kwi 082018
 
P8800649-002

Gdzie ten śnieg?W zeszłym roku tęgi mróz i sporo śniegu, a w tym – bardzo łagodna zima i śniegu jak na lekarstwo. Na szczęście wystarczyło do odbycia piątkowej wycieczki telemarkowej, którą rozpoczęliśmy XVII Polskie Spotkanie Telemarkowe. A widoki na ciekawą wycieczkę były marne, wszędzie po drodze trawa, nawet na parkingu pod gondolą Jaworzyny, która była punktem startowym. Ale okazało się, że wystarczy przejść jakieś 200m w głąb doliny żeby móc założyć narty. Grupa jednak była ciągle nieufna i narty założyliśmy dopiero po wyjściu na grzbiet oddzielający Czarny Potok od Słotwin. Ciągle jeszcze przy zachmurzonym niebie, ale bliżej Runku przywitało nas ładne słońce. Powyżej 800 m.n.p.m śniegu w bród. Z Runku powrót na Jaworzynę i zjazd na dół tamtejszą trasą narciarską.

Z kronikarskiej skrupulatności muszę wspomnieć że Jurek Kołek postanowił prześcignąć tym razem mistrza w zabraniu-niczego, Andrzeja ‚Cowytamnosiciewtychplecakach’ Stanka i rzeczywiście nie zabrał plecaka. Najwyraźniej głodował podczas wycieczki ale przyznać trzeba że nie odstawał (w tym roku) :)

Tempo wycieczki jakieś 2 razy większe niż w zeszłych latach, do teraz zachodzimy w głowę co było powodem. Dość że skończyliśmy wycieczkę wczesnym popołudniem, a nie po zmroku jak to zwykle bywało. Zaoszczędzony czas część osób zmitrężyła w przybytku CristalPatio dyskutując o różnych bzdurach typu np. ‚fakto-twórcza rola mediów w życiu telemarkowca’. Kuśtykający Plakat nas tam zaprowadził.

Piątkowa część wieczorna w Kasztelance, tegorocznej bazie PST – na luzie – oglądnęliśmy film z Lofotów Aleksey’a (niestety bez samego Aleksey’a, który nie dał rady dotrzeć) i wysłuchaliśmy rysu kartograficznego dotyczącego freeride’u w Beskidzie Sądeckim zaprezentowanego przez Brata Grzegorza, który niezrażony faktem że wszycy przysypiają (a niektórzy ostentacyjnie śpią na stołach) ciągnął bezlitośnie opowieść aż do końca. Co więcej obiecał, że upubliczni tajne zapiski z Beskidu Sądeckiego na Polskiej Stronie Telemarkowej, ale oczywiście do teraz tego jeszcze nie zrobił. Potem atmosfera zrobiła się jeszcze luźniejsza.

 

Sobota to oczywiście warsztaty telemarkowe – słoneczko niestety nie zawitało do nas. W tym roku niezwykle liczna grupa BC – lekki telemark ale i w innych grupach uczestników nie brakowało. Ponad 2 godziny wałkowania techniki na różnych poziomach zaawansowania – bardzo dziękujemy naszym instruktorom za zaangażowanie.

 

W porze obiadowej miła niespodzianka – sponsorowany posiłek z kiełbaską przez Partnera Polskich Spotkań Telemarkowych – stację Słotwiny Arena. Serdecznie dziękujemy.

Słotwiny Arena - Partner PST

A po południu zawody – tym razem poprowadzone okrężną trasą, dosyć długą i bardziej płaską niż w zeszłym roku. Na trasie m.in. obieg wokół tyczek 360 stopni, podbieg, no i naturalnie bramki. W stromszym odcinku muldy dawały się zawodnikom we znaki, ale wszyscy dotarli na metę szczęśliwie i prokurator nie musiał interweniować.

Wieczorna część Spotkania – oczywiście w Kasztalance – rozpoczęła się od wręczenia nagród zwycięzcom zawodów i dyplomów wszystkim uczestnikom. Potem Piotrek Kapustianyk zrelacjonował  wizytę Telemark Demo Team Poland w Japonii. No i coroczny punkt wieczoru – diaporama Waldka Czado okraszona wprowadzeniem Erwina Gorczycy z wyprawy narciarskiej w Alpy – tym razem Monte Rosa.

W międzyczasie wśród uczestników Spotkania rozdane zostały okolicznościowe koszulki telemarkowe i gadżety w postaci pasków do związywania nart z nadrukami Polskich Spotkań Telemarkowych.

 

Niedziela przywitała nas w Słotwinach dosyć niskimi chmurami i mgłami – jeździliśmy czasami we mgle, czasami ponad.

Nieco po 10tej przed południem zaczęliśmy przebieraną zabawę na stoku p.t. „Tele by było tego”. Pomysłowość uczestników jak zwykle dopisała – oprócz nieodłącznie osób w tradycyjnych strojach narciarskich była również hawajska baba w bikini, indianka, motylek, stwór z Muppetów, lamparcica, meksykanin, pszczelarz z pszczółkami, murzynek Bambo, Św. Mikołaj i inni. Część uczestników przebrała się nawet za instruktorów narciarskich.

Spotkanie zakończyliśmy nieco po południu.

 

Bardzo dziękujemy wszystkim którzy przyczynili się do organizacji tegorocznego Spotkania Telemarkowego, a w szczególności:

  • Piotr Kapustianyk – za organizację zawodów telemarkowych, prowadzenie warsztatów i udostępnienie sprzętu z wypożyczalni i inne
  • Sławek Lassak, Józiu Szot, Leszek Witt – za prowadzenie warsztatów telemarkowych
  • Tomek Bryniarski – za pomoc w przygotowaniu i realizacji gadżetów
  • Ośrodek Narciarski Słotwiny Arena – Partner PST – za udostępnienie stoku na czas zawodów, zniżkowe karnety i poczęstunek dla uczestników PST
  • Willa Kasztelanka – za serdeczne przyjęcie i miłą obsługę.

Dziękujemy również wszystkim uczestnikom za stworzenie niepowtarzalnej atmosfery i mile spędzony czas! Jest to dla nas największa i najlepsza motywacja do organizacji kolejnej imprezy, na którą już dzisiaj Was zapraszamy :)

 

Galeria zdjęć ze Spotkania

 

 

 

mar 262018
 
P8810840thumb

Piątkowa akcja zakończona sukcesem; ostatecznie zrobiliśmy tak: Kuźnice; Marcin, Bakteria i Paweł z buta nartostradą do Murowańca a ja z Wojtkiem kolejką na Kaspro, potem Beskid i zjazd z Beskidu, trawers pod Liliowe, do Murowańca. Od Murowańca razem Zawrat, zjazd do Piątki, z powrotem na Zawrat, Murowaniec i z powrotem do Kuźnic nartostradą z Gąsienicowej.

