sty 162015
 
szaszlyczki_miniatura

Tak się akurat składa, że zdecydowana większość gór zarówno w Polsce jak i okolicznych jest porośnięta lasami. Olbrzymi potencjał ciekawych stoków i terenów do chodzenia i zjeżdżania. Aby jednak w pełni wykorzytać to dobrodziejstwo w zimie powinniśmy być przygotowani na poruszanie się i zjazdy w takim terenie.

Oczywiście jazda w zalesionych górach ma oczywiste wady w stosunku do „łysych” albo „łysiejących” gór; przede wszystkim fakt, że możemy pocałować drzewko znacznie mocniej niżbyśmy to chcieli, ale również utrudniona nawigacja i orientacja w terenie, ograniczenie prędkości. Z drugiej strony las ma swoje niezaprzeczalne zalety; śnieg w lesie zachowuje znacznie dłużej dobre walory zjazdowe niż to ma miejsce w odkrytym terenie, gdzie znacznie łatwiej o śnieg przewiany, wywiany, szreń czy lodoszreń. W lesie nierzadko nawet tydzień po opadzie śniegu ciągle mamy bardzo dobre warunki do zjazdu, czego nie można powiedzieć o eksponowanych stokach.

Jaki las?

Oczywiście najprzyjemniejsze do zjazdu są stare lasy bukowe.  Duże buki rosną w sporych odległościach od siebie, zwykle poszycie lasu jest ubogie albo go nie ma.

Szaszłyczki

Szaszłyczki – jak on do diaska przez to przejechał???

Dodatkowo pnie buków są gładkie, najczęściej bez bocznych gałęzi w dolnych partiach drzewa, czego niestety nie można powiedzieć o lasach jodłowych czy świerkowych. Jodły i świerki obfitują w „szaszłyczki” a ostatnią rzeczą o jakiej narciarz marzy to nadziać się na takowy. Ale na szczęście odległości w starszych lasach, również iglastych, są wystarczajco duże.

Sprzęt

Nim przejdę do sedna czyli do techniki jeszcze kilka słów o sprzęcie; podstawowa sprawa to gogle i kask. ZAWSZE zakładaj gogle do zjazdu w lesie. Narciarz zwykle ma wzrok skupiony stosunkowo daleko i po prostu nie widzi drobnych gałązek na wysokości twarzy, a porusza się podczas zjazdu szybko – szkoda byłoby w tak głupi sposób uszkodzić oczy.

Kask – mogę przypuszczać – bo na szczęście nigdy nie doświadczyłem – że garnek na głowie trochę pomoże w przypadku uderzenia o drzewo albo kamień. Natomiast jestem pewien, że dla wielu osób brak kasku na głowie przy zjeździe w lesie jest na tyle paraliżujący psychikę, że nie są w stanie w pełni wykorzystać potencjału i swoich umiejętności. Tak więc chełm na głowę!

Zachęcam też do ochraniaczy na kolana. Dobre ochraniacze praktycznie nic nie ważą i właściwie nie czuje się ich na nogach, a kolanko mogą uratować.

Narty – zdecydowanie skrętne, co nie oznacza wcale, że powinny mieć mocne taliowanie. Zwykle będziemy jechać w głębszym śniegu i wtedy zbyt mocne taliowanie narty tylko utrudnia jazdę.  Nartki z w miarę dobrą wypornością (proponuję nie schodzić poniżej 90mm pod butem) i miękkie podłużnie powinny dobrze się spisywać. Ale uwaga, sama skrętność to nie wszystko – jeżeli narty nie będą nam zapewniały wystarczającej stabilności, to kiszka.

Technika

Każdy rodzaj śniegu (głębszego) ma określoną jakąś minimalną prędkość zjazdu, poniżej której skręty (na sprzęcie jaki posiadamy) przestają się udawać – jazda zaczyna być bardzo siłowa, nie płyniemy tylko się mordujemy. Z drugiej strony boimy się rozpędzić z oczywistych powodów – przeszkód terenowych nie brakuje. Ale ostatecznie nie pozostaje nam nic innego, tylko pojechać odpowiednio szybko i wykonywać krótkie, precyzyjne skręty. Dopóki ich nie opanujemy to nie przekroczymy w lesie minimalnej prędkości śniegu i nici z przyjemnego zjazdu.

Pozycja

pozycjaZacznijmy od postawy telemarkowej. Powinniśmy utrzymywać wysoką, zwartą pozycję telemarkową, gdyż tylko taka umożliwia efektywny przeciwskręt (patrz tutaj) i błyskawiczne zmiany narty prowadzącej.

Kolana blisko siebie, musimy unikać bardzo głębokich przykęków, bądź też bardzo rozciągniętych. Chodzi tutaj zarówno o możliwość szybkiej zmiany narty prowadzącej jak i bardziej efektywne położenie narty do skrętu.

Plecy nieco zaokrąglone, lekkie pochylenie do przodu, ręce zawsze z przodu, dłonie w polu widzenia, tak jakbyśmy obejmowali jakąś większą piłkę plażową. Unikamy pozostawiania ręki i barku z tyłu po skręcie, bo to bardzo utrudnia wejście w następny skręt.

W żadnym wypadku nie prostujemy kręgosłupa, nie usztywniamy się, nie zastygamy w jednej pozycji. Pozostajemy rozluźnieni, ale gotowi do natychmiastowej reakcji.

 

Skręt

Zwykle będziemy potrzebować silnego przeciwskrętu (patrz tutaj). Góra ciała spokojna. Krótkie skręty i raczej w lini spadku stoku. Aby wykorzystać potencjał nart pozatrasowych musimy je w tych krótkich skrętach mocno kłaść na bok. Robimy to zarówno wygięciem bocznym, ale również mocnym wkładaniem kolana – kolana „oświetlają” następny skręt.

 

Na następnym wideo jeszcze wyraźniej widać wpływ włożenia kolana na promień skrętu. Po minięciu drzewka silnie wkładam lewe kolano do skrętu w prawo. Narty wykonują wiraż o promieniu ok. 1,5m , praktycznie bez ześlizgu – a na nogach mam G3 Rapid Transit, które mają talię ok. R20!!! W miękkim śniegu promień skrętu nie jest determinowany taliowaniem narty!

 

Wspominałem już o przeciwskręcie? Tak? Nie zaszkodzi jeszcze raz powtórzyć – potrzebny będzie PRZECIWSKRĘT!

Kilka wisienek…

…do tortu:  w głębszym śniegu można użyć elementu techniki WN – gdy głęboki śnieg oddaje energię i próbuje narciarza wyrzucić do góry, wtedy można mocno podciągnąć nogi dodatkowo zmniejszając nacisk i dużo szybciej wykonać rotację nart.

