje przed koniecznością wyboru między nimi, więc postaramy się przybliżyć ich wady i zalety.

NN75 (Nordic Norm 75 mm)

To właśnie dzięki systemowi NN75 stał się możliwy wielki powrót telemarku w ostatnich trzydziestu latach. System NN75 jest bardzo dobrą platformą do wprowadzania licznych innowacji zarówno w obszarze wiązań jak i butów telemarkowych. Warto zwrócić uwagę, że system projektowany początkowo dla sprzętu biegowego okazał się odpowiedni również dla ciężkiego sprzętu zjazdowego. Interfejs w postaci „kaczego dzioba” zapewnia nie tylko wystarczającą swobodę w trakcie chodzenia na nartach, ale daje również dobrą kontrolę nad nartą. Ilość nowatorskich rozwiązań w zakresie butów i wiązań na bazie NN75 jest naprawdę imponująca. Można zatem powiedzieć, że dzięki swej prostocie i funkcjonalności NN75 ociera się o inżynierski geniusz.

Cechy charakterystyczne systemu NN75:

  • „kaczy dziób”
  • linia „3 pin”
  • asymetryczność (wiązanie lewe i prawe)
  • rocker buta

Bogactwo oferowanych rozwiązań stworzonych na bazie NN75 wydaje się być największą zaletą tego systemu. Praktycznie każdy może znaleźć coś dla siebie – od lekkiej turystyki do jazdy w terenie wysokogórskim. Warto również podkreślić, że NN75 nie jest chroniony patentami i dzięki temu istnieje na rynku wielu producentów, którzy nieustannie  wprowadzają nowe rozwiązania i przy tym konkurują cenami.

NTN (New Telemark Norm)

Pomimo niewątpliwych zalet klasycznego systemu NN75, wciąż trwały poszukiwania „Świętego Graal’a Telemarku”. U podstaw nowego systemu stała chęć stworzenia wiązania, które zapewniłoby jeszcze lepszą kontrolę nad nartą, a przy tym dało wszelkie inne dobrodziejstwa w postaci bezpieczników, ski-stopów, łatwego zapinania (ang. step-in) oraz trybu tour (podobnego do wiązań skiturowych). Droga do nowego systemu nie była prosta i minęło kilka dobrych lat od pierwszych anonsów nim firma Rottefella i współpracujący z nią producenci butów (Scarpa, Crispi, Garmont) wprowadzili na rynek pierwsze wiązanie NTN i przeznaczone do niego buty.

System NTN to przede wszystkim nowatorski sposób mocowania but – wiązanie;  szczęka wiązania obejmuje podeszwę buta jednocześnie od strony palców i śródstopia (tzw. druga pięta).

 

Dzięki takiej konstrukcji wiązanie jest bardzo sztywne poprzecznie, a przy tym niezwykle szybko reaguje na każde uniesienie pięty. Dzięki temu możliwe jest precyzyjne i szybkie oddziaływanie narciarza na krawędź narty (zwłaszcza tej tylnej) co jest kluczem do zapewnienia doskonałej kontroli nad nartami w czasie zjazdu.

Cechy charakterystyczne systemu NTN:

  • druga pięta
  • symetryczność
  • kompatybilność z systemami skiturowymi

System NTN został zoptymalizowany pod kątem właściwości zjazdowych, ale póki co stało się to kosztem pogorszenia komfortu chodzenia (większa masa wiązań, ograniczony tour mode, buty o charakterystykach zjazdowych).

Oferta sprzętu NTN wygląda dość skromnie na tle NN75. W systemie NTN mamy do wyboru jedynie kilka modeli butów i zaledwie dwa wiązania. I póki co nie zanosi się na istotne zmiany w tej dziedzinie, gdyż Rottefella pilnie strzeże patentem rozwiązania kluczowe dla systemu NTN.

Porównanie systemów

NN75 NTN
Zalety (+) + bardzo dobra kontrola nad nartami+ bardzo szeroka gama dostępnych butów+ bardzo szeroki wybór wiązań + doskonała kontrola nad nartami+ bezpieczniki+ łatwe wpięcie do wiązania (tzw.step-in)
Wady (-) - relatywnie niewielki wybór butów (plastikowe buty freeride’owe)- tylko dwa dostępne modele wiązań (Rottefella Freeride oraz Rottefella Freedom)- ograniczony tour mode- wysoka cena

 Co wybrać?

System wiązań, podobnie z resztą jak cały sprzęt telemarkowy, jest jak Żona (lub Mąż). A to znaczy, że ma swoje zalety i wady – te dobre strony się kocha, a do tych gorszych się przyzwyczaja. Inaczej mówiąc, gdyby system NTN lub NN75 był lepszy od swojego konkurenta w każdym aspekcie to szybko zdominowałby cały rynek – tak jak kiedyś silniki spalinowe całkowicie zastąpiły maszyny parowe. Dlatego też analizując wady i zalety systemów, trzeba się skupić na tym co jest dla nas najważniejsze z punktu widzenia rodzaju narciarstwa, który chcemy uprawiać.

System NTN jest z pewnością bardzo ciekawą ofertą dla narciarzy zainteresowanych jazdą po przygotowanych stokach w ośrodkach narciarskich lub freeridem wspomaganym wyciągami. Sprzęt NTN pokaże się tu z pewnością od swojej najlepszej strony, a takie kwestie jak większa masa wiązań czy też mniejszy komfort chodzenia będą miały jednak znaczenie drugorzędne.

Niejako z drugiej strony narciarskiego spektrum jest lekka turystyka i w tym obszarze NTN póki co nie ma wiele ciekawego do zaofiarowania. Tutaj niepodzielnie króluje NN75, który ze swoją bardzo bogatą gamą wiązań i butów daje możliwość skonfigurowania optymalnego zestawu nawet dla wybrednych narciarzy.

Oczywiście, że pomiędzy tymi dwoma dość skrajnymi obszarami jest bardzo szerokie pole, gdzie NTN i NN75 mogą być rozważane jako alternatywne rozwiązania.

gru 222012
 
voodoo_thumb

Buty stanowią bardzo ważny element telemarkowego wyposażenia i w dużym stopniu determinują możliwości narciarza. Wybierając  buty trzeba wziąć pod uwagę trzy podstawowe elementy. Po pierwsze: rodzaj narciarstwa jaki chcemy uprawiać. Po drugie: system wiązań. I po trzecie: dopasowanie buta do budowy swojej stopy / nogi.

Współczesne buty telemarkowe można podzielić  na trzy podstawowe kategorie:

  • Buty plastikowe
  • Buty skórzane
  • Buty skórzano-plastikowe

W każdej z kategorii istnieje spora różnorodność oferowanych modeli. Oprócz materiału, z którego wykonane są buty, poszczególne modele różnią się wysokością, sztywnością i typem wiązania, do którego są przystosowane.

Buty plastikowe

Buty plastikowe stanowią najbardziej technologicznie zaawansowany element wyposażenia telemarkowego. Na pierwszy rzut oka przypominają zjazdowe skorupy, jednak wykonane są ze znacznie bardziej wyrafinowanych materiałów, co w połączeniu z odpowiednią konstrukcją zapewnia możliwość pracy buta na zgięciu palców.  Buty plastikowe przeznaczone są do przede wszystkim do zjazdu i doskonale sprawdzają się nawet w bardzo trudnych warunkach.  Należy jednak podkreślić, że wszyscy producenci przywiązują równie dużą wagę do zapewnienia wygody w trakcie uprawiania turystyki narciarskiej. Podstawowa zasada jest prosta: im but wyższy i sztywniejszy, tym lepiej się w nim jeździ, zaś mniej komfortowo chodzi.

W przypadku butów telemarkowych mówi się o dwóch rodzajach elastyczności (lub, jak kto woli sztywności). Pierwsza to elastyczność w kostce, czyli na ile but pozwala nam się pochylić do przodu. Drugi rodzaj to elastyczność w śródstopiu, czyli na ile but ugina się na zgięciu palców.