Do przełęczy pod Nosalem z buta bo kamole i przetarte, powyżej wszędzie śnieg. Warunki śniegowe górna część Beskidu trochę twardawa i przewiany, niżej miękcejszy i lekko przewiany a w kotle super puch (~20cm). Zawrat od Gąsienicowej warunki bardzo dobre – głęboki, świeży, w miarę sypki śnieg – góra Zawratu zadeptana ale bez betonów. Od Zawratu do Piątki słońce przygrzewało, cienka warstwa miękkiego, przytopionego, ale nie przepadającego – przyjemny od zjazdu, przy powrocie przyszły chmury i zaczęło robić delikatną szreń na tamtych stokach.
Bardzo udany wypad. Tłumek piechoty na dole, ale wyżej luz. Słońce i praktycznie bez wiatru.

 

A tutaj trochę zdjęć:

https://photos.app.goo.gl/V3wXPoJ8oVID67Tt1

gru 032017
 
DSC04642-001_thumb

Sezon w Tatrach wystartował. Sebastian, Wojtek i ja w krótkim montażu z piątkowego wypadu na Kasprowy; wyciągi jeszcze nie ruszyły, więc dzikich tłumów nie ma, chociaż skiturowców nie brakuje. 40cm świeżego śniegu na gruby podkład, stoki Beskidu i Pośredniego Goryczkowego czekają, żeby założyć własne linie. Wyskakujemy na górę kolejką, potem już z foki – kilka niezapomnianych zjazdów oraz wschód Księżyca i zachód Słońca na Pośrednim Goryczkowym jednocześnie. No i rura na dół, żeby przy latarce nie zjeżdżać.

 

 

paź 112017
 

Zima w Beskidzie Sądeckim w tym roku zechciała nam wynagrodzić wszelkie niedostatki z lat poprzednich. I wyszło jej to bardzo fajnie, jeśli idzie o śnieg, którego nie brakowało, a jak wiadomo śniegu nigdy nie jest za dużo. Ale trochę przesadziła z mrozem i wiatrem, którymi mogłaby obdzielić jeszcze trzy kolejne Polskie Spotkania Telemarkowe. Co najmniej trzy …

P1060718

Szczególnie rześko było pierwszego dnia PST, czyli w Trzech Króli. Ale nawet temperatura w okolicach -20 oC i silny wiatr w zasadzie nikogo nie wystraszyły i na parkingu na Słotwinach pojawiła się silna ekipa telemarkowa mocno zdecydowana, żeby wbrew naturze i zdrowemu rozsądkowi odbyć wycieczkę po tutejszych górach. Na szczęście okazało się, że najtrudniejszy był pierwszy, a przy tym krótki etap tej zimowej ekspedycji, gdzie słotwińskie polany przypominały azjatycki step smagany mroźnym wiatrem. Za to na końcu czekał pierwszy bonus w postaci puchowego zjazdu do doliny Czarnego Potoku. Potem już było przyjemne człapanie głęboką dolinką, podziwianie zimowych widoków i dyskusje o przewagach łuski na foką itp. Po dotarciu na grzbiet i przezwyciężeniu lekkiego zamieszania topograficzno-nawigacyjnego, wycieczka została domknięta i znaleźliśmy się z powrotem na Słotwinach. I tutaj był drugi bonus, gdyż okazało się, że polany nie zostały wywiane przez wiatr, a za to leżało na nich sporo świeżego puchu i na koniec pojawiło się jeszcze słońce.

Drugiego dnia ani mróz ani uczestnicy PST nie odpuścili. Przed południem odbyły się warsztaty telemarkowe, w trakcie których każdy mógł szlifować swoje narciarskie umiejętności, a początkujący mogli stawiać swoje pierwsze kroki, a raczej skręty, pod okiem doświadczonych instruktorów. Interesującym trendem jest rosnące z roku na rok zainteresowanie lekkim telemarkiem, czyli jazdą na sprzęcie BC. Wszyscy zaś błogosławili nową kanapę z deklem na Słotwinach, dzięki której można było lekko odtajać na stoku. Mróz zmusił jednak w końcu organizatorów do modyfikacji popołudniowych planów i aby uniknąć przymarzania zawodników do tyczek, zamiast zawodów został przeprowadzony jedynie trening na trasie telemarkowego cross’u, czyli można było minąć kilka tyczek, przebiec się wokół jeziora, a na koniec przelecieć w powietrzu parę metrów. Finałem dnia spędzonego na stoku było ognisko i bałkańskie przyśpiewki prowadzone przez niezawodnego Śledzia Nadmorskiego, oczywiście.

Wieczorem wszystkich ominęła ceremonia wręczenia nagród za zawody telemarkowe, które się nie odbyły. Ale miejmy nadzieję, że puchary będzie można zobaczyć w przyszłym roku. Siłą rzeczy szybko przeszliśmy do kolejnego punktu programu, którym był wykład Piotrka Kapustianyka o kondycyjnym przygotowaniu do zawodów telemarkowych, których jak już wiemy nie było, ale za to temat będzie jak znalazł na przyszły rok, chyba że znowu jednak nie, ale kto to wie, więc nie ma o czym gadać. Następnie uczestnicy Spotkania mieli okazję zapoznać się z włoskim producentem nart Blossom i jego aktualną ofertą. A na zakończenie części formalnej niezawodny Erwin pokazał diaporamę z Alp Otztalskich. Po tym wszystkim rozpoczęła się dyskoteka, na której wielu się świetnie bawiło, a ci co nie bawili się tak świetnie złożyli solenne zobowiązanie, że w przyszłym roku zakręcą całą imprezą, że „hej!”