Czasami przydaje się umiejętność skrętu w odwróconej pozycji tele – gdy nie ma czasu na zmianę nogi prowadzącej, jak np. na tym ujęciu (mógłbym oczywiście zrobić zmianę nogi prowadzącej, ale wtedy czubek buta osiągnąłby w kulminacyjnym momencie prędkość ponaddźwiękową, powstałaby dzwiękowa fala uderzeniowa i obudziłbym wiewiórki):

 

I kilka mniej technicznych wisienek:

  • trzeba starać się patrzeć przynajmniej 1,5 skrętu do przodu i nie skupiać się tylko na tym wykonywanym;
  • patrzeć na trasę zjazdu jako luki między drzewami, zwracać uwagę na luki i wolne miejsce, a nie na drzewa – narciarz najczęściej jedzie tam gdzie patrzy;
  • uczyć się odróżniać różne pułapki (zwalone drzewo, przysypana gałąź, pień, młode drzewka, obudzone rozwścieczone wiewiórki)
  • przewidywać prędkość  – jazda w głębokim śniegu znacząco hamuje, ale wypadnięcie na przejeżdżony kawałek albo wjechanie w ślad powoduje gwałtowne przyspieszenie – i zarazem zwiększenie promienia skrętu.

A ćwiczenia warto przeprowadzać w otwartym terenie, potem dopiero przenieść się do lasu. Nic co prawda tak nie motywuje do wykonania niemożliwego wydawałoby się skrętu czy manewru, ale lepiej zostawić taką motywację na wyjątkowe okazje :)

Ps. Odnośnie jeszcze tej motywacji; popatrzcie sobie na ten antyczny film, gdzie Wojtek w pomponie i ze zbyt długimi kijkami wykonuje swoje pierwsze tele zjazdy w lesie – w pewnym momencie motywacja jest bardzo widoczna :)

sty 202014
 
rotacyjny

Wstęp

Chciałbym co nieco opowiedzieć o dwóch technikach, które możemy użyć podczas jazdy telemarkiem. Prawidłowo użyte znacząco poprawią nasze zjazdy. Oba elementy w moim subiektywnym odczuciu stoją na przeciwległych biegunach zarówno w rozumieniu warunków w jakich ich używamy jak i sposobu w jaki je realizujemy. Mówię tutaj o przeciwskręcie z jednej strony i skręcie rotacyjnym z drugiej.

Przeciwskręt

Elementem charakterystycznym tej techniki jest stała pozycja barków i górnej części tułowia narciarza w stosunku do lini spadku stoku niezależnie od fazy skrętu w jakiej narciarz się znajduje. W przeciwskręcie górna część ciała (powiedzmy od pasa w górę) niezmiennie jest zwrócona w dół lini stoku, natomiast nogi i biodra wykonują skręty – pracują pod narciarzem.

Osiągane jest to dzięki silnej kontrrotacji górnej części ciała w stosunku do rotacji nóg. To silne skręcenie powoduje zmagazynowanie dużej energii którą narciarz używa w następnym skręcie. Jeżeli ciało narciarza w pasie wyobrazimy sobie jako wielką sprężynę to przeciwskręt powoduje nakręcenie tej sprężyny w ostatniej fazie skrętu w jedną stronę. Energia zmagazynowana w tej sprężynie zostanie uwolniona z opóźnieniem  w początkowej fazie  następnego skrętu. Przejście nóg i nart przez linię spadku stoku to moment neutralny, po którym następuje nakręcanie sprężyny w drugą stronę, itd.

Zalety

Dzięki przeciwskrętowi narciarz jest w stanie wykonywać niezwykle szybkie, krótkie skręty, na które nie mógłby sobie pozwolić jeżeli nie miałby nadwyżki energii zmagazynowanej w skręconym tułowiu i jeżeli musiałby rotować całą ciężką górę ciała.

Jest to nieoceniona technika podczas jazdy w lesie, gdzie krótkie, precyzyjne sekwencje skrętów decydują o tym czy jedziemy dalej czy raczej tulimy drzewko. Ale nie tylko w lesie, również jazda po muldach wymaga lekkiego, krótkiego śmigu.

Niech za ilustrację przeciwskrętu posłuży np. ten klip – przeciwskręt wyraźniej widać od 30 sekundy do końca.

Wady

Niestety przeciwskręt w telemarku ma swoją cenę – nie jest zbyt wygodny. Narciarz telemarkowy aby wykonać przeciwskręt w tym samym stopniu co narciarz alpejski musi skręcić się w pasie znacznie mocniej. Wynika to z faktu, że w telemarku noga zewnętrzna jest nogą prowadzącą, więc aby utrzymać górną część ciała w dół stoku to skręcenie musi być bardzo mocne.

Ten sam fakt powoduje, że im głębszy wyklęk telemarkowy, tym trudniej o przeciwskręt.

Dlatego jeżeli chcemy wykonywać przeciwskręt to musimy pozostać w wyższej pozycji telemarkowej a nie schodzić bardzo nisko. Dlatego jeżeli chcemy jeździć w lesie powinniśmy nauczyć się wyższej pozycji telemarkowej.

Jak ćwiczyć?

Propozycji ćwiczeń przeciwskrętu jest multum – każda książka traktująca o narciarstwie, zarówno alpejskim jak i telemarkowym roi się od najprzeróżniejszych ćwiczeń i metod (patrz np. ćwiczenia 21, 34, 37, 55, 56, 95 z „Sztuka telemarku. 123 zachwycające rady, jak doskonalić jazdę telemarkiem”).

Jedno z podstawowych ćwiczeń to skręt telmarkowy do zatrzymania; pięty i narty wypychamy w jednym kierunku, a barki i tułów skręcamy w drugim – czuć przy tym wyraźnie silne skręcenie w pasie. Potem można przejść do naprzemiennych skrętów, góra ciała zawsze zwrócona w dół stoku.

Ale, tak jak pisałem, może lepiej skorzystać z gotowych opracowań i nie musimy się tu ograniczać tylko do telemarkowych, alpejskie ćwiczenia będą równie dobre.

 

Skręt rotacyjny

Jeżeli patrzy się na filmy telemarkowe to można by odnieść wrażenie, że istnieje tylko skręt rotacyjny. W rzeczywistości skręt rotacyjny jest techniką znacznie mniej popularną niż przeciwskręt i ciężko na własne oczy uświadczyć narciarza który go (skręt rotacyjny) wykorzystuje. A szkoda, bo w telemarku ten rodzaj skrętu ma wiele niezaprzeczalnych zalet. Ale może po kolei…

Skręt rotacyjny rozpoczyna się od mniej lub bardziej wyraźnej rotacji (zamachu) górnej części ciała w kierunku skrętu. W wyniku tego zamachu ciało (sprężyna wspomniana przy poprzedniej technice) nakręca się, co powoduje z pewnym opóźnieniem podążenie  dolnej części ciała, czyli bioder, nóg i w końcu nart za zamachem (rotacją) górnej części ciała.