  • Buty freeride’owe

Konstrukcja telemarkowych butów freeride’owych ma na celu zapewnienie maksymalnej efektywności w trakcie zjazdu. Możliwe jest to dzięki odpowiedniej sztywności buta i doskonałemu trzymaniu stopy. W porównaniu do innych kategorii butów telemarkowych są one najcięższe (masa pary butów w granicach 3,7 -4,0 kg)  i przy tym zazwyczaj czteroklamrowe (a wyjątek tu stanowi jedynie Garmont Voodoo).  Telemarkowe buty freeride’owe są również wygodne w turystyce i standardowo wyposażone są w tryb „chodzenie” oraz bardzo solidną podeszwę typu Vibram. Tego typu sprzęt oferuje najlepsze właściwości w trakcie zjazdu, co jednak jest częściowo okupione komfortem chodzenia. Wynika to z większej sztywności i masy buta. Innymi słowy jest to sprzęt dla osób nie uznających kompromisów w trakcie zjazdu.

 
Producent Garmont Scarpa Scarpa  Crispi
Model Voodoo T1 T-race  XR
Model damski Minerva T1 WMN
System NN75 NN75 NN75  NN75
Masa buta (1 szt) 1850 g  1940 g 1940 g  1980 g
Liczba klamer 3 4 4 4
Pochylenie buta tryb „chodzenie”, pochylenie 13o  tryb „chodzenie”, pochylenie 16o i 20o
  tryb „chodzenie”, pochylenie 16o i 20o
 bd
Podeszwa  Vibram  Vibram  Crispi Kogatz
Dodatkowe info  Flex Index 130 TM (Voodoo)Flex Index 120 TM (Minerva)

* zdjęcia i dane pochodzą ze stron internetowych producentów i odnoszą się do męskich modeli butów

Producent Black Diamond Black Diamond
Model Custom Push
Model damski Stiletto
System  NN75 NN75
Masa buta (1 szt) 2025 g 1950 g
Liczba klamer 4 4
Pochylenie buta  tryb „chodzenie”, pochylenie 14o, 18o i 22o  tryb „chodzenie”, pochylenie 14o, 18o i 22o
Podeszwa
Dodatkowe info  Flex Index 130 Flex Index 110 (Push)Flex Index 100 (Stiletto)

* zdjęcia i dane pochodzą ze stron internetowych producentów i odnoszą się do męskich modeli butów

  • Buty uniwersalne

Buty uniwersalne są próbą znalezienia „złotego środka”  między efektywnością zjazdu a wygodą chodzenia na nartach. Charakterystyczną cechą tych butów jest zastosowanie trzech klamer (kolejny raz wyjątek stanowi Garmont z dwuklamrowym modelem Kenai). Dzięki mniejszej sztywności i masie (para butów waży 3,3-3,5 kg) ten typ butów jest bardziej wygodny w chodzeniu aniżeli modele freeride’owe, a przy tym zapewnia bardzo dobrą kontrolę w trakcie zjazdu.

Producent Garmont Scarpa Crispi Black Diamond
Model Kenai T2eco CXP Seeker
Model damski Athena T2eco WMN Trance
System NN75 NN75 NN75 NN75
Masa buta (1 szt)  1670 g  1720 g 1695 g  1750 g
Liczba klamer 2 3 3 3
Pochylenie buta tryb „chodzenie”,  pochylenie 12o  tryb „chodzenie” pochylenie 16o i 19o bd tryb „chodzenie”, pochylenie 14o, 18o i 22o
Podeszwa  Vibram Crispi Kogatz
Dodatkowe info

Flex Index 110 TM

Flex Index 100

* zdjęcia i dane pochodzą ze stron internetowych producentów i odnoszą się do męskich modeli butów

  • Buty turystyczne

Buty turystyczne to najbardziej „odchudzona” kategoria pośród plastikowych butów do telemarku.  Para butów waży 2,8 – 3,0 kg, czyli nawet do 30% mniej niż najcięższe modele freeride’owe. Poza tym buty są dwuklamrowe i niższe od swoich większych braci. Komunikat jest więc bardzo jasny – „wygoda chodzenia”. Buty turystyczne zapewniają dobrą kontrolę nad nartami w trakcie zjazdu, ale na pewno nie są optymalne do jazdy w trudnym,  zwłaszcza wysokogórskim, terenie.

Producent Garmont Scarpa
Model Excursion T4
System NN75 NN75
Masa buta (1 szt) 1400 g 1490 g
Liczba klamer 2 2
Pochylenie buta tryb „chodzenie” tryb „chodzenie”, pochylenie 16o
Podeszwa Vibram Vibram
Dodatkowe info

 

Buty w systemie NTN

Wraz z wprowadzeniem na rynek systemu NTN pojawiły się również nowe modele butów przeznaczone specjalnie dla tego nowego systemu. Trzej główni producenci (Garmont, Scarpa i Crispi) mają w swojej ofercie buty NTN. Jak do tej pory liczba dostępnych w sprzedaży modeli jest dość ograniczona w porównaniu do klasycznego systemu NN75. Producenci skoncentrowali się przede wszystkim na modelach freeride’owych, choć pewien wyjątek stanowi tu Crispi Shiver, który mieści się w kategorii butów uniwersalnych.

Producent Garmont Scarpa Scarpa
Model Prophet TX Pro TX Comp
Model damski Priestess TX Pro WMN
System NTN NTN / TLT NTN
Masa buta (1 szt) 1830 g  1710 g 1740 g
Liczba klamer 3 4 4
Pochylenie buta tryb „chodzenie”, pochylenie 13o  tryb „chodzenie”, pochylenie 18o i 22o
  tryb „chodzenie”, pochylenie 16o i 22o
Podeszwa  Vibram  Vibram
Dodatkowe info Flex Index 130 TM (Prophet)Flex Index 120 TM (Priestess)

* zdjęcia i dane pochodzą ze stron internetowych producentów i odnoszą się do męskich modeli butów

Producent Crispi Crispi
Model Evo Shiver Man
Model damski Shiver Lady
System NTN NTN
Masa buta (1 szt) 1815 g 1610 g
Liczba klamer 4 3
Pochylenie buta bd bd
Podeszwa  Crispi Kogatz   Crispi Kogatz
Dodatkowe info  Twardszy model nosi oznaczenie WC

* zdjęcia i dane pochodzą ze stron internetowych producentów i odnoszą się do męskich modeli butów

 

Buty skórzane

Do niedawna telemark uprawiało się wyłącznie w butach skórzanych, gdyż tylko skóra zapewniała odpowiednią dla telemarku pracę buta. Buty skórzane wciąż oferują wiele zalet, do których należą przede wszystkim wygoda, stosunkowo niewielka masa i relatywnie niska cena. Jednak należy dodać, że tego typu buty nie zapewniają dobrego trzymania stopy, a zatem i kontroli narty w czasie jazdy (ostrzejszy stok, lód, jazda z cięższym plecakiem, itp.). Dlatego też bardzo szybko wypierane są przez najlżejsze typy butów plastikowych (np. Garmont Excursion, Scarpa T4), które oferują znacznie lepsze parametry zjazdowe, a przy tym są bardzo wygodne do chodzenia.

Trzymanie stopy w butach skórzanych zależy oczywiście od wysokości buta i grubości skóry. Jeżeli już się decydujemy na buty skórzane to należy kupić jak najwyższe. Buty skórzane są przeznaczone przede wszystkim do turystyki narciarskiej – są lekkie i wygodne, a także wystarczające do niezbyt ostrych zjazdów. Nie należy jednak wybierać tego typu sprzętu, gdy chce się nieco więcej zjeżdżać. Góry typu Beskid Sądecki albo Żywiecki (szczególnie z większym plecakiem) to już trochę za dużo dla przeciętnych butów skórzanych – Beskid Niski jeszcze ujdzie. Przeciętne przeciętnymi, niemniej jednak można jeszcze znaleźć modele butów skórzanych, które dobrze poradzą sobie we wspomnianych wyżej górach.