W niedzielny poranek okazało się, że większość naszych samochodów bardzo sumiennie wywiązała się z niedawnych noworocznych postanowień i już przestała palić … Kable życzliwie krążyły wśród zmotoryzowanych uczestników Spotkania, a radosnym pogawędkom i pogwarkom przy akumulatorach (o ile ktoś w końcu znalazł go w swoim pojeździe – zwłaszcza tym produkcji bawarskiej) nie było końca. Aż żal było te rozmowy kończyć, gdy samochody odpaliły i dowiozły nas na Słotwiny Arena. Tam poszły w ruch wszelkie dziwne stroje bezczelnie rąbnięte własnym dziatkom lub wyłudzone od nieświadomych zagrożenia dziadków, maski gazowe, szlafroki i co kto jeszcze miał pod ręką, względnie odnalazł w śmietniku sąsiada tuż przed wyjazdem na PST. Jak mawiają gorącokrwiści Szwedzi zrobiła się zabawa w ”piraterna och indianerna” na całego! I trwała, aż się skończyła!

Zdjęcia Sławka – chyba z piątkowej wycieczki, bo dużo śniegu

Zdjęcia Grześka - prawdopodobnie z piątkowej wycieczki, bo dużo ludzi

Film Przemka – na pewno z niedzielnej imprezy, bo takie rzeczy tylko na PST

 

mar 162017
 
DSC03099

DSC03101Polskie Spotkanie Telemarkowe nr 15 odbyło się w scenerii nieco innej niż zwykle. Tym razem telemarkowcom gościny udzieliło schronisko na Jaworzynie Krynickiej. Klimat był w pełni górski, gdyż schronisko znajduje w pewnym oddaleniu od szczytu Jaworzyny i jej tras narciarskich. A codzienne śniadanie z widokiem na Beskid Sądecki i Niski dawało gwarancję dobrego startu w kolejny narciarski dzień. Jeśli idzie o warunki narciarskie … no cóż, każdy wie jakie było ostatnie kilka zim i tym razem słaby początek zimy również nie dał szans na pełne zrealizowanie programu PST. Liczyliśmy, że w piątek pierwszego dnia imprezy uda się wykorzystać z którąś z licznych możliwości jakie stwarza Jaworzyna i okolice dla narciarstwa wspomaganego foką lub smarem. Niewielki wieczorny opad śniegu nieco rozbudził nasze nadzieje, lecz poranek nie pozostawił wątpliwości, że trzeba będzie udać się na sztucznie śnieżone stoki Jaworzyny.

 

 

Sobota zgodnie z programem przyniosła warsztaty telemarkowe oraz zawody o najpięknieszy skręt. Działaliśmy na stokach Jaworzyny. Wszyscy przeżyli.

Za to sobotni wieczór… sobotni wieczór również odbył się w.g. planu, dotarł Sklep Podróżnika i otworzył swoje podwoja, potem Piotrek Kapustianyk opowiadał o wyjeździe do Patagonii, Erwin pokazał diaporamę z tury z Grand Paradiso a Bartek Śliwa (Ciruela) obszernie wyjaśniał nam na czym polega produkcja nart. O późniejszej części programu niestety nie napiszę, bo film… znaczy nie pamiętam, tyle to już czasu…

Niedziela to „Teloście piknji kiej tele cud?, czyli przebierana zabawa na stokach Słotwiny Arena. Nie zabrakło górala, hokeisty, rycerza, wioślarza, żołnierza, Św. Mikołaja, Śmierci, króliczków, oldskulowo ubranych uczestników i Bóg wie kogo jeszcze. Poniżej krótki filmik z tej imprezy:

 

 

Oraz galeria ze zdjęciami tutaj:

      Link do galerii zdjęć

mar 112015
 
14tePST_thumb

Tegoroczna zima zapewne nie zostanie uznana przez narciarzy za najwspanialszy sezon bieżącego stulecia. Przez nas jednak będzie bardzo dobrze wspominana dzięki trzem wyjątkowo pięknym i słonecznym dniom, które przypadły na 14-ste Polskie Spotkanie Telemarkowe. Prawdę powiedziawszy nigdy nie było tak doskonałej pogody na PST jak w tym roku. A nie byłoby to możliwe, gdyby organizatorom na zeszłorocznej styczniowej trawie nie wysiadła psychika, i nie postanowili przenieść Spotkania Telemarkowego na drugą połowę lutego.

Piątek – 20 lutego

Piękna pogoda na turę...

Pierwszy dzień PST jest już od jakiegoś czasu przeznaczony na lekką turę narciarską. W przeszłości różnie bywało z warunkami, lecz w tym roku wszystko nam mówiło,że będzie dobrze. W poprzednim tygodniu dosypało śniegu, a teraz mieliśmy słońce, błękitne niebo i lekki mrozik, który w ciągu dnia miał całkiem odpuścić. W tych okolicznościach przyrody na parkingu w Szczawniku o godz. 9:00 zebrała się silna grupa telemarkowa, która trwała w niezłomnym przekonaniu, że wyruszy w trasę o godz. 10:00. I tak też się stało!

Na KotylniczymRuszyliśmy w górę dolinki Szczawnika, żeby wkrótce odbić na Kotylniczy Wierch przez rezerwat Żebracze. Śnieg był zbity i praktycznie nie wymagał torowania, więc ekspedycja w szybkim tempie dotarła na szczyt Kotylniczego, skąd rozpościerał się piękny widok na Tatry. Po krótkim popasie wycieczka ruszyła bukowym lasem w dół. Zdesperowani wybrali gradient, a pozostali mogli skorzystać z wygodnego toru do skibobów, który biegnie z Kotylniczego Wierchu do doliny Szczawniczka. Na koniec pozostało dotrzeć jeszcze do parkingu, ale okazało się to bardziej skomplikowane niż wydawało się na mapie. Do sforsowania były dwie głębokie paryje z brzegami porośniętymi gęsto drzewami i innymi krzaczorami.

Wieczorną część spotkania rozpoczęła prezentacja w trakcie której Aleksiej Duma z Ukrainy opowiedział nam o telemarku w swojej ojczyźnie. Aleksiej opisał również główne ośrodki narciarskie u naszego wschodniego sąsiada. W drugiej części wieczoru mieliśmy okazję obejrzeć film telemarkowy „Vertical Integration”.