Tak więc góra ciała jest elementem inicjującym skręt, a dół podąża za górą z niewielkim opóźnieniem. Jest to znacząco inaczej jak w przeciwskręcie, gdzie barki pracują w dokładnej przeciwfazie z nogami.

Elementem charakterystycznym  jest wysunięcie zarówno zewnętrznej ręki do przodu jak i zewnętrznej nogi w trakcie skrętu.

Niech  za przykład posłuży nam Charlie Cannon z Powderwhore 06, który wykonuje skręt rotacyjny ze szczególną emfazą:

Zalety

Jak już pisałem skręt rotacyjny ma kilka bardzo istotnych zalet które powodują, że jest wykorzystywany powszechnie przez doświadczonych telemarkowców.

Skręt ten jest po pierwsze bardzo wygodny i nie powoduje nadmiernego skręcenia ciała jak to ma miejsce w przeciwskręcie. W telemarku jest wręcz naturalny – zewnętrzna noga w wyklęku podaża za zamachem zewnętrznej ręki i barku. Ten fakt powoduje utrzymanie zwartej, atletycznej sylwetki niezależnie od głębokości przyklęku. Pozwala się rozluźnić i bardziej poczuć tę telemarkową swobodę, której tak bardzo szukamy.

Skręt rotacyjny może być z powodzeniem wykorzystywany przy średniej i dużej prędkości; przy wykonywaniu skrętów o średnim i dużym promieniu.

Wady

… a właściwie wada; nie jest to skręt na tyle szybki, aby go wykorzystać do krótkiego śmigu – krótkie, błyskawiczne skręty to domena przeciwskrętu.

Jak ćwiczyć?

… a warto, chociaż literatura nie jest już tak szczodra w metodykę jak to to ma miejsce w przypadku przeciwskrętu.

No więc wybieramy lekko nachylony stok, jedziemy pomału w lini spadku, ręce, a właściwie łokcie możemy trzymać nieco szerzej, aby zwiększyć ramę barków i rąk, rozluźniamy mięśnie w pasie.  W pewnym momencie wykonujemy zamach ramą w kierunku zamierzonego skrętu. Zamach powinien być wyraźny, ale nie nerwowy. Nie musi być też bardzo szybki. Gdy wykonamy zamach górną częścią ciała to… czekamy. W ciągu krótkiej chwili rotująca rama powinna spowodować odczuwalne skęcenie w pasie i w tym momencie nogi i narty same powinny zacząć podążać za skrętem.

Wielu narciarzy ma problemy z wykonaniem tego skrętu, ponieważ nauczyli się, że to nogi początkują skręt, a góra ciała… zwykle robi co chce. I mimo że ćwicząc wykonują ten zamach to albo spinają mięśnie pasa i tułowia tak, że nie pozwalają tej sprężynie się nakręcić albo równocześnie próbują początkować skręt nogami i dlatego nie są w stanie wyczuć tego delikatnego momentu chwilę później, gdy nogi zaczynają same podążać za barkami.

Gdy zaczniesz czuć skręt rotacyjny, to w rzeczywistości wystarczy niewielki impuls aby go zapoczątkować; zamiast szerokiego zamachu można wyobrazić sobie kierownicę samochodu którą trzymamy w rękach. Skręcamy kierownicę w kierunku skrętu, ręka zewnętrzna i bark nieco przesuwają się do przodu i to wystarczy do rozpoczęcia skrętu rotacyjnego.

Podsumowanie

Naturalnie, te dwie techniki skrętu uzupełniają się, a nie wykluczają. Oraz, razem wzięte bynajmniej nie wyczerpują wachlarza możliwych technik – że wspomnę tutaj chociażby o skręcie carvingowym. To po prostu dwie z wielu dostępnych technik, ale w telemarku na tyle znamienne że warto je mieć obydwie opanowane, aby móc wykorzystać potencjał skrętu telemarkowego w pełniejszym zakresie warunków.

 

Ps. Chciałbym jeszcze podziękować Tymkowi Stachowi za zwrócenie mojej uwagi na skręt rotacyjny w kontekście telemarku a Piotrkowi Kapustianykowi za kilka cennych uwag i pokazu ćwiczeń związanych z tym skrętem.

gru 122013
 
Na TelemarkTips, niejaki Urmas Franosch, pokusił się  o artykuł o plusach i minusach wysokiej i niskiej pozycji telemarkowej, który w tłumaczeniu naszego telemarkowego kolegi Andrzeja z lekkim podsumowaniem zamieszczam poniżej.
 
Tomek Bryniarski (ptb)

 

Wstęp

Telemark jest wymagający. Słyszeliście slogan: „?gdyby to było łatwe nazywałoby się – snowboarding”. A jest też inny slogan „?jeśli istniałby tylko jeden sposób, aby robić to poprawnie, nazywałby się narciarstwo alpejskie”.

Częściowo atrakcyjność telemarku polega na tym, że jest czymś więcej niż tylko praktycznym sposobem na zjechanie z góry. Wolimy raczej skręty telemarkowe niż alpejskie (równoległe) nie zawsze, dlatego, że jest to bardziej funkcjonalne lub skuteczne, ale dlatego, że nam to odpowiada. Telemark jest sztuką – jak taniec. W przeciwieństwie do pieszych wędrówek czy maszerowania taniec jest piękny, nie użyteczny. Zrozumiawszy to, widzimy, że narciarstwo telemarkowe oferuje nam coś więcej niż tylko wolną piętę. Znany komunał mówiący o uwolnieniu umysłu obejmuje również naszą dowolność, co do wyboru wariantów ruchów. Aby podjąć decyzję, co do techniki, ważne jest, aby zrozumieć mechaniczne konsekwencje różnych ruchów, a następnie zdecydować, która opcja najlepiej wyraża indywidualne wyobrażenie narciarstwa telemarkowego.

W tym artykule omówię dwa powszechnie używane układy/ruchów/ wykorzystywane przez telemarkowców. Jeden charakteryzuje się stosunkowo wyprostowaną postawą i krótką odległością nóg, natomiast drugi cechuje niska pozycja (głęboki przyklęk) i większa odległość stóp. Chociaż każdy z tych dwóch układów ma wiele odmian, analizowanie ich, jako stojących na przeciwległych biegunach pozwoli nam zrozumieć jasno konsekwencje każdego z nich.