Buty skórzane występują zarówno w systemie NN75 jak i NNN BC. Bardzo ciekawą ofertę klasycznych skórzanych butów do telemarku mają takie firmy jak Alpina, Crispi oraz Garmont.

Buty skórzano-plastikowe

W zasadzie są to buty skórzane, jednak w celu nadania im większej sztywności i lepszego trzymania stopy, zostały zastosowane plastikowe elementy wzmacniające. Należy pamiętać, że pod względem przydatności do jazdy telemarkiem tego typu sprzęt jest bardziej zbliżony do butów skórzanych niż plastikowych. Dlatego też powinny być wybierane przede wszystkim do turystyki narciarskiej w niezbyt wymagającym terenie.

W dostępnej na rynku ofercie warto zwrócić uwagę na takie firmy jak: Alpina, Crispi, Salomon i Rossignol, które mają modele przeznaczone do systemu NN75 i NNN BC.

 

Starsze modele butów plastikowych

Na rynku wciąż można spotkać dość sporą liczbę starszych modeli plastikowych butów, które zostały już wycofane z produkcji. Dlatego też przedstawiamy ich krótką charakterystykę na przykładzie Garmonta:

Crispi CXT Masa: 1395 g
Wysokość: 27,5 cm
Standard 75 mm 3 Pin („kaczy dziób”). Najlżejsze i najniższe spośród plastikowych butów, bardzo elastyczne. Dwie klamry + pasek z rzepem. Lekki but wewnętrzny. Podeszwa Vibram.
Garmont Veloce
Scarpa T-2/T-3
Masa: 1825 g
Wysokość: 32 cm
Standard 75 mm 3 Pin („kaczy dziób”).Dwie klamry + pasek z rzepem. Dwie pozycje: jazda i chodzenie (ugięcie 14-29 stopni). Sznurowany but wewnętrzny. Podeszwa Vibram. Generalnie charakterystyki bardziej zjazdowe od poprzedniego modelu. Jedne z najbardziej popularnych telemarkowych skorup.
Garmont Gara
Scarpa T-2
Crispi CXP
Masa: 1975 g
Wysokość: 35 cm
Standard 75 mm 3 Pin („kaczy dziób”). Wysokie, dość sztywne buty o bardzo dobrych charakterystykach zjazdowych. Trzy klamry + pasek z rzepem. Pozycje do chodzenia lub jazdy (ugięcie 18-23 stopni). Sznurowany but wewnętrzny. Podeszwa Vibram.
Garmont Syner-G
Scarpa T-2
Crispi CXP
Masa: 1975 g
Wysokość: 32 cm
Standard 75 mm 3 Pin („kaczy dziób”). Trzy klamry + pasek z rzepem. Pozycje do chodzenia lub jazdy (ugięcie 17-22 stopnie). Sznurowany but wewnętrzny. Podeszwa Vibram. Jest to rozwojowa wersja modelu Gara (zastosowano nową technologię formowania skorupy). Buty dostępne są również w wersji G-fit z lżejszym, termo kształtowalnym butem wewnętrznym) – wówczas masa buta 1780 g
Garmont Ener-G
Scarpa T-1
Crispi CXR/CXU
Masa: 2080 g
Wysokość: 35 cm
Standard 75 mm 3 Pin („kaczy dziób”). Cztery klamry + pasek z rzepem. Pozycje do chodzenia lub jazdy (ugięcie 19-24 stopni). Sznurowany but wewnętrzny. Podeszwa Vibram. Typowy sprzęt wyczynowy używany przez zawodników. Ciężki, sztywny but przeznaczony przede wszystkim do zjazdu. Buty dostępne są również w wersji G-fit z lżejszym, termo kształtowalnym butem wewnętrznym) – wówczas masa buta 1850 g

 

Starsze modele Garmonta, Scarpy i Crispi były dość zbliżone do siebie. Aczkolwiek specjaliści podkreślają, że każda z tych firm dopracowała się pewnych istotnych cech indywidualnych swoich produktów. I tak w opinii ekspertów:

- Crispi to najbardziej elastyczne z wszystkich butów (zarówno, jeśli idzie o sztywność śródstopia jak i kostki); osiągnięto to dzięki konstrukcji skorupy buta zbudowanej z dwóch rodzajów tworzywa sztucznego (Pebax) o różnej sztywności; ponadto buty Crispi mają stosunkowo cienkie podeszwy; panuje opinia, że buty Crispi lepiej niż innych firm pasują na stopy o niewielkiej objętości (tzw. tęgości), aczkolwiek mogą sprawiać kłopoty osobom z wysokim podbiciem.
- Garmont oferuje buty, które są bardziej dostosowane do stóp o większej tęgości; ostatnio firma wprowadziła do swej standardowej oferty termo kształtowalne buty wewnętrzne (G-fit), dzięki czemu można w sposób optymalny dopasować but wewnętrzny do własnej stopy; ponadto Garmont oferuje najszerszą gamę modeli przeznaczonych specjalnie dla kobiet.
- Scarpa – buty tej firmy uważane są za najsztywniejsze, między innymi z powodu stosunkowo dużej różnicy między elastycznością w śródstopiu a w kostce; Scarpa w swej filozofii tworzenia butów kieruje się zasadą dopasowywania konstrukcji do najtrudniejszych rodzajów stóp;

maj 072012
 

Polska Strona Telemarkowa doczekała się swojej kolejnej wersji. Mamy nadzieję, że będzie ona jeszcze bardziej przyjazna i przypadnie Wam do gustu.

Technikalia

Nowa Polska Strona Telemarkowa to nie tylko inna szata graficzna i bardziej przejrzysty układ, ale przede wszystkim dodatkowe funkcjonalności, które ułatwią Wam korzystanie z niej:

  • wyszukiwarka – umożliwia wyszukanie danych słów we wszystkich tekstach zamieszczonych na Polskiej Stronie Telemarkowej; znalezione słowa można łatwo podświetlić (patrz poniższy obrazek)

  • kategorie – poszczególne wpisy na Polskiej Stronie Telemarkowej są dodatkowo oznaczone kategoriami, dzięki czemu struktura strony jest bardziej czytelna (np. ten sam tekst może pojawić się w kilku działach)

  • komentarze – pod wpisami można zamieszczać swoje komentarze, w tym celu trzeba jednak zarejestrować się na Polskiej Stronie Telemarkowej (możliwe jest też zalogowanie się przy pomocy swojego istniejącego konta Google, Facebook i kilku innych)

  • awatary – Awatar to ikonka np. z Twoim zdjęciem która pojawia się np. obok Twoich komentarzy. Jeżeli chcesz, żeby przy Twoim komentarzu pojawiał się Twój awatar, wystarczy że założysz konto na serwisie gravatar.com. Przy zakładaniu tego konta musisz podać tego samego maila jaki podałeś do konta w telemark.pl. Potem dodajesz zdjęcie i gotowe.
  • kanał RSS - umożliwia łatwe śledzenie zmian pojawiających się Polskiej Stronie Telemarkowej

  • łatwe przesyłanie dalej - dodaliśmy możliwość łatwego przesłania danego artykułu przy pomocy takich serwisów jak Twitter, Facebook, LinkedIn czy mailem.

 Zawartość

Nowa odsłona Polskiej Strony Telemarkowej będzie zawierała wszystkie dotychczasowe treści. Usunęliśmy jedynie to co już się całkiem przeżyło, więc nie powinno Wam tego brakować. Wkrótce pojawi się kilka nowych i odświeżonych artykułów, więc zachęcamy do częstych odwiedzin. Na sam początek proponujemy krótki film z naszej zeszłorocznej tatrzańskiej wycieczki:

Życzymy miłego czytania i oglądania! Wszelkie Wasze uwagi są mile widziane.

sty 092012
 

Zima tego roku długo się ociągała ze swoim nadejściem, ale w końcu zdążyła tuż przed rozpoczęciem XI Polskiego Spotkania Telemarkowego.