Sobota – 21 lutego

Sobota to dzień warsztatów telemarku...Sobota jak zwykle była głównym dniem PST, więc i program był dość napięty. Najtwardsi z najtwardszych udali się bladym świtem na szkolenie technik biegowych, które odbyło się na pobliskiej trasie biegowej w Czarnym Potoku. Następnym punktem programu były warsztaty telemarkowe w ośrodku Master-ski w Tyliczu. Zainteresowani uczestnicy zostali podzieleni na sześć grup w zależności od poziomu umiejętności. Była też dodatkowa grupa dla osób jeżdżących telemarkiem na sprzęcie BC. Instruktorzy nie pozwolili uczestnikom obijać się przez kolejne dwie godziny i chwała im za to :)

... i zawodów 'Telestrzała 2015'Po posiłku przyszedł czas na zawody „Telestrzała 2015″, czyli slalom równoległy z małą hopką pośrodku. W trakcie ciepłego i słonecznego dnia wydawało się, że o zwycięstwie zdecyduje smarowanie nart i masa zawodnika, gdyż śnieg koło południa zaczął się robić miękki i mokry. A tu nic z tego! Wczesnym popołudniem wraz ze spadkiem temperatury i nasłonecznienia śnieg zaczął marznąć, a stok robić się twardy i naprawdę szybki. Dołóżmy do tego szczyptę adrenaliny wywołanej bezpośrednią rywalizacją i systemem pucharowym, a emocje robią się całkiem spore. Zwłaszcza na późniejszych etapach zawodów nikt nie zaciągał ręcznego przed hopką, a różnice na mecie bywały minimalne.

Wieczorem czekał nas dość bogaty program. Po wręczeniu nagród dla najlepszych zawodników Telestrzały, na scenę wkroczył Erwin Gorczyca z diaporamą Waldka Czado, która opowiadała o przejściu,  a raczej pokonaniu, słynnej alpejskiej Haute Route z Chamonix do Zermatt. Ktoś mógłby zapytać , co w tym niezwykłego, skoro co roku dokonują tego zapewne tysiące narciarzy. Rzecz w tym, że Erwin z Bartoszem pokonali Haute Route w strojach i na sprzęcie retro(!).

Zakaz telemarku???!!!!Kolejnym punktem była prezentacja pierwszego polskiego programu nauczania telemarku. Piotrek Kapustianyk opowiedział o kulisach tego przedsięwzięcia i przedstawił zarys treści podręcznika. Na koniec obejrzeliśmy film, który stanowi integralną część całego programu-podręcznika.

Następnie w sposób zupełnie naturalny uczestnicy Spotkania przeszli do zajęć w podzespołach roboczych, których zadaniem było pogłębić i poszerzyć treści zarysowane przez prelegentów.

Niedziela – 22 lutego

Wygłupy na maksa przez cały dzień.Niedziela przywitała nas na Jaworzynie Krynickiej wciąż wspaniałą, słoneczną pogodą. Wesołe towarzystwo telemarkowe stawiło się licznie, i co równie ważne w strojach i przebraniach, które niezbicie świadczyły o nieco utraconym kontakcie z szarą rzeczywistością, zwłaszcza że na stoku trwała akcja „Bezpieczna zima”. Roli wodzierejów tego zakręconego tele-korowodu podjęli się Józio i Mirek z Demo Teamu, a mnie pozostaje jedynie stwierdzić, że z takimi zdolnościami to się trzeba po prostu urodzić :) Pod ich przewodem telemarkowa ekipa przetoczyła się kilkukrotnie po stokach Jaworzyny, a to wzdłuż, a to wszerz,a czasem nawet nieco po ukosie. Elementy jazdy grupowej wypadły szczególnie pomyślnie, dzięki czemu ani fauna, ani flora Beskidu Sądeckiego nie została w nadmierny sposób naruszona, a z pewnością będzie w stanie się relatywnie szybko odbudować.

I to by było na tyle miłych wspomnień z 14-stego Polskiego Spotkania Telemarkowego. Dziękujemy wszystkim uczestnikom za stworzenie wspaniałej atmosfery i zapraszamy w przyszłym roku!

Ekipa jak się patrzy

Zdjęcia Seba

Zdjęcia Maćka z GoPro

Zdjęcia Bartosza

 

lut 182015
 
zebra

Dwa dni w lutym spędzone w okolicy Przehyby (Pasmo Radziejowej – Beskid Sądecki) na Zgrzypach; ładna pogoda, śnieg, przestronne bukowe lasy i odpowiednie nachylenie, do tego koledzy chętni do łażenia i zjeżdżania. A oto efekt:

 

Zdjęcia z tych dni można znaleźć tutaj:
2015-02-11 Zgrzypy z Marcinem i Tomkiem
2015-02-11 Zgrzypy Zgrzypy Skitura z Grześkiem i Tomkiem

2015-02-13 Zgrzypy po raz drugi – z Wojtkiem i Pawłem

sty 152014
 
Narty na zatłoczone stoki

W tym sezonie w cyklu corocznych Polskich Spotkań Telemarkowych padło na złowieszczą trzynastkę.  Ale, ale, przecież nie jesteśmy przesądni, liczba jak liczba. Nie będziemy bawić się w Amerykanów i po 12-tce przechodzić do 14-tki. Zrazu zapowiadało się, że to jak zwykle zabobony – grudzień zaczął się śnieżnie, a Krynica i Wierchomla aż do Świąt Bożego Narodzenia prezentowała się jak należy – zima wszędzie, biało wszędzie, „co to będzie, co to będzie…” Ale, po Świętach w miarę jak się rozwijała polska złota jesień to zaczęło mi bardziej po głowie chodzić: „… nic nie będzie, nic nie będzie…” Odwołujemy wycieczkę, odwołujemy warsztaty z technik biegowych, odwołujemy zawody – nie ma śniegu żeby wkręcić tyczki… Ludzie pewnie też nie przyjadą – w miastach zbierają stokrotki, kto się wybierze na lepienie bałwana z błota i rzucanie się błotnymi kulkami…

Piątek (10 stycznia)

Rano budzą mnie krople deszczu bębniące po dachu – tjaaaaaaa, jednak jest to prawdziwie trzynaste Spotkanie. Od 4 tygodni świeciło słońce, a akurat w pierwszy dzień Spotkania musi lać deszcz. Trzynastka zobowiązuje w końcu…

Grzyby i stokrotki dookoła ale stok w Szczawniku przygotowany

Grzyby i stokrotki dookoła ale stok w Szczawniku (Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla) przygotowany

Jedziemy do Szczawnika, ośrodek Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla od strony Muszyny – trzeba być o 9:00 rano w razie, gdyby jakiś szaleniec się jednak pojawił. Ciągle leje deszcz, ale ICM wieści, że za 17 minut deszcz ustanie i w ogóle to będzie piknie i słonecznie. Przyjeżdża autobus alpejczyków, wysiadają, patrzą na o dziwo biały stok, delektują się przez chwilę deszczem, po czym mrucząc coś pod nosem wracają do autobusu i odjeżdżają. Ja tymczasem zastanawiam się, jak to możliwe że stok jest biały i dobrze przygotowany. Grzybiarze niedługo pojawią się w okolicznych lasach, a tu solidny pas białego…

Nie mija wiele czasu i swoją terenową Ładą przyjeżdża Jacek – czyli jednak Spotkanie się odbędzie :) Chwila moment i jest już nas kilkanaście osób. Jak to możliwe? Nawet przy bardzo ładnej zimie, rzadko w piątki bywa więcej niż 20 osób – a tu kilkanaście i przybywa z każdą chwilą. Myślę sobie; co się dziwisz? To w końcu telemarkowcy, lud twardy i uśmiechnięty; gdyby taki nie był, to by się nie uczył telemarku tylko siedział przed telewizorem i narzekał.