Najlepiej można omówić zalety i wady każdego sposobu używając trzech podstawowych umiejętności narciarskich (sposobów zapoczątkowania skrętu):

  • nacisku,
  • krawędziowania i
  • rotacji *) 

Wszyscy doświadczeni narciarze wykorzystują każdą z tych trzech składowych w różnych proporcjach. Można dodać równowagę (balans), jako czwartą umiejętność, zapewniającą bazę, bez której pozostałe umiejętności byłyby bezwartościowe.

*) tu należałoby wspomnieć o jeszcze jednej możliwości, impulsem do zapoczątkowania skrętu może być wykrok, sama zmiana nogi prowadzącej.

Pozycja wysoka

Najpierw przyjrzyjmy się wyprostowanej postawie i jej konsekwencji dla każdej z czterech umiejętności…

Równowaga (balans)

Podwyższona pozycja wykorzystuje wysoki stopień wyprostowania kręgosłupa, co oszczędza energię, ale wymaga precyzyjnych ruchów w kostkach, które służą dostosowaniu gry równowagi do subtelnych zmian nacisku na obie stopy i do innych reakcji proprioceptywnych. *)

  *) Tu pole dla jakichś speców neurologów itp., w skrócie chodzi o jeden z zespołów bodźców pozwalających na określenie aktualnego usytuowania naszego ciała w przestrzeni, czucie głębokie.

Nacisk (obciążenie nart)

Wyprostowana postawa pozwala rozłożyć nacisk równo na obie stopy. Przy wyprostowanej postawie to raczej poducha ( kłąb) tylnej stopy niż duży palec, jest obciążona, co zwiększa kontrolę tylnej nogi . Ponieważ wysokość pozycji jest zwykle proporcjonalna do długości dryfu, bliższa odległość stóp pod tułowiem pozwala na łatwiejsze (szybsze) ich rozciągnięcie w celu odciążenia i odkrawędziowania ( odpuszczenia) nart. W czasie jazdy na długich, resorujących nogach mamy możliwość dopasowania nacisku do nierównego terenu i amortyzacji uderzeń po skokach.

Krawędziowanie

Wyprostowana, stosunkowo zwarta, postawa ułatwia krawędziowanie, które pomaga w odzyskaniu równowagi przy zachwianiach podczas skrętu i kontrolowaniu jego łuku (promienia) Umiejętne krawędziowanie pozwala na ?kładzenie? nart na krawędź stopniowo, co ułatwia karwing – szczególnie na twardym śniegu. Krawędzie można szybko zmienić bez potrzeby przenoszenia środka ciężkości gwałtownie w skręt Jest to szczególnie pożyteczne przy krótkich skrętach. Przy wyprostowanej sylwetce, ciało w skręcie swobodnie podąża za nartami, albo kieruje się w stronę linii spadku stoku, w zależności od sytuacji. Ugięcie w biodrach i wychylenie ciała w stronę linii spadku stoku, powoduje, że rozciąganie/zacieśnianie skrętów – w czasie przejścia ze skrętu w skręt (podczas zmiany nogi prowadzącej) – staje się możliwe. To jest bardzo skuteczne na muldach i w głębokim śniegu.

Rotacja

Podczas gdy postawa wysoka pozwala tylko na słaby obrót nóg, to mniejszy wykrok umożliwia stopom rotację i szybką zmianę odległości stóp. Kontrrotacja może być również wykorzystana w celu szybkiej zmiany kierunku nart. To może się okazać pomocne, gdy nagle przed wami pojawi się drzewo.

Pozycja niska

Spójrzmy teraz na obniżoną pozycję:

Równowaga

Niska pozycja wymaga więcej siły, ponieważ kręgosłup jest zgięty, niewyprostowany. Mówiono mi, że opieranie się (przysiadanie) na tylnej pięcie może być odprężające, ale ta pozycja poważnie ogranicza ruchy kontrolujące docisk narty i z pewnością sprawia, że jesteśmy bardziej podatni na kontuzje kolana. Z drugiej strony, niska postawa z dłuższym wykrokiem jest bardzo stabilna, jeśli nie na boki, to na pewno wzdłuż osi nart(w płaszczyźnie strzałkowej). Wysokie prędkości są bardziej komfortowe przy niskiej pozycji, wtedy nagła zmiana warunków śniegowych nie wstrząśnie tak mocno waszym światem.

Nacisk

Przy niskiej pozycji, trudniejsze – jednak nie niemożliwe – jest rozłożenie nacisku na obie stopy, mimo że kontrola nad tylną nogą jest ograniczona i to koniuszek dużego palca, a nie poduszka stopy, ma kontakt z nartą. Zwarta sylwetka ogranicza możliwość amortyzacji wstrząsów na nierównym terenie. Wydłużenie wykroku (odległości stóp) wymaga więcej siły, kiedy zaczyna się z niskiej pozycji.

Krawędziowanie

Wraz ze zwiększaniem rozstawu i odległości stóp, coraz trudniejsze jest krawędziowanie przy niskiej pozycji. Zmiana krawędzi jest możliwa głównie przez pochylenie ciała. Krawędziowanie zachodzi nagle, kiedy cale ciało przechyla się przy nowym skręcie. To może dać moc i stabilność, ale jest trudne do wyregulowania. Wielu narciarzy wykorzystuje odciążenie (eNWu), kiedy zaczynają skręt, aby zrekompensować ograniczoną możliwość krawędziowania

Rotacja

Zwarta, niska sylwetka umożliwia wykonywanie silnych rotacji, co może być bardzo skuteczne przy ciężkim śniegu i na stromiźnie. Kiedy ciało jest zgięte pod kątem (w osi nart) rotacja ciała służy do wywołania skrętu. Rotacja bioder wspólnie ze zmianą odległości stóp może również służyć, jako narzędzie rotacji.

Krótko mówiąc, narciarze jeżdżący z wyprostowaną sylwetką wykorzystują bardziej nacisk i umiejętne krawędziowanie, podczas gdy narciarze jeżdżący w niskiej pozycji korzystają z możliwości silnej rotacji. Narciarze jeżdżący ?na wysoko? zużywają mniej energii. Wybór stylu zależy częściowo od wieku i budowy ciała, ale przede wszystkim od tego, czego oczekujemy od jazdy na nartach – koncepcji artystycznej. W narciarstwie telemarkowym – w odróżnieniu od wspinaczki, na przykład – nie chodzi o samo dotarcie do celu, ale o to, jak się tam dostaniemy.

Podsumowanie

Powiem wam, co dla mnie znaczy rytmiczna jazda. Jedna rzecz – to dynamiczna równowaga. W narciarstwie nie chodzi o utrzymywanie równowagi cały czas. Chodzi o jej utrzymywanie, utratę i ponowne odzyskiwanie.