Pierwszy dzień Spotkania (piątek – 6 stycznia 2012) został poświęcony na małą telemarkową turę narciarską. Kilkunastu uczestników i uczestniczek wyruszyło z Czarnego Potoka (dolna stacja kolejki na Jaworzynę Krynickiej) w trasę wiodącą przez Bukową – Runek – Jaworzynę Krynicką z powrotem do Czarnego Potoka.

Aż miło było patrzeć jak z każdą chwilą przybywało śniegu równo sypiącego z nieba. Wycieczka nie była wymagająca, ale już na głównym grzbiecie wiaterek dawał się trochę we znaki, więc wszyscy ucieszyli się, gdy na szlaku zobaczyli rozpalone ognisko.

Wbrew początkowym opiniom, nie była to mobilna siedziba miejscowej Informacji Turystycznej, ale ważny punkt etapowy założony przez Bacownika nad Bacownikami, czyli Mariusza Sarapatę, który swym czynem uświadomił wszystkich, że sztuka przetrwania w górach niekoniecznie musi się wiązać z bolesnymi wyrzeczeniami do których niewątpliwie należy rezygnacja z grzanego piwa oraz grilla (a przynajmniej mikro-grilla).

Po takim wypoczynku cala ekipa radośnie dotarła na szczyt Jaworzyny Krynickiej skąd trasą narciarską zjechała do punktu startowego. „No i dało się!” – jak podsumował Tomek Konik ;-)

Wieczorem w DW Kolejarz odbyły się dwie prezentacje. Pierwsza z nich autorstwa Wojtka Moskala traktowała o Spitzbergenie i telemarku za kołem podbiegunowym. W sumie okazało się, że na nartach jeździ się najweselej właśnie w dalekiej Arktyce – przynajmniej tak to przedstawił Wojtek, a kto ma możliwość to niech sprawdzi sam. Druga prezentacja zrobiona przez Piotrka Kapustianyka była o Światowym Kongresie Narciarstwa, gdzie były również ciekawe akcenty telemarkowe z Polski.

Cały drugi dzień (sobota – 7 stycznia 2012) spędziliśmy w Tyliczu na stoku stacji narciarskiej Tylicz-ski przy przepięknej słonecznej pogodzie. Przedpołudnie było przeznaczone na warsztaty narciarskie w trakcie których kilku instruktorów dzieliło się swoimi doświadczeniami z uczestnikami Spotkania podzielonymi na grupy według stopnia zaawansowania. Przez cały dzień można było również testować sprzęt narciarski firmy G3 oraz Black Diamond. W międzyczasie pojawiła się też ekipa telewizyjna z TVP Kraków, która nakręciła materiał do swojego programu „Ślizg” (odcinek z 12.I – od 8-mej minuty oraz odcinek z 9.II – od 7-mej minuty).

Późnym popołudniem odbyły się zawody telemarkowe z wszystkimi charakterystycznymi elementami: bramka 360, skocznia, podbieg i oczywiście przejazd gigantowymi bramkami. Na starcie stanęło dwanaście trzyosobowych (w większości damsko-męskich) zespołów. Duch i poświęcenie wśród zawodników były tak wielkie, że nikt nie wycofał się z trasy ani nawet nie zawahał się przed oddaniem skoku (nieraz pierwszego w życiu). O zwycięstwie decydował bowiem łączny czas przejazdu całego zespołu.

Wręczenie pamiątkowych pucharów dla pierwszych trzech zespołów oraz pamiątkowych dyplomów dla wszystkich uczestników zawodów odbyło się w hotelu. Wyniki zawodów zostały zamieszczone tutaj.

 

Następnym punktem programu była bardzo ładna i ciekawa diaporama Sebastiana Skoczypca i Erwina Gorczycy na temat narciarskiego przejścia Alp Berneńskich. Później Sebastian przedstawił jeszcze na wesoło pewne spostrzeżenia dotyczące rozpoznawalności Szwajcarów.

Na zakończenie oficjalnej części wieczoru obejrzeliśmy nowy telemarkowy film „Breaking Trail”. Oficjalnie nie jestem upoważniony, żeby pisać co się działo w trakcie znacznie dłuższej nieoficjalnej części tego wieczoru…

Cały czas można było jednak oglądać i przymierzać sprzęt przywieziony przez Sklep Podróżnika i SnowSpirit.

Ostatniego dnia (niedziela – 8 stycznia 2012), kto był w stanie to przebrał się w to co miał dziwnego i przeniósł się na Jaworzynę Krynicką, gdzie kolorowa telemarkowa ekipa wyczyniała kupą przedziwne hołupce (jazda wężem, ławą etc. – po prostu Demo Team). Było tez kilku zapaleńców na starym drewniano-skórzanym sprzęcie. Tego dnia pogoda już nie rozpieszczała, gdyż intensywnie padał śnieg, co jednak nie wydawało się nikomu przeszkadzać w dobrej zabawie.

No i w ten sposób do historii przeszło kolejne już Polskie Spotkanie Telemarkowe po którym pozostały miłe wspomnienia i nowe znajomości. Do zobaczenia w przyszłym roku!

 

Poniżej więcej zdjęć w galeriach udostępnionych przez uczestników:
- galeria Asi Cent
- galeria Jacka Bełdowskiego
- galeria Jacka Bełdowskiego – zawody
- Hall of Fame (zdj. Jacek Bełdowski)

 

sty 092011
 

Tegoroczne Polskie Spotkanie Telemarkowe było już dziesiątym z kolei. Z przymrużeniem oka można więc powiedzieć że było to spotkanie jubileuszowe. Miejscem X PST była Jaworzyna Krynicka, która przez cztery dni (6-9 stycznia 2011) gościła kwiat polskiego „telemarczaństwa”. Grupa uczestników była wyjątkowo liczna i przekroczyła 80 osób.

Pierwszego dnia (czwartek) odbyła się wycieczka narciarska na trasie Złockie -Jaworzyna Krynicka – Runek – Bacówka nad Wierchomlą – Szczawnik. Na starcie stawiła się dzielna dwudziestoosobowa załoga telemarkowa. Warunki śniegowe w niższych partiach trasy nie były rewelacyjne, ale okazały się wystarczające do turowania. Od Jaworzyny do Runku zrobiło się nawet bardzo przyjemnie, a to za sprawą większej ilości śniegu i słonecznej zimowej scenerii. Jedynym „zgrzytem” okazał się odcinek tuż przed Bacówką nad Wierchomlą, gdzie na wystających kamieniach zostały skrzesane iskry. Ostatnim etapem wycieczki był nocny zjazd pod wiatr do Szczawnika po trasie wyciągu narciarskiego – na szczęście oświetlonej.


Wieczorem w OW „Edyta” Witek Gątarski poprowadził bardzo ciekawą prezentację na temat podstawowych zasad doboru butów narciarskich, zarówno z tradycyjnymi jak i termoformowalnymi botkami. Można było przy tej okazji zapoznać się z różnymi eksponatami (przekroje różnych botków, spalone botki termoformowalne itp.). Pytań było dużo, więc i prezentacja trwała dłuższą chwilę. Na zakończenie wieczoru odkorkowane zostały dwa specjalne eksponaty dostarczone przez Witka, które to zgromadzona publiczność z wielkim entuzjazmem oceniła jako idealnie uformowane i dopasowane do potrzeb narciarzy telemarkowych.

Drugiego dnia (piątek) na stokach Jaworzyny Krynickiej zostały zorganizowane warsztaty telemarkowe zarówno dla tych początkujących jak i bardziej zaawansowanych telemarkowców. Zainteresowanie wśród uczestników Spotkania było bardzo duże i zajęcia odbywały się w sześciu grupach w zależności od stopnia zaawansowania. Była to bardzo dobra okazja do rozpoczęcia przygody z telemarkiem pod okiem instruktorów i bardziej doświadczonych kolegów.