Dobra, nie ma co się ociągać, zaczynamy jeździć. Wskakuję w sprzęt BC, na którym zaczynaliśmy telemark – okute śladówki z łuską długie na 210cm, wymiary 57-55-56, zakładam skórzane buciczki, które nie trzymają niczego i do tego są na mnie za duże – bo Wojtkowe… Muszę sprawdzić czy jeszcze na tym potrafię zjeżdżać. W końcu ubrdałem sobie, że w tym roku przebiorę się za siebie samego tylko 15 lat wstecz… Pierwszy zjazd dramatyczny, drugi dużo lepiej – gorąco przy tym jak nieszczęście. Powinno się udać, w końcu Erwin i spółka mają sporo gorzej na sprzęcie z 1920 – ja z 1995. Będę 75 lat do przodu :) Ostatecznie zmieniam sprzęcicho na współczesne i jeżdżę dalej.

 

Warunki na stoku naprawdę przyzwoite, żywej duszy praktycznie nie uświadczysz, oczywiście oprócz tych telemarkowych. Cały stok dla nas. Wkrótce obok pięknego słońca i lekkiego wiatru pojawia się również Piotrek Kapustianyk z  Telemark Demo Team Poland i zaczynamy różne obyrtańce – a to ćwiczenia w parach, a to jazdę synchroniczną…

 

 

…a to jazdę asynchroniczną.

 

 

Ta ostatnia wychodzi zdecydowanie najlepiej :)

Jest fajnie, jednak da się jeździć, humory dopisują, narty niosą. Ale nie wszystkich to satysfakcjonuje; grupka osób, która nie może się pogodzić z odwołaniem piątkowej wycieczki wybiera się na takową zakończoną pięknymi zjazdami w dziewiczym terenie.

 

 

Koniec dnia, zasuwamy do CD LSD, znaczy CP PKS, znaczy CS LZD… (Centrum Szkoleniowe Leśnych Zakładów Doświadczalnych w Czarnym Potoku w Krynicy), jeszcze kolacja i zaczynamy piątkowo-wieczorną część. Dzisiaj kinematografia – na tapecie ?Let?s go!? i ?Loyalty?, obydwie produkcji Josha Madsena. Miła odmiana po zeszłorocznym Powderwhore. Wreszcie dużo, dużo telemarku – no może w „Let’s go!” trochę za dużo freestyle i Amsterdamu, ale za to w ujęciach z Morgedal dostrzegamy Maćka Kasperczaka i Rafała Milewskiego :)

Dodatkową wieczorną atrakcją jest niedźwiedź, który łażąc po sali a to próbuje wywalić stolik, a to zgniecie puszkę z piwem tak że trudniej z niej pić :)

 

Sobota (11 stycznia)

Andrzej napomina, żeby nie robić bydła i nie slalomować pod wyciągiem

Andrzej napomina, żeby nie robić bydła i nie slalomować pod wyciągiem

Dzień warsztatów, dzisiaj będzie cały dzień piękne słońce. Jedziemy do Tylicza do stacji Master-Ski. Tutaj też o dziwo na stoku biało – da się zjechać, chociaż dookoła zielono-brązowo. Znowu stanowimy większość narciarzy. Andrzej w trosce o dobre imię grupy telemarkowej gorąco napomina, żeby nie robić bydła i nie slalomować pod wyciągiem.

Mamy sporo czasu, plan jest wyluzowany, wypadły zawody – zrobimy warsztaty na stoku i pobawimy się, bez spiny. W tym roku wprowadziliśmy warsztaty na sprzęcie BC, zebrała się pełna grupa. Szkoda, że trasa biegowa w Czarnym Potoku wytopniała, byłyby jeszcze do tego warsztaty z technik biegowych – może w przyszłym roku się uda.

Tworzymy łącznie 6 grup warsztatowych o różnych poziomach zaawansowania – warsztaty prowadzone są przez Ewę, Leszka, Tomka, Sławka, Józka i mnie. Piotrek pojawia się to tu, to tam, dorzuca uwagi i prezentuje. Warsztaty trwają ponad 2 godziny – mam nadzieję, że coś się udało przekazać, pomóc… Na chwilę do karczmy przy stoku – fajna, duża, przestronna – siadamy, coś jemy, interesujące rozmowy o sprzęcie i trochę o technice, ale już po chwili z krzesełek wyrywa niecodzienny widok – Telemark Demo Team Poland jak przystało na kryzysowe czasy ćwiczy w czteroosobowych nartach.  Jedna para dla całego Teamu. To się nazywa oszczędność.

No i brak strat w ludziach.

Zbliża się sobotnio-wieczorna część Spotkania; ludzie raz po raz pytają czy zaczyna się o 19:30, ja z pełnym przekonaniem odpowiadam, że „gdzie, skąd! Przecież o 19:00″ . O 19:00 na sali jakoś pustawo, trochę ludzi jest, ale reszty nie ma, łącznie z prezenterem :) Patrzę na program – no tak, w programie 19:30. Idę połazić, może zgarnę więcej ludzi wcześniej – trafiam do „stróżówki” próbując wygonić niedźwiedzia i towarzystwo żeby szli na salę, ale jedyny efekt jaki uzyskuję to ból brzucha od rechotu po opowieści o Czarnym Bacy i Czarnym Baranie.

Erwin opowiada o zeszłorocznej wyprawie narciarskiej na Mont Blanc vel Monte Bianco vel Białystok i o rotawirusie-sztafetniku. Potem niezmiennie poruszająca diaporama Waldka Czado, ehhh, te widoki i muzyka.