Narciarze jeżdżący w niskiej pozycji utrzymują głównie równowagę statyczną ze środkiem ciężkości padającym na podstawę podparcia. Narciarze jeżdżący z wyprostowaną postawą wychylają swoje ciało poza podstawę podparcia podczas rozpoczynania skrętu( skręty z wyprzedzeniem, antycypacja), dążą do równowagi, ale rzadko ją osiągają. To cudowne uczucie.
Dobrzy, rytmiczni narciarze bardziej wolą (i wiedzą jak) wykorzystać kształt nart aby poprawić skręty, niż polegać na sile mięśni. Wczesne wprowadzenie nart na krawędź przy skręcie powoduje ich wjazd na łuk. Kiedy w odpowiednim momencie nastąpi uwolnienie energii zgromadzonej w wygiętych nartach, mamy efekt wystrzelenia w następny skręt (narta ?oddaje?).
Istota dynamicznego narciarstwa polega bardziej na wykorzystaniu sprzętu, który pracuje jak sprężyny, niż na zmaganiu się ze stokiem przy pomocy swoich nóg. Sterowanie nartami przy pomocy silnych rotacji – to raczej to drugie.

Płynność i elegancja to cechy dobrego tancerza, jak i dobrego narciarza. Lekkość, gracja i wrażenie niewielkiego wysiłku są wyrażone za pomocą górnej części ciała i płynnego przejścia ze skrętu w skręt. Jest możliwe pokazanie tych cech w jeździe w niskiej pozycji, ale jest to trudniejsze. Jedynie najlepsi i najsilniejsi sportowcy mogą wykazać się tymi cechami w różnych warunkach.

Tak samo jak style ubioru również style jazdy na nartach się zmieniają. Obecnie narciarstwo alpejskie stało się niepopularne wśród narciarzy telemarkowych. Chętnie odcinają się, tak daleko jak to tylko możliwe, od swoich kuzynów z zablokowaną piętą. Wydaje mi się, że wielu narciarzy jeżdżących w niskiej pozycji dąży do ?klasycznego ?telemarku – nie do ?alpejskiego? – który wyróżnia się bardziej wyprostowaną postawą. Być może dla nich ?telemarkowy taniec? nie powinien być oceniany przy pomocy tych samych kryteriów funkcjonalnych, co technika alpejska. Mogą powiedzieć, że przecież skręt telemarkowy był pierwszy.

Może nadejdzie dzień w przyszłości, kiedy nie będzie prądu na obsługę wyciągów, kiedy narciarstwo alpejskie nie będzie już wzorem dla funkcjonalnej techniki zjazdu. Równoległy skręt będzie postrzegany – jak do niedawna był postrzegany skręt telemarkowy – j a k   a n a c h r o n i z m.

WYSOKA
(+)

  • oszczędza energię
  • większa kontrola tylnej nogi
  • łatwiejsze dociążenie/odciążenie (dokrwędziowanie/odkrawędziowanie) narty,  jest to bardzo skuteczne na muldach i w głębokim śniegu
  • łatwiejsze dopasowanie do nierówności terenu, szczególnie przy jeździe off piste
  • szybsza zmiana kierunku jazdy, omijanie przeszkód

(-)

  • wymaga większej precyzji

NISKA
(+)

  • bardziej stabilna w osi narty
  • narty łatwiej prowadzą się  przy dużych prędkościach
  • moc i stabilność, niestety przy słabej kontroli
  • silna rotacja skuteczna przy ciężkim sniegu i na stromiźnie, bardziej dla siłowych niż technicznych narciarzy

(-)

  • słaba kontrola tylnej narty
  • gorsza amortyzacja na nierównościach terenu
  • im dalej stopy od siebie tym trudniejsze krawędziowanie

Jednym słowem telemark to wolność, wolność wyboru stylu w jakim chcemy, lubimy jeździć. Wolność wyboru koncepcji artystycznej :) , bez przymusu używania kryteriów funkcjonalnych technik alpejskich, które od biedy też można zastosować. Co pewnie wielu z nas robiło w początkach telewykroków :D

mar 292009
 

Jazda na nartach często kojarzy się z kontuzjami i urazami. Nasze doświadczenia wskazują jednak, że telemark dość łagodnie obchodzi się zwłaszcza ze stawem kolanowym narciarza nie poddając go nadmiernym obciążeniom, jak to często ma miejsce w przypadku techniki alpejskiej i carvingu. Dzieje się tak dzięki większej swobodzie pracy kolan. Umożliwia to lepsze absorbowanie gwałtownych i niespodziewanych uderzeń. Nie zmienia to jednak faktu, że kolana są statystycznie najbardziej narażone na uraz.

Ponadto wolna pięta diametralnie zmienia dynamikę zwykłego upadku. Narta alpejska w momencie upadku często działa jak wielka dźwignia, przed której siłą ma chronić bezpiecznik wypinający but z narty. Jednak gdy bezpiecznik zawiedzie ogromna siła w ułamku sekundy zaczyna działać na stawy i kości nieszczęsnego narciarza. Wiązanie telemarkowe natomiast to rodzaj „zawiasu”, który się składa, gdy następuje upadek. Znakomita większość telemarkowców używa wiązań telemarkowych bez bezpieczników. Podchodziliśmy do tego zrazu bardzo sceptycznie, wydawało się nam, że po trzech, czterech upadkach kontuzja jest murowana. No w końcu przecież nie ma bezpieczników. Ale praktyka i badania statystyczne dowodzą, że poziom wypadkowości wśród narciarzy telemarkowych i alpejskich jest bardzo zbliżony. Od jakiegoś czasu można kupić bardziej skomplikowane wiązania telemarkowe z bezpiecznikami, bądź też specjalne płyty wypinające, do których mocuje się klasyczne wiązanie telemarkowe.

 

mar 022009
 

Zacznę może od wyjaśnienia, w jakim celu, do licha wykonuje się te dziwne przyklęki podczas jazdy telemarkiem. Przyczyna jest prozaiczna: przyklęk poprawia stabilność przód-tył i dodatkowo powoduje obniżenie środka ciężkości.

Przyklęk jest więc przydatny, gdy istnieje konieczność zwiększenia stabilności, np.

  • podczas jazdy przy dużej prędkości;
  • w przypadku bardzo zróżnicowanego bądź ciężkiego śniegu, itp.;
  • lub gdy po prostu mamy problemy z utrzymaniem równowagi.