Program artystyczny wieczorową porą rozpoczął się od dwóch diaporam zaprezentowanych przez Erwina Gorczycę. Pierwsza traktowała o kilkudniowej alpejskiej wyprawie narciarskiej w rejonie masywu Ortel. Druga zaś opowiadała o nieco szaleńczej ekspedycji śladami Zaruskiego, która dla zachowania klimatu była realizowana na sprzęcie (nie wykluczając bielizny) z piastowskiej epoki narciarstwa polskiego. Jeszcze nie opadły retro-opary, a już Brat Grzegorz przedstawił krótką historię Polskich Spotkań Telemarkowych w wersji multimedialnej.

Niektórzy z obecnych nawet rozpoznali po latach samych siebie na starych zdjęciach. Na koniec Bracia Rogowscy zostali niezwykle miło zaskoczeni przez Grupę Inicjatywną, w której imieniu Jacek Bełdowski wręczył obydwu Braciom imienne krzesełka reżyserskie. Jacek w długiej, elokwentnej ale i zawiłej przemowie wyjaśnił związek między Spotkaniami Telemarkowymi a tymi krzesełkami, lecz stenogram niestety się nie zachował.

Trzeci dzień (sobota) został przeznaczony na wspólną jazdę na stoku, która była przeplatana ćwiczeniami narciarskimi takimi jak: jazda w rozpiętych butach i jazda z balonem. Punktem kulminacyjnym dnia były I Mistrzostwa Polskich Spotkań Telemarkowych, które odbyły się w ośrodku narciarskim Tylicz Ski. I tutaj niestety zawiodła pogoda, gdyż późnym popołudniem zaczął padać spory deszcz. Nie zawiedli jednak zawodnicy, którzy w komplecie stawili się na starcie telemarkowego giganta ustawionego przez Piotrka Kapustianyka. W strugach deszczu ponad dwudziestu zawodników walczyło o zwycięstwo w trzech kategoriach: kobiety, juniorzy i seniorzy (tak naprawdę to byli juniorzy starsi). Walka była zacięta do samego końca, a w żyłach zawodników płynęła czysta adrenalina.

Na koniec dla zwycięzców były fanfary, podium z beczek piwa i okolicznościowe puchary. Ceremonia wręczenia nagród rozpoczęła długi telemarkowy wieczór. Mógłbym o nim pisać naprawdę długo, gdybym coś więcej z niego pamiętał…

Wspaniała słoneczna pogoda i piękne widoki ostatniego, czwartego dnia (niedziela) w pełni ukoiły traumę sobotniego deszczu.

Był to niewątpliwe najbardziej pogodny i kolorowy dzień całego Spotkania Telemarkowego, również dlatego że był to dzień „przebierany”. Z każdym rokiem liczba telemarkowych przebierańców rośnie, a pomysły na stroje są coraz bardziej oryginalne. Tak więc obok kilku osób w strojach i na sprzęcie retro, był również warszawski bikiniarz, szczeciński ormowiec, miejscowy nie golony zakonnik, instruktorka technik wszelakich oraz templariusz. Ten barwny korowód wykonał kilka niezwykle skomplikowanych ewolucji z zakresu narciarstwa (a)synchronicznego, czyli węża, ławę, trójki, czwórki oraz rój. A jak mawiali starożytni Rzymianie – „koniec wieńczy dzieło”, więc X Polskie Spotkanie Telemarkowe można było uznać za zakończone.

I to by było na tyle… Do zobaczenia w przyszłym roku !

Poniżej znacznie więcej zdjęć w galeriach udostępnionych przez uczestników:
- galeria Mariusza Sarapaty
- galeria Leszka Witta
- galeria Asi i Marcina
- galeria Piotrka Michałkiewicza
- galeria Grześka Rogowskiego
- galeria Jacka Bełdowskiego – jazda przebierana
- galeria Jacka Bełdowskiego – zawody

no i oczywiście nie obędzie się bez Hall of Fame (sobota wieczór):
- Hall of Fame (zdj. Jacek Bełdowski)

sty 092010
 

 

IX Polskie Spotkanie Telemarkowe odbyło się w dniach 15-17 stycznia 2010 roku na Jaworzynie Krynickiej. Zima nie rozpieściła nas nadmiernie śniegiem, którego w terenie i poza trasami było po prostu mało, a wręcz należałoby powiedzieć, że za mało.

Na szczęście armatki śnieżne skompensowały kaprysy natury i trasy na Jaworzynie były dobrze przygotowane. Zima poskąpiła śniegu, ale za to nie pożałowała słońca, które wspaniale świeciło przez całe trzy dni i skutecznie odwracało uwagę od śniegowej mizerii w otaczających lasach.

Pierwszy dzień (piątek) był poświęcony na testy sprzętu telemarkowego i zabawy na nartach. Każdy mógł bezpłatnie przetestować sprzęt telemarkowy firmy G3, która za sprawą Maćka i Magdy już od kilku lat pojawia się niezawodnie na Spotkaniach Telemarkowych. No i jak co roku sprzęt był niemiłosiernie ujeżdżany i ogromnie chwalony przez licznych uczestników Spotkania.

Z ciekawostek warto zauważyć, że wśród sprzętu G3 były również modele, które pojawią się w sprzedaży … w przyszłym sezonie.

Jeśli idzie o zabawy na śniegu to była jazda z balonem między kolanami, jazda z jednym kijem, mono-mark i jazda na paluszkach. A jak mawiał mój szkolny nauczyciel „jeśli ktoś tego nie widział, to ja mu tego nie wytłumaczę”.

A już wieczorem przy ciepłym kominku wszyscy mieli okazję wysłuchać bardzo interesującej prezentacji dotyczącej zimowego bezpieczeństwa w górach, którą poprowadził Kuba Radliński (GOPR). Z kronikarskiego obowiązku muszę wspomnieć, że później nastąpiła część nieoficjalna programu. Rozpoczęliśmy ją jeszcze w miarę oficjalnie od puszczenia filmu telemarkowego „The Flakes”, ale potem film telemarkowy się urwał…

Drugiego dnia (sobota) odbywały się warsztaty doskonalenia techniki jazdy telemarkiem. Chętni mogli szlifować technikę pod okiem bardziej doświadczonych kolegów i instruktorów, czyli Agnieszki, Piotrka Kapustianyka i Braci R. Oto oni:

W sumie były cztery grupy o różnym stopniu zaawansowania.
Popołudniu Kuba Radliński poprowadził praktyczne zajęcia z posługiwania się sprzętem lawinowym. Niestety ze względu na małą ilość śniegu nie udało się przeprowadzić ćwiczenia symulującego poszukiwanie na lawinisku.

W części wieczornej Piotrek Kapustianyk odkrył część tajemnic profesjonalnego serwisowania nart, czyli między innymi jakie kąty mają być na jakiej długości krawędzi narty i tym podobne niuanse.

Następnie Erwin Gorczyca opowiedział o swojej alpejskiej turze po szwajcarskich lodowcach Oberlandu. Opowieść była ilustrowana piękną diaporamą, a wszystkim słuchaczom utkwiła w pamięci, chyba już na zawsze, postać Gibona. Późnym wieczorem dołączył do nas Przemek Chlebicki, właściciel Sklepu Podróżnika, który wydał już drugą książkę na temat telemarku w języku polskim.

Część literacką wieczoru rozpoczęła prezentacja rękopisu „Wiśnie Krakowskie” autorstwa Witolda Gątarskiego, po czym nastąpiło wspólne czytanie nowości wydawniczej zatytułowanej „Cytryny Gdańskie” nadesłanej przez Oficynę Adama i Hanny Grochowskich. Te białe kruki cieszyły się tak wielkim zainteresowaniem, że dla każdego starczyło nie więcej niż pół akapitu…

Trzeciego dnia (niedziela) na stoku królował styl retro. Niewątpliwą sensację wywołał Erwin (przydomek „z Telemarktips”) wraz z Małżonką Zosią oraz Sebastian (przydomek „z Koszulki”), którzy zaprezentowali się nie tylko w ubiorach z epoki, ale również na pięknym starym sprzęcie.