Piotrek prezentuje bardzo ciekawą relację z zagadnień biomechaniki skrętu telemarkowego. Badania przeprowadzone na krytym stoku na Litwie przy użyciu 26ciu czujników bezwładnościowych, przeznaczonych do rejestracji ruchu w 3D robi wrażenie. To bodajże pierwsze takie badania w Europie przy użyciu tak nowoczesnego sprzętu i jedne z pierwszych na świecie, do tego dotyczą telemarku właśnie. Wypas! Piotrek zapowiada też pierwszy polski podręcznik do telemarku – pierwsze wydanie ma być na wiosnę – będzie się działo :)

Pomni na narzekania Andrzeja odnośnie sztampowych amerykańskich produkcji narciarskich puszczamy polskiego klasyka freeride’owego:

Potem norweski film o Sondre Norheimie z lat 70tych – jak ci goście jeżdżą i skaczą na tych starych nartach – niewyobrażalne. Coś tam jeszcze puszczamy i jest wreszcie czas, żeby spokojnie pogadać z różnymi ludźmi o telemarku i nie tylko. Dowiaduję się m.in. , że skocznia Erwina już stoi, ale technika V przy skoku nie jest zalecana, bo lądowanie jest w sadzie. I kupę innych ciekawych historii – jak to wieczorami na PST. Kto był to wie :)

Na sali ok. 50 osób – biorąc pod uwagę, że dobrze ponad 10 osób było w piątek i sobotę na stoku, a nie zjawili się na części wieczornej -  daje nam liczbę ok. 60ciu aktywnie telemarkujących – coś takiego! Pomimo tak kiepskiej aury tylko 8 osób mniej niż w zeszłym roku (!).

 

Niedziela (12 stycznia)

czyli część przebierana. Znowu Szczawnik (Dwie Doliny) – szkoda, że dzisiaj nie będzie słońca. Oczywiście jak co roku silny trzon retro w tym roku znacząco wzmocniony o Demo Team, ale również Zuzia w szlafroku, farbowany Paweł i inne pomysły :)

 

Zaczynamy zjeżdżać a z krzesełka ktoś się wydziera; patrzę, kudłate, białe wełniane nogi, pewnie owca Czarnego Bacy. Ale nie, okazuje się, że to Jaskiniowiec, który już kogoś najwyraźniej zjadł :)

 

Jeżdżę sobie na starym sprzęcie BC w za dużych butach – wychodzi nie tak jak dawniej, ale nie jest najgorzej. Myślę sobie – ostatecznie XIII PST okazało się nie aż tak bardzo pechowe; sporo się udało zrobić, ludzie chyba zadowoleni bo cały czas uśmiechnięci… no i wtedy na płaskim odcinku jadąc prosto podwija mi się kostka, leżę… noga w kostce skręcona… Ehhhh żeszzzzz… blade motyle, jednak pechowe Spotkanie, przynajmniej dla mnie :)

 


 

 

 

A tutaj więcej zdjęć ze Spotkania:

 

kwi 032013
 
IMG_2275
Poniżej relacja Leszka Witta z alpejskiej tury:

„Postanowiłem zrobić jakąś alpejską turę, jednak z braku czasu nie chciałem spędzać dwóch dni w samochodzie. Wybór padł więc na najbliższą w miarę wysoką górę ? Dachstein, ok. 700 km od domu. Ma 2995 m.n.p.m., ale ponieważ na szczycie stoi krzyż to większość folderów pokazuje tam magiczne 3 tysiące. Tak czy siak wyżej niż w Tatrach.

Na bazę wybrałem prywatne schronisko Lodge.at na Krippensteinie. Może nie jest bardzo tanio, ale to rzecz względna ? miejsce w pokoju dwuosobowym z full wypas śniadaniem ok. 35 euro. Z budynku na wysokości prawie 2100 m szeroka panorama i po założeniu nart od razu w dół ? takie warunki są warte swojej ceny. Początkowo trudno było mi się przyzwyczaić do tej wysokości, ale po paru dniach było ok.

Pojechaliśmy we dwójkę, z Jurkiem, moim stałym partnerem wypraw górskich. Samochód został na parkingu a my gondolą z dodatkowymi bagażami na górę. Po zakwaterowaniu parę zjazdów po przygotowanych stokach i po najdłuższej austriackiej trasie zjazdowej (11 km) dało nam solidnie w kość.

Następny dzień przeznaczyliśmy na Dachstein. Start nastąpił dość późno (cała tura tylko 16 km wg mapy, co to dla nas?) i zaczął się ładnym zjazdem. Jednak myśl o powrotnym podejściu już wzbudzała niepokój. Nic to, cały długi dzień przed nami. Trasa okazała się bardziej urozmaicona niż zakładaliśmy, było sporo hopek, czyli tracenia w mozole zdobywanej wysokości. W końcu dotarliśmy do krzesełka na lodowcu, ale cóż, nie mieliśmy karnetów a poza tym nie na wożenie się wybraliśmy. Droga pod górę po wyratrakowanej trasie, czasem zakosami dłużyła się niemiłosiernie. Przyjemną niespodzianką okazał się ruchomy chodnik podwożący narciarzy na ostatnich kilkudziesięciu metrach przed górną stacją kolejki prowadzącej z Ramsau i restauracją. Niech żyje cywilizacja!

Po posiłku odzyskuję siły (Jurek jakby ich w ogóle nie stracił) i mogę iść dalej. Jestem dość zmęczony i po głowie plącze się myśl, żeby już zjeżdżać, ale jakoś człapię. I tak krok po kroku podchodzimy pod skały Hoher Dachsteinu, którędy prowadzi droga na szczyt. Tę ferratę zrobiliśmy już 3 lata temu i w pamięci zapadła jako dość łatwa więc uznaliśmy, że damy radę.

Narty zostają w śniegu a my zakładamy raki, czekany w łapę i ruszamy. Śnieg dość pewny, pogoda nie wróży załamania, można iść. Co prawda większość lin dostępnych latem jest schowana pod śniegiem, ale to co wystaje wystarcza. Po 30 min. wspinaczki stoimy na szczycie. Szybkie przybicie piątki i spadamy, to znaczy schodzimy w dół. Cóż, emocje były, w końcu ekspozycja słuszna, ale po swoich śladach jakoś zeszliśmy bez przygód.