Niestety głęboki przyklęk ma też poważne wady:

  • jest bardzo męczący, co jest szczególnie dotkliwe jeżeli dodatkowo mamy ciężki plecak;
  • powoduje zmniejszenie dynamiki jazdy – utrudnione jest odciążanie nart, nie da się wykonywać w takiej pozycji szybkich, krótkich skrętów, itp.

Tak więc jeżeli nie potrzebujesz, to nie wykonuj bardzo głębokiego przyklęku! Szczególnie unikaj usztywnienia w tak głębokiej pozycji. Telemark to dynamika, a nie statyczna pozycja! Reaguj na śnieg, zmieniaj pozycję, pracuj góra-dół i w żadnym wypadku nie zamarzaj w jednej pozycji. Dostosuj głębokość przyklęku do potrzeb. Postaraj się rozluźnić i zrelaksować, a narty same zaczną płynąć.

mar 222008
 

Kombajn zbożowy

Można odnieść wrażenie, że podczas skrętu telemarkowego bardziej istotną rolę pełni narta przednia. Nie do końca jest to prawdą. Rzeczywiście, na początku łatwiej jest początkować skręt nogą przednią i tak powinny chyba przebiegać pierwsze ćwiczenia. Niemniej jednak dalsze postępy w dużej mierze uzależnione są od tego co robi się z nogą zakroczną.

Okazuje się, że przy pewnym poziomie umiejętności łatwej inicjuje się skręt nogą tylną. Do wykonania tego skrętu nie wykonuj zbyt głębokiego przyklęku. Wyobraź sobie, że zamiast skręcać stopę nogi przedniej (poprzez wypchnięcie pięty na zewnątrz), co wiąże się z dość dużym wysiłkiem, nieznacznie skręcasz – ale stopę nogi tylnej i to w kierunku przeciwnym do zamierzonego skrętu. Ruch ten wiąże się z lekkim wypchnięciem kostki nogi tylnej do wewnątrz skrętu, co powoduje odpowiednie krawędziowanie narty.

Widziałeś(-łaś) kiedyś kombajn zbożowy? Dwa wielkie przednie koła, i dwa maleńkie tylne. To właśnie tylne koła są skrętne i mimo że takie małe, z powodzeniem sterują wielkim kombajnem. Tylne koła skręcają się, rzecz jasna, w kierunku przeciwnym do kierunku skrętu. Analogia wystarczająco jasna? Mam nadzieję, że tak.

Dodam jeszcze, że nie wpadłem na tą technikę analizując pracę kombajnu. Po prostu wyczytałem to na jakiejś stronie internetowej i niech Bóg wynagrodzi w dzieciach autorowi tamtej porady, to naprawdę działa! Olbrzymia różnica w jeździe.

„Skręt niezmienionej nogi”

Niesposób przecenić zalet prawidłowego (tzn. równomiernego) dociążania obydwu nart w trakcie jazdy telemarkiem. Błędy w tym zakresie są przyczyną znacznie większej liczby problemów z techniką niż by się to pozornie wydawało, dlatego też warto poświęcić trochę czasu i popracować nad tym elementem. Bardzo ciekawym ćwiczeniem jest wykonywanie skrętu bez zmiany nogi prowadzącej, czyli mówiąc bardziej obrazowo skręt w lewo wykonujemy z wysunięta prawą nogą, a skręt w prawo również z wysuniętą prawą nogą. Ta ewolucja (w 100% wykonywalna nawet przy dużej prędkości) nie jest zbyt przydatna przy normalnej jeździe, jednak doskonale podkreśla ogromne znaczenie dociążenia tylnej narty przy wykonywaniu skrętu. Jeśli po kilku próbach nie jesteś w stanie wykonać tej dziwnej ewolucji to znaczy, że masz kłopoty ze swoją telepozycją i koniecznie musisz zwrócić uwagę na równomierne obciążenie obydwu nart.

Telemarkiem kieruje się z tylnego siedzenia

Równomierne obciążenie nart w telemarku jest bardzo ważne – w im trudniejszych warunkach jedziemy, tym ważniejsze. Ponieważ narciarz ma naturalną tendencję do przenoszenia ciężaru ciała na przednią nogę, dlatego bardziej powinien skupić się na dociążeniu tylnej. Efektem jest przesunięcie całego tułowia do tyłu. O ile można powiedzieć, że narciarz jadący techniką alpejską „siedzi na przednim siedzeniu”, czasami nawet „nieco wisi na kierownicy”, o tyle telemarkowiec powinien „kierować autem z tylnego siedzenia”. Taka pozycja umożliwi prawidłowe dociążenie tylnej narty.

mar 122008
 

Jazda w głębokim śniegu

Jazda w głębokim śniegu jest sztuką samą w sobie i wymaga sporych umiejętności. Poniżej znajdziecie bardzo cenne uwagi Grześka zebrane podczas któregoś z wyjazdów:

„… Ze względu na imponujące opady śniegu w tym czasie udało mi się pojeździć nieco więcej w świeżym, kopnym śniegu. Dogodnych stoków do takiej jazdy tam nie brakuje. W niektórych miejscach śniegu było tyle, ze wykonując skręt z przyklękiem (oczywiście) musiałem podnosić rękę bliższą stoku, żeby nie grzęzła w śniegu. Po prostu czasami zdarzało się, że śniegu miałem po pachy! Wyobraźcie sobie co się dzieje, gdy wtedy się człowiek wywali – totalna niemoc, czasami połączona z bezdechem wywołanym przez sporych rozmiarów gluta śnieżnego w jamie ustnej (nauczyłem się potem przy wywrotce zamykać usta). Przeważnie jednak śnieg sięgał zaledwie do pasa i o jeździe w takich warunkach co nieco opowiem.

Już przy pierwszych próbach wyszła jedna bardzo istotna sprawa. Zawsze wydawało mi się, że podczas jazdy równo obciążam narty, czyli nie robię pozycji szpadzisty. I generalnie tak chyba jest, ale w głębokim śniegu „generalnie” to za mało. Okazało się, że zmieniając nogę prowadzącą, bardzo często zdarzało mi się przez pewien okres czasu niedociążać tylnej nogi. Efektem tego jest prawie zawsze tzw. „tip dive” (nurkowanie przodu narty), który nieuchronnie kończy się wywrotką. Niedociążona tylna narta w głębokim śniegu zaczyna pochylać się do przodu, zbiera coraz więcej śniegu w swojej przedniej części, natomiast tył narty siłą rzeczy się wynurza. Potem jeszcze sekunda i jedziemy z całym ciężarem na narcie przedniej i z tylną nartą w poprzek kierunku jazdy wlokąc ją za sobą, po czym następuje upadek. Tak ciekawe zachowanie niedociążonej tylnej narty bierze się z istoty jazdy w głębokim śniegu – podczas takiej jazdy nie jedziemy po twardej powierzchni, tylko płyniemy w dosyć grubej warstwie poduszki śnieżnej. Głęboki śnieg jest bardzo bezwzględny dla „szpadzistów”, więc obciążajcie równo nogi, może nawet na początku trochę więcej ciężaru na tylną nartę…