Nie muszę dodawać, że nie tylko pozowali do zdjęć, ale również bardzo sprawnie pomykali po stoku ku zdumieniu zgromadzonej gawiedzi. I tak na przykład Erwin wielu Przydomków, na sprzęcie sprzed stulecia… proszę się przyglądnąć….

… wykonuje się body-carving z kijem (tzw. kijo-carving).

Nie bez powodu tylu przydomków się doczekał…

Punktem kulminacyjnym była seria grupowych ewolucji, czyli jazda wężem, ławą, parami a nawet piątkami.

No i ja tam byłem miód i nalewki piłem…

Na stronie, oprócz swoich, wykorzystaliśmy zdjęcia autorstwa Karoliny Tabaszewskiej, Marcina Kocóra i Asi Cent oraz Jacka Bełdowskiego. Fotografom serdecznie dziękujemy za udostępnienie materiałów.

Tu znajdziecie więcej zdjęć ze Spotkania (naszego autorstwa):

collage

A tu zdjęcia Asi Cent i Marcina Kocóra:

collage

Zdjęcia autorstwa Karoliny Tabaszewskiej:

collage

Oraz tradycyjnie dwie galerie zrobione przez Jacka Bełdowskiego (w tym jedna z twarzami ze Spotkania – sobotni wieczór):

collage
collage

Na koniec dwie długo oczekiwane galerie autorstwa Sławka Pilcha:

collage
collage

 

mar 292009
 

Jazda na nartach często kojarzy się z kontuzjami i urazami. Nasze doświadczenia wskazują jednak, że telemark dość łagodnie obchodzi się zwłaszcza ze stawem kolanowym narciarza nie poddając go nadmiernym obciążeniom, jak to często ma miejsce w przypadku techniki alpejskiej i carvingu. Dzieje się tak dzięki większej swobodzie pracy kolan. Umożliwia to lepsze absorbowanie gwałtownych i niespodziewanych uderzeń. Nie zmienia to jednak faktu, że kolana są statystycznie najbardziej narażone na uraz.

Ponadto wolna pięta diametralnie zmienia dynamikę zwykłego upadku. Narta alpejska w momencie upadku często działa jak wielka dźwignia, przed której siłą ma chronić bezpiecznik wypinający but z narty. Jednak gdy bezpiecznik zawiedzie ogromna siła w ułamku sekundy zaczyna działać na stawy i kości nieszczęsnego narciarza. Wiązanie telemarkowe natomiast to rodzaj „zawiasu”, który się składa, gdy następuje upadek. Znakomita większość telemarkowców używa wiązań telemarkowych bez bezpieczników. Podchodziliśmy do tego zrazu bardzo sceptycznie, wydawało się nam, że po trzech, czterech upadkach kontuzja jest murowana. No w końcu przecież nie ma bezpieczników. Ale praktyka i badania statystyczne dowodzą, że poziom wypadkowości wśród narciarzy telemarkowych i alpejskich jest bardzo zbliżony. Od jakiegoś czasu można kupić bardziej skomplikowane wiązania telemarkowe z bezpiecznikami, bądź też specjalne płyty wypinające, do których mocuje się klasyczne wiązanie telemarkowe.

 

mar 242009
 

Do uprawiania telemarku można wykorzystywać bardzo różnorodny sprzęt: od śladówek po szerokie narty freeridowe. Istotne jest to aby pięta podczas zjazdu była wolna, a but zginał się w palcach.  Dlatego też dobór sprzętu do telemarku należy zacząć od odpowiedzi na pytanie: jaki rodzaj narciarstwa mnie interesuje? Poniżej postaramy się przedstawić naszą prostą typologię telemarku, która powinna ułatwić wybór sprzętu.

Do czego używam nart? Narty Buty Wiązania
Narty służą mi przede wszystkim do chodzenia, zjazdy są okazjonalne w niezbyt wymagającym terenie Śladówki z metalowymi krawędziami skórzane BC NNN lub lekkie plastikowe BC NNN lub 75mm bez kabla
Narty mam przede wszystkim do zjeżdżania, ale i wycieczki górskie bardzo lubię. Zjazd powinien być wymagający. Więcej czasu spędzam w górach typu Beskidy. freeridowe
turowe
plastikowe lekkie lub średnie 75mm lekkie z kablem o neutralnych charakterystykach (bądź z możliwością zneutralizowania charakterystyki) albo wiązania z tour-mode.
Narty służą głównie do zjeżdżania i do chodzenia w rejonach wysokogórskich. Im trudniejszy stok / teren tym lepiej. freeridowe plastikowe ciężkie 75mm aktywne z tour mode lub NTN
Narty służą wyłącznie do zjeżdżania w rejonach przywyciągowych freeridowe, carvingowe plastikowe ciężkie 75mm aktywne lub NTN, tour-mode niekoniecznie (podnosi niepotrzebnie cenę)

 

Powyższe zestawienie powinno pomóc w „zestrojeniu” całego zestawu, który będzie się optymalnie zachowywał tylko wtedy, gdy poszczególne elementy (narty, wiązania, buty) będą dobrze ze sobą współpracowały.

Kilka porad dla kupujących swój pierwszy sprzęt.

  1.  Pamiętaj, że od topowego sprzętu ważniejsze są chęci i determinacja do nauczenia się nowej techniki.
  2. Jeśli nie jesteś jeszcze pewien czy telemark jest tym czego szukasz, to na początek najlepiej wypożycz sprzęt w wypożyczalni oraz weź lekcje z instruktorem. Po kilku godzinach Twoje wątpliwości powinny się rozwiać.
  3. Nowy zestaw tele jest relatywnie drogi, a sprzęt używany jest zawsze ciekawą alternatywą.
  4. Kompletując swój sprzęt zwróć szczególną uwagę na buty, które najlepiej byłoby przed kupnem przymierzyć. Twój komfort w dużej mierze zależy od tego czy dobierzesz buty pasujące do kształtu Twojej stopy i jej rozmiaru. Poza tym jest to zazwyczaj najdroższy element całego zestawu.

Czy można jeździć telemarkiem na sprzęcie skiturowym?

Czasem można spotkać się z pytaniem czy sprzęt skiturowy  (oczywiście ustawiony w konfiguracji do chodzenia) nadaje się do jazdy telemarkiem? Odradzamy tego typu próby z dwóch zasadniczych powodów.  Po pierwsze i najważniejsze grozi to uszkodzeniem sprzętu, a po drugie telemark wymaga mocnego dociążenia tylnej narty, co na sprzęcie skiturowym nie jest wykonalne (but nie zgina się w palcach, a ponadto wiązanie ze względu na brak aktywności nie przekazuje odpowiednich sił na nartę).

mar 122008
 

Jazda w głębokim śniegu

Jazda w głębokim śniegu jest sztuką samą w sobie i wymaga sporych umiejętności. Poniżej znajdziecie bardzo cenne uwagi Grześka zebrane podczas któregoś z wyjazdów:

„… Ze względu na imponujące opady śniegu w tym czasie udało mi się pojeździć nieco więcej w świeżym, kopnym śniegu. Dogodnych stoków do takiej jazdy tam nie brakuje. W niektórych miejscach śniegu było tyle, ze wykonując skręt z przyklękiem (oczywiście) musiałem podnosić rękę bliższą stoku, żeby nie grzęzła w śniegu. Po prostu czasami zdarzało się, że śniegu miałem po pachy! Wyobraźcie sobie co się dzieje, gdy wtedy się człowiek wywali – totalna niemoc, czasami połączona z bezdechem wywołanym przez sporych rozmiarów gluta śnieżnego w jamie ustnej (nauczyłem się potem przy wywrotce zamykać usta). Przeważnie jednak śnieg sięgał zaledwie do pasa i o jeździe w takich warunkach co nieco opowiem.