Zjazd miał prowadzić przez schronisko Simonyhutt,e ale wybrałem niewłaściwą stronę lodowca i nie trafiliśmy. Może dobrze się stało, bo musieliśmy przeć naprzód bez możliwości noclegu po drodze a takie myśli chodziły po głowie. Zmierzch zapadł szybko, w dodatku zaczęły się drobne podejścia i zjazd przestał być przyjemny. W końcu na fokach, przy czołówkach doczłapaliśmy do schroniska Gjaid Alm. Już dawno złocisty trunek tak nie smakował. Tu nasz wysiłek się skończył, chociaż emocje jeszcze nie. Z naszego schroniska wysłano skuter i po chwili wjeżdżaliśmy jak pany na górę. Dystans 2 km plus 350 m przewyższenia przebyliśmy z zegarkiem w ręku w 3 minuty, na zakrętach (pod górę oczywiście) skuter zwalniał, ale i tak jechał tylko na zewnętrznej płozie. Ale jazda :)

W następnych dniach próbowaliśmy robić inne wycieczki i jeździć poza trasą, bo tereny są bardzo zachęcające, niestety nie było słońca, tylko rozproszone światło i śnieg zlewał się przed oczami w jedną białą plamę. Wielokrotnie któryś z nas niespodziewanie lądował w dziurze lub zjeżdżał nagle po niewidocznej skarpie lądując bynajmniej nie telemarkiem, co skutecznie zniechęcało do nieograniczonej eksploracji zboczy. Na koniec podeszliśmy jeszcze do pominiętego Simonyhutte, dokąd przez kilka kilometrów prowadziła wyratrakowana nartostrada ale na tyle urozmaicona, że jechało się z pieśnią na ustach.

Podsumowując, wyjazd bardzo udany. Prawie 5 dni na nartach w wysokogórskiej zimowej scenerii, przy niezłej pogodzie. Lodge.at jest świetnym miejscem do spędzenia, najlepiej przedłużonego, weekendu, zwłaszcza jeżeli priorytetem jest jazda pozatrasowa z wjazdami gondolą. Natomiast wadą miejscówki jest konieczność końcowego podejścia do schroniska, co po całym dniu turowania może być ponad siły. Jeżeli więc ktoś preferuje tury to lepszym miejscem jest Gjaid Alm.

Tu więcej zdjęć na Picasa.”

Autor: Leszek Witt

 

kwi 012013
 

Klip ten jest dedykowany naszej drogiej Komisji Europejskiej oraz jej wszystkim Członkom, bez których  ta wycieczka nigdy by się nie odbyła.  Dziękujemy Wam drogie Organy, że tej wiosny ostatecznie udało się Wam wygrać walkę z globalnym ociepleniem! Warto było walczyć – bez względu na koszty!

mar 122013
 
dzien-sniegu-sm

Po wielu staraniach udało się nam namówić do współpracy wybitnego sądeckiego prymitywistę Marcina mdeja BRyjowskiego. Przysłowiową szalę przeważyła wcale nieprzysłowiowa flaszka oraz spawarka i masaż relaksacyjny w gratisie.

Ten godny naśladowca Nikifora Krynickiego stworzył klasyczny w formie, ale niesłychanie bogaty w treści „edit” opisujący kilkanaście godzin życia miejscowych rajderów. Zwraca uwagę odmalowany z niezwykłą pieczołowitością cały kontekst kulturowy tego tak istotnego w życiu lokalnej społeczności wydarzenia jakim niewątpliwie jest wyprawa narciarska w okoliczne góry. Odpryski narastającego konfliktu rodzinnego wyczuwa się przez cały czas trwania wycieczki. Ale zakończmy na tym.

Dalej niech przemówi dzieło Mistrza!

 

 

 

sty 222013
 

Zawsze mam problem jak zacząć: zwykle ciśnie się „Kolejne Spotkanie Telemarkowe już za nami…”, ale tak właśnie ciśnie się co roku. Może nie będę zaczynał tylko od razu przejdę do sedna…

Dla mnie osobiście tegoroczne Spotkanie było wielkim testem wiary – a jak później się okazało z rozmów – również dla wielu uczestników Spotkania.  Wiary w zimę w Beskidzie Sądeckim. Początek stycznia 2013 wszędzie odcisnął swe wiosenne piętno; i w Sudetach, i w Tatrach, i nawet w Bieszczadach, o polskich miastach nie wspominając.  Wiosenne ulewy i zielona trawa zamiast grubej pokrywy śnieżnej i lamentów prezenterów telewizji, jak to będzie zimno, śnieżnie i nieprzyjemnie.

Na szczęście ten przykry los ominął rejon Krynicy i Wierchomli, gdzie śnieg jak spadł na początku grudnia tak pozostał formując dosyć konkretną i zwartą warstwę podkładową, nawet w lasach. Tak więc wybierając się z okolic Sącza do Wierchomli tuż po Świętach Bożego Narodzenia spodziewałem się przygotowanych tras i zielonych łąk a zastałem, ku mojej pełnej radości – całkiem ładną zimę wszędzie.

Spotkanie zaczęło się tradycyjnie w piątek (4.I) od człapanej wycieczki po okolicznych górkach. Wystartowaliśmy w 18 osób z dolnej stacji krzesełka w Szczawniku o godzinie 10:00 – jak to złowieszczo przepowiedział nam na forum Sławek Pilch, a nie o 9:00 jak planowaliśmy. Ze względu na silny wiatr zdecydowaliśmy się na podejście doliną w stronę Runku, a nie jak wcześniej zakładaliśmy przez Kotylniczy Wierch. Drobny śnieżek z czasem przeszedł w gęstszy opad, ale szło się bardzo sympatycznie, bo byliśmy dobrze osłonięci od wiatru.

Spod Runku już bez fok zjechaliśmy do Bacówki nad Wierchomlą gdzie mogliśmy się raczyć wspaniałymi wyobrażeniami panoramy z Tatrami w tle, która niewątpliwie rozciągałaby się przed nami, gdyby nie ten syberyjski huragan za oknami. W przytulnej atmosferze schroniska nie tylko posililiśmy się wystarczająco ale również nasłuchaliśmy się opowieści z cyklu „Gdzie mnie zastał koniec wojny”. W schronisku wywieszona na ścianie tabliczka jasno wskazywała, że „Spożywanie własnego alkoholu jest zabronione”.  Zakaz o tyle niefortunny, że kilka małych, ale zacnych tomików poezji narciarskiej aż wołało z piersiówek, znaczy z okładek, aby je przeczytać. Ostatecznie, chcąc być w zgodzie z literą prawa unikaliśmy czytania swoich pozycji, zadowalając się cudzymi.