Głęboki śnieg ma swój rytm. Jadąc w takim śniegu unosimy się na czymś w rodzaju poduszki śnieżnej. Taka poduszka w zależności od rodzaju śniegu jest bardziej lub mniej miękka i sprężynuje z odpowiednią częstotliwością. Można ten rytm spróbować wyczuć np. jadąc na wprost i rytmicznie dociążając narty. Poczujemy wtedy, że na nasze dociążenie śnieg z niewielkim opóźnieniem odpowiada. Jeżeli wyczujemy ten rytm to powinniśmy go wykorzystać do skrętu. Najlepiej się jedzie w puchu właśnie w rytmie śniegu. Najprzyjemniej się jedzie, gdy wykonuje się skręt na każdy takt śniegu, niemniej jednak taka jazda wymaga sporo wprawy. Mnie udało się to pod koniec pobytu kilka razy i jest to coś niesamowitego – do tego został stworzony telemark. Na początku jednak można sobie uprościć naukę i starać się wykonywać skręt co np. 4 takty śniegu, a miedzy skrętami małymi kompresjami starać się wyczuć ten rytm. Chodzi o to aby sprężystość śniegu pomogła w odciążeniu nart i wyjściu ze śniegu, co z kolei jest konieczne do wykonania w miarę krótkiego skrętu.

Jeszcze jedna sprawa i dotyczy ona zarówno telemarku jak i techniki alpejskiej. Często się da słyszeć twierdzenie, że jadąc w głębokim śniegu należy ciężar ciała trzymać bardziej z tyłu. To nieprawda – pozycja ciała powinna być zrównoważona. Musimy jednak przenieść ciężar ciała do tyłu w momencie wjeżdżania w głęboki śnieg. I nie wynika to tylko z faktu, że głęboki śnieg stawia dużo większy opór i możemy spodziewać się szarpnięcia do przodu, ale również dlatego, że jadąc w głębokim śniegu narty są bardziej poziomo niż podczas jazdy na twardym śniegu (patrz rysunek).

 

Jest tylko jeden smutny aspekt jazdy w głębokim śniegu (no może oprócz zagrożenia lawinowego); ciężko w Polsce trafić na taki śnieżek i do tego jeszcze być w pobliżu odpowiednio nachylonego stoku, a stok musi być stromy – bez dwóch zdań. …”

mar 022008
 

Nie mam ambicji uczynienia z poniższego tekstu kompletnego podręcznika jazdy telemarkiem. Jeżeli chcesz nauczyć się tej techniki jazdy na nartach powinieneś(-aś) zaopatrzyć się w podręcznik z prawdziwego zdarzenia (patrz Literatura) lub wybrać się do szkoły telemarkowej z prawdziwego zdarzenia (patrz Szkoły). Niemniej jednak poniższy tekst może posłużyć wszystkim początkującym albo zainteresowanym za wstęp.

Ogólne porady

W zasadzie nauka jazdy na nartach nigdy się nie kończy i zawsze można zdobyć nowe umiejętności a dotychczas opanowane udoskonalić. Jeśli chcesz się nauczyć jeździć telemarkiem lub poprawić swą technikę to pamiętaj o następujących źródłach informacji i metodach:

  • na temat telemarku zostało napisanych kilka dobrych książek zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych – tutaj znajdziesz ich recenzje napisane przez czytelników;
  • bogatym źródłem wiedzy jest Internet – przejrzyj tych kilka godnych polecenia witryn;
  • nic nie zastąpi jednak porady doświadczonych narciarzy, więc zapisz się do telemarkowej listy dyskusyjnej, a z pewnością ktoś odpowie na Twoje pytania;
  • znajdź kogoś kto już jeździ telemarkiem i niech wtajemnicza Cię na stoku, to kolejny powód żeby zapisać się do telemarkowej listy dyskusyjnej, gdzie poznasz ludzi którzy mogą Ci pomóc;
  • wybierz się na któraś z telemarkowych imprez
  • oglądaj filmy z innymi narciarzami a sporo się możesz nauczyć – jest tego dużo w Internecie;
  • analizuj własną technikę – pomoże Ci w tym nagranie filmu z sobą w roli głównej; będziesz zdumiony, gdy zobaczysz jak wiele błędów możesz wychwycić i skorygować oglądając samego siebie;
  • gdy już nagrasz film możesz go przesłać nam na adres kontakt@telemark.pl lub możesz samemu umieścić go na youtube:
    1. wejść na youtube.pl
    2. zalogować się:
    login: telefilmy@op.pl
    hasło: telemark.pl
    3. Zamieścić film (opcja „prześlij film”)
    4. Wysłać wiadomość na forum telmarkowym (najlepiej z linkiem do filmu i nazwą filmu w tytule maila) – komentarze i dyskusje będziemy prowadzić na forum (a nie przy pomocy komentarzy w youtube) – tak będzie wygodniej

Stok

Do nauki jazdy telemarkiem wybierz dobrze przygotowany stok, ubity, bez lodu, o niewielkim nachyleniu, jednak wystarczająco pochyły, żeby móc nabrać wystarczającej prędkości. Pamiętaj: skręcanie przy zbyt małej prędkości jest niejednokrotnie tak samo technicznie trudne jak przy zbyt dużej, więc nie bój się i dobierz odpowiednią prędkość.

Po co każdemu narciarzowi są wywrotki…

Po drugie, nie zrażaj się upadkami. Bez wielu upadków nie da się nauczyć dobrze i pewnie jeździć na nartach, ani telemarkiem, ani na zjazdówkach. Jeżeli nie wywrócisz się, nie będziesz wiedział(-a) jak zapobiegać upadkowi. Jazda bez upadków, szczególnie na początku kariery narciarza oznacza przeważnie, że nie robi już znaczących postępów, nie ma na nie nawet szansy, gdyż jeździ się zbyt asekuracyjnie.

Pierwsze kroki

Naukę telemarku proponujemy rozpocząć od przyzwyczajenia się do nowych nart. Jeżeli jeździłeś(-łaś) wcześniej na zjazdówkach, a nie miałeś(-łaś) do czynienia np. z biegówkami to problemem może być na początku nawet zwyczajne ustanie na nogach przez dłuższą chwilę, czy też kilka kroków.