Już przy pierwszych próbach wyszła jedna bardzo istotna sprawa. Zawsze wydawało mi się, że podczas jazdy równo obciążam narty, czyli nie robię pozycji szpadzisty. I generalnie tak chyba jest, ale w głębokim śniegu „generalnie” to za mało. Okazało się, że zmieniając nogę prowadzącą, bardzo często zdarzało mi się przez pewien okres czasu niedociążać tylnej nogi. Efektem tego jest prawie zawsze tzw. „tip dive” (nurkowanie przodu narty), który nieuchronnie kończy się wywrotką. Niedociążona tylna narta w głębokim śniegu zaczyna pochylać się do przodu, zbiera coraz więcej śniegu w swojej przedniej części, natomiast tył narty siłą rzeczy się wynurza. Potem jeszcze sekunda i jedziemy z całym ciężarem na narcie przedniej i z tylną nartą w poprzek kierunku jazdy wlokąc ją za sobą, po czym następuje upadek. Tak ciekawe zachowanie niedociążonej tylnej narty bierze się z istoty jazdy w głębokim śniegu – podczas takiej jazdy nie jedziemy po twardej powierzchni, tylko płyniemy w dosyć grubej warstwie poduszki śnieżnej. Głęboki śnieg jest bardzo bezwzględny dla „szpadzistów”, więc obciążajcie równo nogi, może nawet na początku trochę więcej ciężaru na tylną nartę…

Głęboki śnieg ma swój rytm. Jadąc w takim śniegu unosimy się na czymś w rodzaju poduszki śnieżnej. Taka poduszka w zależności od rodzaju śniegu jest bardziej lub mniej miękka i sprężynuje z odpowiednią częstotliwością. Można ten rytm spróbować wyczuć np. jadąc na wprost i rytmicznie dociążając narty. Poczujemy wtedy, że na nasze dociążenie śnieg z niewielkim opóźnieniem odpowiada. Jeżeli wyczujemy ten rytm to powinniśmy go wykorzystać do skrętu. Najlepiej się jedzie w puchu właśnie w rytmie śniegu. Najprzyjemniej się jedzie, gdy wykonuje się skręt na każdy takt śniegu, niemniej jednak taka jazda wymaga sporo wprawy. Mnie udało się to pod koniec pobytu kilka razy i jest to coś niesamowitego – do tego został stworzony telemark. Na początku jednak można sobie uprościć naukę i starać się wykonywać skręt co np. 4 takty śniegu, a miedzy skrętami małymi kompresjami starać się wyczuć ten rytm. Chodzi o to aby sprężystość śniegu pomogła w odciążeniu nart i wyjściu ze śniegu, co z kolei jest konieczne do wykonania w miarę krótkiego skrętu.

Jeszcze jedna sprawa i dotyczy ona zarówno telemarku jak i techniki alpejskiej. Często się da słyszeć twierdzenie, że jadąc w głębokim śniegu należy ciężar ciała trzymać bardziej z tyłu. To nieprawda – pozycja ciała powinna być zrównoważona. Musimy jednak przenieść ciężar ciała do tyłu w momencie wjeżdżania w głęboki śnieg. I nie wynika to tylko z faktu, że głęboki śnieg stawia dużo większy opór i możemy spodziewać się szarpnięcia do przodu, ale również dlatego, że jadąc w głębokim śniegu narty są bardziej poziomo niż podczas jazdy na twardym śniegu (patrz rysunek).

 

Jest tylko jeden smutny aspekt jazdy w głębokim śniegu (no może oprócz zagrożenia lawinowego); ciężko w Polsce trafić na taki śnieżek i do tego jeszcze być w pobliżu odpowiednio nachylonego stoku, a stok musi być stromy – bez dwóch zdań. …”

sty 092005
 

W słoneczny i lekko mroźny styczniowy weekend odbyło się IV Spotkanie Telemarkowe. Na osnieżonych stokach Wierchomli bratały się w przyklękach Warszawska Grupa Telemarkowa wraz z Sądecką Grupą Telemarkową. Kolejny raz ku uciesze zgromadzonej gawiedzi polscy telemarkeros wykonywali skomplikowane stopogięcia i kolanogięcia niosąc nieustannie (nawet w Szabat) dobrą nowinę o wyzwoleniu pięty z okowów wiązania. A wszystko to w wierze, że zasiane ziarno wyda w przyszłym roku plon tak obfity, że w wypożyczalni Piotra Kapustianyka zabraknie telemarkowego szpeja dla neofitów.

 

Był to także czas pozatrasowego oddalenia się od zgiełku cywilizacji – Titus nawet oddalił się na tyle, że już mieliśmy wzywać GOPR, tak kusząca była perspektywa pojeżdżenia po nieskalanej płaszczyźnie śniegu.

Wracając jednak do chronologii… Warszawska Grupa Telemarkowa (WGT) przybywszy w czwartek spędziła cały piątek na stoku i w krótkim wypadzie przetarła szlak do Bacówki nad Wierchomlą celem spożycia bigosu z dzika. Lecz było to zdecydowanie za mało dla żądnych przygody narciarzy, którzy posmakowali świeżego śniegu. Następnego dnia znaleźli głębokie zrozumienie wśród przybyłej Sądeckiej Grupy Telemarkowej i koło południa po wykonaniu kilku ewangelizacyjnych szusów na stoku cała ekipa ruszyła na Jaworzynę Krynicką. Na trasie stoczona została bohaterska walka z przeważającą liczebnie grupą kajakarzy na biegówkach (średnia wieku ok. 10 lat) prowadzoną przez trenera ze złamaną nartą. Mimo to, na Runku w duchu fair-play ustąpiliśmy młodzieży pola udzielając tzw. handicapu, który okazał się na tyle duży, że już ich więcej nie zobaczyliśmy… Pościg kontynuowaliśmy jednak prawie do samej Jaworzyny, gdzie nadchodzący zmrok zmusił nas do odwrotu. Ciemności nas nie ogarnęły i uniknęliśmy w ten sposób atrakcji w postaci nocnego zjazdu przy czołówkach (rzecz oczywista byłaby to największa atrakcja dla miejscowych wilków …).

W niedzielę było już maksymalnie pozatrasowo i terenowo. Zjeżdżona została każda hala w okolicy, zwłaszcza w kierunku „do potoka” :) Snieg i pogoda były wprost idealne na tego typu eskapady. Trochę w kość dał nam jedynie „kamienisty lasek”, który zostawił niezatarte wrażenie na ślizgach naszych nart. Wszystkie trudy wynagrodził zjazd z północnego grzbietu Pustej Wielkiej, który był kwintesencją narciarstwa terenowego: kto był to mnie rozumie, a kogo nie było temu nie jestem w stanie wytłumaczyć :)

Hall of Fame:

Warszawska Grupa Telemarkowa:
Jacek Bełdowski
Michał Bluj
Marcin Eckert
Titus Atomicus

Sądecka Grupa Telemarkowa:
Piotr Kapustianyk
Wojciech Rogowski
Grzegorz Rogowski

Autor: Wojciech Rogowski

 

lut 092002
 

W dniach 16-17 lutego 2002 w Dolinie Chochołowskiej odbyło się kolejne spotkanie polskiego bractwa telemarkowego („siosterstwa” wciąż jeszcze nie ma). W Tatrach stawiło się siedmiu odważnych i żądnych śniegu telemanów. Piękna tatrzańska sceneria okazała się niewątpliwie godnym miejscem do uprawiania tej najszlachetniejszej formy narciarstwa :) Pogoda przez te dwa dni była wręcz idealna – mocno świecące słońce, praktycznie bezchmurne niebo i prawie wiosenna temperatura.