Powrót standardowo grzbietem, z Bacówki w stronę górnej stacji krzesła Wierchomli, potem dalej w stronę Szczawnika. Szliśmy i doszliśmy przy silnym bocznym wietrze i sporym opadzie śniegu. Na dole krzesła Szczawnika spotkaliśmy przemoczonego Sławka, który oznajmił nam, że niżej w ciągu dnia śnieg przechodził w deszcz i nie było zbyt wesoło…

Piątkowy wieczór to sporo rozmów o telemarku i nie tylko i oglądanie kolejnego filmu zza wielkiej wody „Powderwhore – Choose Your Adventure”. O ile wieczornym rozmowom nie brakowało ducha, o tyle tej części Powderwhore zdecydowanie tak. Być może zeszłoroczny deficyt śniegu w Stanach spowodował, że w filmie chronicznie brak porywających telemarkowych kawałków. Ale dlaczego producent braki łatał snowboardem i techniką alpejską po kamieniach, tego nie wiem…

Sobota to dzień warsztatów. Do tego celu wybraliśmy ośrodek Master-Ski w Tyliczu. Bardzo szeroki stok o w miarę łagodnym nachyleniu i wystarczającej długości. Do tego przestronna, nowa knajpa u dołu stoku oraz konkretne zniżki na karnety.  Ostatecznie w warsztatach wzięło udział ponad 60 osób w sześciu grupach o różnym stopniu zaawansowania. 2 godzinne warsztaty pochłonęły pierwszą część dnia a trening na tyczkach dla chętnych drugą.  Zawody ostatecznie się nie odbyły, ze względu na niepokojące prognozy pogody (deszcz i silny wiatr).  Na szczęście deszczu nie było (zaczął sypać śnieg) ale dosyć silny wiatr dawał się we znaki.

Przez cały dzień można było oglądać kolekcję nart Skilogik dzięki firmie MaxxDistribution. Narty w całości zrobione z drewna, z inkrustowaną różnymi rodzajami drewna grafiką naprawdę robiły wrażenie. Szkoda, że ostatecznie nie udało się zrealizować praktycznych testów tych nart. Ale co się odwlecze to nie uciecze :)

Sobotni wieczór pękał od atrakcji; po prezentacji Mateusza Suchockiego (MaxxDistribution) na temat nart Skilogik wśród uczestników Spotkania zostały rozlosowane 40% rabaty na te narty oraz dodatkowo książki ufundowane przez Sklep Podróżnika. Takież nagrody dostali również najmłodszy oraz najstarszy uczestnik Spotkania. Bardzo dziękujemy Sponsorom.

Diaporama z przejścia Alp Albula w Szwajcarii prezentowana przez Erwina Gorczycę przeniosła nas w świat ośnieżonych szczytów, pięknych panoram i opowieści z jajem :)
Wojtek Moskal ze swoją Arktyką też nie zawiódł; dobre kilkadziesiąt minut slajdów i historyjek przerywanych salwami śmiechu. Wojtek i Erwin, jesteście genialni. Do teraz mnie przepona boli :)

Koniec końców wieczorna część ciągnęła się do późnej nocy, a skończyła nie później niż wczesnym rankiem.

W niedzielę pełna niespodzianka; Tylicz dzień wcześniej opuszczaliśmy w opadach śniegu. Okazało się jednak, że w nocy na chwilę temperatura podskoczyła zamieniając śnieg w marznący deszcz, po czym nad ranem przyszedł mróz.  Efektem był całkowity paraliż stacji Wierchomla, Szczawnik oraz Jaworzyny Krynickiej. Gdy dotarliśmy na miejsce zbiórki, czyli do dolnej stacji krzesła w Szczawniku, obsługa wyciągu właśnie wyciągnęła młotek i zaczęła odkuwać z lodu zamarznięte liny i łączniki. Jedyny obecny na stoku Lajkonik nie chciał dać się zaprząc do sań więc widząc co się dzieje wzięliśmy nasze graty na plecy i tak jak to dawniej bywało podeszliśmy sobie na nogach pod górę. Przez to przebierana impreza na stoku zrobiła się jeszcze bardziej retro.  Dodatkowo jeżdżąca z młotkiem w górę i w dół obsługa uśmiechała się przyjaźnie…

Ostatecznie krzesło ruszyło po 12:00 w południe co możliwość nienasyconym na przynajmniej częściowe zaspokojenie żądzy skrętów telemarkowych.  Tak też zakończyło się XII Polskie Spotkanie Telemarkowe.

I jeszcze gwoli statystyki; według naszych obliczeń na XII PST było obecnych 68 aktywnie telemarkujących osób nie licząc członków rodzin :)

 

Aha, nasz przezacny telemarkowy fotograf Jacek zrobił dwie miniserie pocztówek okolicznościowych do samodzielnego wydrukowania, oznaczkowania i wysyłania w świat jako część procesu ewangelizacji telemarkowej, która nie tylko na stoku, ale i w przestrzeni pocztowej uprawianą być może. Jedna seria bardziej do ewangelizacji dziadków po 40-tce


..a druga dla pokolenia facebooka, instagramu i ch… wie jeszcze jakich wirtualnych wynalazków.

 

A tutaj kilka galerii ze zdjęciami ze Spotkania:

- album Grześka Rogowskiego

- album Jacka Bełdowskiego

- album Anity i Gniewka

 

A tutaj inna relacja na blogu Anity :) Cieszę się, że się podobało :)

Film też powstał:

sty 172012
 
20120107_XI.PST_1995

Były to zawody drużyn 3-osobowych. Każdy z zawodników wykonywał jeden przejazd. Wynik drużyny to suma czasów członków zespołu. Dlatego dyskwalifikacja chociaż jednego członka zespołu powodowała dyskwalifikację całej drużyny.

Trasę zawodów stanowił slalom gigant z trzema dodatkowymi elementami charakterystycznymi dla telemarku:
- 360-tka
- skocznia
- korytarz do biegu

Jeżeli w drużynie byli sami mężczyźni wtedy jeden z członków zespołu był zobowiązany do okrążenia 360-tki dwa razy.

Poniżej prezentujemy wyniki drużynowe od najniższego czasu począwszy.

wyniki_IIMistrzostwaPST

Gratulujemy wszystkim uczestniczkom i uczestnikom!