Dobrym ćwiczeniem jest jazda na wprost (bez żadnych skrętów) po niewielkiej pochyłości. Podczas jazdy powinno się ćwiczyć odpowiednią pozycję telemarkową, tzn. ten charakterystyczny przyklęk. W rzeczy samej – bardzo głęboka pozycja telemarkowa przypomina do złudzenia przyklęknięcie na jedno kolano. Podczas najgłębszego przyklęku obie nogi powinny być zgięte w kolanie pod kątem 90 stopni, a tułów wyprostowany.

Uwaga! Nigdy nie rób pozycji szpadzisty (sylwetka mocno pochylona do przodu w wyklęku, większość ciężaru ciała na nodze przedniej, noga tylna bardziej wyprostowana w kolanie niż przednia). To bardzo poważny błąd, gwarantujący w dodatku szybką, efektowną i nie zawsze przyjemną wywrotkę. Tak więc trzymaj tułów prosto, ciężar ciała równo rozłóż na obie nogi (możesz nawet minimalnie bardziej obciążyć tylną) i staraj się wykonywać podczas jazdy na wprost rożnej głębokości przyklęki – raz na jedną, raz na drugą nogę.

Nie martw się i nie łam się

Na tym etapie każdemu początkującemu telemarkowcowi przyda się pewna rada: gdy tracisz równowagę nigdy nie próbuj ratować się podpierając się rękami. To nic nie da, a można nabawić się kontuzji. Gdy podpierasz się ręką, w której trzymasz kijek, bardzo narażasz kciuka. Najdobitniej o tym świadczą liczby. W ciągu pierwszych trzech lat jeżdżenia telemarkiem miałem 3 razy pękniętego kciuka, a wybitego – nie zliczę. Niewiele gorszy w statystyce jest mój brat. Gdy zauważyliśmy na czym rzecz polega i przestaliśmy podpierać się rękami przy utracie równowagi, kontuzje się skończyły. Od dwóch lat nie mieliśmy, odpukać, takich problemów. W sumie jest to dosyć uciążliwa kontuzja utrudniająca w znaczący sposób późniejsze ewolucje – bez sprawnego kciuka nie można za bardzo wykorzystywać kijków, co podczas jazdy na nartach (nie tylko telemarkiem) generalnie prowadzi do zmniejszenia efektywności jazdy. Tak więc róbcie co chcecie, gdy tracicie równowagę, ale nie podpierajcie się rękoma.

Pierwszy skręt

Przyznam szczerze, ze sam do końca nie wiem jak to się dzieje, że skręcam gdyż odgrywa tutaj rolę bardzo wiele czynników: wszystkie które można wyszczególnić w technice alpejskiej plus jeszcze kilka innych, typowo telemarkowych. Nie będę przeprowadzał szczegółowej analizy, to temat na pokaźnych rozmiarów książeczkę, nie na miarę tego artykuliku.

Wspomnę tylko o najważniejszych sprawach, szczególnie z punktu widzenia początkującego. Pierwsze skręty spróbuj wykonać na dobrze przygotowanym, niezbyt nachylonym stoku, przy średniej prędkości. Jeżeli stok jest zbyt pochyły rozpocznij jazdę lekko w skos stoku i staraj się wykonać skręt do stoku (pod górę – tak aby się zatrzymać). Wykonaj średniej głębokości przyklęk telemarkowy – pamiętaj o prawidłowym obciążeniu nart! Noga przednia w skręcie jest jednocześnie nogą zewnętrzną skrętu. Pochylając do wewnątrz kolano nogi przedniej postaraj się wypchnąć piętę nogi przedniej na zewnątrz tak, aby zrobić bardzo rozciągnięty (do przodu) pług i wprawić przednią nartę w ślizg. Przód narty tylnej, gdy zaczniesz skręcać, powinien oprzeć się na narcie przedniej i pozycja powinna się ustabilizować. W takim skręcie możesz wytrzymać aż do zatrzymania, lub odpowiednio wcześnie wyprostować, zmienić przyklęk na przeciwny (nie brzmi to trochę dziwnie? Dla mnie tak…) i wykonać skręt analogicznie, tylko w drugą stronę.

Gdy już wykonasz skręt zastanów się w jaki sposób były nachylone obie narty podczas tej ewolucji? Czy odbyła się ona generalnie na krawędziach wewnętrznych nart, czy może obie narty utrzymane zostały na tej samej krawędzi (np. obie narty na prawych krawędziach)? Powinieneś dążyć do tej drugiej sytuacji, aczkolwiek nie oznacza to do końca, że sytuacja pierwsza zawsze jest niepoprawna. Druga sytuacja zbliża nas do jazdy równoległej telemarkiem, do szybszej i mniej męczącej jazdy.

W celu lepszego poznania całego bogactwa skrętu telemarkowego (odciążanie, przeciwskręt, wyprzedzenie, wygięcie boczne, praca kolanem) proponuje sięgnąć do wymienionej na początku tekstu literatury. Z pewnością łatwiej zrozumieć niuanse techniki, gdy do dyspozycji ma się również ilustracje.

Kłopoty z tylną nartą

Bardzo często, duże trudności sprawia zapanowanie nad tylną nartą w trakcie skrętu. Objawia się to zazwyczaj niedokańczaniem skrętu telemarkowego – dostawianiem w ostatniej fazie zakrocznej narty zamiast utrzymaniem jej z tyłu. Często powodem tego może być przyzwyczajenie do techniki alpejskiej. Jednak niejednokrotnie problemem jest złe krawędziowanie tylnej narty – tak było i w naszym przypadku. Zamiast poślizgu bocznego tylnej narty (niezbędnego przy bardziej równoległej jeździe telemarkiem), narciarz zacina tylną nartę (wewnętrzną krawędzią) i to nie pozwala mu dokończyć skrętu. Rozwiązaniem może być kilka ćwiczeń, np. ćwiczenie ześlizgów (wybierz bardziej pochyły stok, dobrze przygotowany, ubity śnieg i staraj się ześlizgiwać w dół stoku bokiem cały czas zachowując pozycję telemarkową). Dalszym ćwiczeniem jest wykonywanie tylko ostatniej części skrętu – wielokrotnie (ustaw się ukośnie do stoku i rozpocznij jazdę, zrób wyklęk i zakręć w górę stoku (nie w dół!) aż do zatrzymania cały czas pamiętając o dobrej pozycji i prawidłowym obciążeniu nart). Gdy to już dobrze wychodzi proponuję stopniowo zmieniać kierunek startu, tak aby wykonywać bardziej pełne łuki.

Radzę również nie zapominać o niedocenianej ewolucji, jaką jest pług telemarkowy (odsyłam do wspomnianej literatury). Elementy tego skrętu wielokrotnie przydawały mi się w trudniejszych sytuacjach i warto czasami go sobie przypomnieć.