Pierwszy dzień rozpoczął się od rozgrzewki na niewielkim stoku koło schroniska na Polanie Chochołowskiej. W trakcie kilku zjazdów każdy szybko rozgrzał ścięgna Achillesa. Po przybyciu prezesa TKS „Tęcza” i założeniu fok cała ekipa dziarsko ruszyła na Grzesia. Zgodnie z oczekiwaniami podejście okazało się dość łatwe, tylko na jednym ostrzejszym fragmencie pod samym Grzesiem foki „nie wyrabiały”. Po krótkim postoju i posiłku na szczycie (w towarzystwie 40 ratowników TOPR i 15 sióstr zakonnych) zjechaliśmy z Grzesia na niewielkie siodło. Do zjazdu nie zdejmowaliśmy fok, więc był on nieco szarpany (w fokach nienajgorzej się zjeżdża na wprost, natomiast wykonywanie jakichkolwiek skrętów jest raczej kłopotliwe). Na siodle znajdował się nawis śnieżny. Rzecz jasna, Piotrek Gąsiorowski nie odpuścił mu i wykonał „off-pajstowo-free-rajdowo-hard-core’owy” skok, który dla potomności został uwieczniony na zdjęciach a wszyscy, którzy go widzieli będą o nim opowiadać swoim wnukom. Po krótkim przejściu granią w kierunku Wołowca zdecydowaliśmy się wykonać zjazd spod Rakonia w kierunku Wyżniej Chochołowskiej. Stok okazał się wspaniały – szeroki, długi o sporym nachyleniu. Śnieg ku wielkiej radości zebranych był prawie idealny (kopa do połowy łydek a pod spodem twardo). Na dole wszyscy w ekstatycznych nastrojach płakali ze szczęścia i padali sobie w ramiona (… no może trochę przesadzam …) Przed nami był jeszcze jeden etap zjazdu, jak się okazało znacznie bardziej wymagający. Mianowicie zjazd leśną ścieżką, która miejscami była stroma i wąska. W sumie więc trzeba było się sporo nagimnastykować i naskakać, ale szczęśliwie dotarliśmy do schroniska bez strat własnych.

Jadalnia w schronisku w trakcie kolacji stała się miejscem ożywionej dyskusji programowej na temat kształtu polskiego ruchu telemarkowego również w aspekcie zbliżającej się olimpiady zimowej w Turynie na której telemark będzie dyscypliną pokazową. Duże emocje wywołała kwestia nazwy prężnie działającego na Podhalu klubu TKS „Tęcza” – chodziło o to czy nazwa klubu przyciągnie pożądany profil nowych członków (dyskusję można szczegółowo prześledzić na stenogramie z posiedzenia). W trakcie rozmowy coraz bardziej krystalizowała się również sprawa emblematów (i ewentualnie sztandaru :) ) oraz poszukiwania sponsorów (włącznie z aspektami podatkowymi działalności).

Drugiego dnia ze względu na warunki śniegowe (które najlepsze okazały się w rejonie Wołowca i Rakonia) zdecydowaliśmy się powtórzyć wcześniejszą wycieczkę. Tym razem jednak wyszliśmy na sam Rakoń od strony Wyżniej Chochołowskiej. Wkrótce okazało się, że warunki śniegowe w Tatrach mogą się bardzo szybko zmienić. Pogoda wciąż była piękna, jednak wiał silny wiatr, który przewiał wczorajszy kopny śnieg, po którym w zasadzie nie pozostało już śladu. Pojawił się za to firn a miejscami ciężki przewiany śnieg. Na Rakoń wyszliśmy dość szybko i sprawnie (foki kolejny raz spisały się na 100%). Po krótkim odpoczynku na Rakoniu zaatkowaliśmy zbocze tej góry. Jazda po firnie była łatwiejsza niż się można było spodziewać – narty bardzo dobrze trzymają na powierzchni tego typu wydając przy tym odgłos startującego odrzutowca. Znacznie trudniej jechało się w ciężkim przewianym śniegu (jazda wymaga znacznie precyzyjniejszego obciążania nart i przenoszenia ciężaru, więc nikomu nie brakowało mniej lub bardziej efektownych „bęcków”). W strefie lasu kilku śmiałków zdecydowało się na jazdę między młodymi smrekami (piękna to była rzecz!). Drugi etap był powtórką z poprzedniego dnia i trzeba przyznać, że znajomość terenu zrobiła swoje (pomimo większego zmęczenia posuwaliśmy się znacznie szybciej niż dzień wcześniej).

Po dotarciu do schroniska na Polanie Chochołowskiej nie pozostało nic innego jak tylko zebrać klamoty, przepłukać gardła i ruszyć do domu…

Hall of Fame:

Jacek Bełdowski
Michał Bluj
Marcin Eckert
Piotr Gąsiorowski
Piotr Kieraciński
Grzegorz Rogowski
Wojciech Rogowski

Autor: Wojciech Rogowski

lut 092001
 

W dniach 17-18.II.2001 w Kluszkowcach koło Czorsztyna odbyła się impreza, którą z pewnym przymrużeniem oka nazwaliśmy I Polskim Spotkaniem Telemarkowym. Celem tego nieformalnego zjazdu było spotkanie się osób jeżdżących i zainteresowanych telemarkiem, które poznały się dzięki Polskiej Stronie Telemarkowej i liście dyskusyjnej. Innymi słowy chodziło o wspólną jazdę telemarkiem, wymianę doświadczeń i dobrą zabawę.

Ze względu na fatalne warunki śniegowe w tym okresie pierwotne miejsce spotkania, czyli Wierchomla zostało zmienione na Kluszkowce. Pogoda była też jedną z przyczyn nieco gorszej frekwencji niż się początkowo spodziewaliśmy – no cóż, ale tak to już bywa w naszym klimacie. Przyjechali ludzie z całej Polski: z Warszawy, Krakowa, Zakopanego, Nowego Sącza – co prawda było nas w sumie tylko sześciu, lecz sądzę że można już mówić o ogólnopolskim wymiarze tej imprezy :-)

 

Piotrek Gąsiorowski zaszczepił w nas zamiłowanie do skoków (Małyszomania ???) i obeszło się bez poważniejszych wypadków. Niestety skocznia o punkcie konstrukcyjnym K=2,5 m, której używaliśmy do naszych prób szybko została zniwelowana do poziomu gleby i musieliśmy się zadowolić zwykłą muldą K=1,5 m :-) A skok ekstremalny z miejscowej stodoły nie doszedł do skutku, gdyż nie byliśmy pewni konsekwencji prawnych jakie Prawo Budowlane przewiduje wobec skoczka w przypadku wywołania szkód (np. oberwanie kilku desek). Tak swoją drogą skoki z dachu w polskich warunkach mogą stanowić doskonały substytut skoków ze skoczni narciarskiej – i tu Krokiew i tu krokiew.

Być może udało się również w czasie spotkania pchnąć nieco do przodu technikę telemarkową (piszę „być może” ponieważ nie jestem pewien, czy ktoś juz tego wcześniej nie wymyślił). Chodzi o zastosowanie pozycji „tele jajo” – narciarz w głębokim przysiadzie siada na pięcie swego buta, dzięki czemu uzyskuje się pozycję wręcz doskonałą aerodynamicznie. Lepszy współczynnik oporu osiąga się jedynie jeżdżąc tzw. „doggy style” (należy klęknąć obydwoma kolanami na nartach i schować się za dziobami swoich nart). Jednak „tele jajo” jest niewątpliwie znacznie bardziej stabilne od „doggy”. Dzięki pozycji „tele jajo” można uzyskiwać duże prędkości w jeździe na wprost lub w ogóle poruszać się do przodu, gdy ma się silny przeciwny wiatr (jak to było w niedzielę w Kluszkowcach).

Poza tym, zgodnie z przypuszczeniami jazda „stadna” telemarkiem sprawia znacznie więcej frajdy niż indywidualna walka ze stokiem. Nasza grupa została zauważona na stoku i spotykaliśmy się nawet z wyrazami sympatii zwłaszcza ze strony starszych narciarzy, którzy telemarkiem jeździli w nieco odleglejszych czasach.

Najcenniejsza w tym wszystkim była jednak możliwość poznania ludzi, którzy dzielą wspólne pasje: góry, narty i telemark. I w tym tkwi sens organizowania tego typu spotkań.

Autor: Wojciech Rogowski