Grzesiek Rogowski

sty 242021
 
IMG_20210121_093124sm

Rozpoznanie bojem warunków śniegowych na Rogaczach, Międzyradziejówkach i Suchej Dolinie. Halny suszy i grzeje więc śnieg coraz cięższy. Dziwny efekt, bo na południowych stokach drzewa ciągle ośnieżone i śnieg bardziej zmrożony a na północnych -czyli z tej strony gdzie Halny się rozpręża- drzewa już bez śniegu, śnieg lepki. Zjazd z Wielkiego Rogacza do Roztoki ciężki, drugi z Międzyradziejówek znacznie lepiej, ale niżej na stromszym już bardzo ostrożnie bo haczymy o kamienie. Zjazd z Rogacza w kierunku Obidzy nartostradą malowniczy. Na deser Sucha Dolina – powrót do korzeni – wzdłuż „nowego” wyciągu – miodnie – na polanach da się jeździć.

 

lut 152020
 
IMG_20200131_125850-002

Oczekiwania były niskie. Ciepła zima, brak większych opadów śniegu, +5 stopni w prognozach na nadchodzący wyjazd w Alpy. Byle było trochę słońca, śnieg na trasach na pewno będzie. Ale rzeczywistość okazała się o wiele łaskawsza niż się spodziewaliśmy. Pełne, wypasione, telemarkowe oranie poza trasami. Zillertal styczeń 2020.

 

sty 182020
 

Witajcie w NASZEJ bajce:)

Nadchodzi luty, więc czas na spotkanie w znakomitym gronie.

Co to jest TELEMARK?
Telemark to kawał dobrej skandynawskiej historii, to gracja poruszania sie na nartach, to klasa, to elitarność, to wtajemniczenie.
Telemark to styl, to przyjaźnie, to dobra zabawa, to z pewnością nie anonimowość.
Telemark to …. (dobra już kończę i przechodzę do szczegółów)

Wszystkich tych, którzy szukają czegoś nowego, odmiennego, nietypowego jak również tych, którzy już to odkryli a są na tyle ambitni, by wznieść swoje umiejętności hen hen na wyżyny i spotkać się w miłym gronie ZAPRASZAMY!

Zapraszamy na stoki Szkoły Narciarskiej Ząb.
Warsztaty rozpoczynamy 30.01.2020 a zakończymy 01.02.2020 r.

W dniu 02.02.2020 bardziej zwariowani i mający zacięcie sportowe będą mogli wziąć udział w zawodach „GIGANT telemarkiem”. Gwarantowana gigantyczna dawka adrenaliny i dobrej zabawy.

Zapisy na warsztaty w biurze szkoły pod nr tel: 602 400 110 (najlepiej dużo wcześniej by rozpisać grupy w zależności od poziomu zaawansowania).

Na miejscu działa dobrze wyposażona wypożyczalnia sprzętu telemarkowego jak i serwis, wiec brak sprzętu nie stanowi problemu w realizacji swojego MARZENIA.
Informacje odnośnie warsztatów oraz sprzętu pod nr 609254563 (tylko sms) lub mailowo lasso01@interia.pl

Serdecznie ZAPRASZAMY!!!
No i do zobaczenia w przyklęku:)

Serdecznie zapraszamy również na indywidualne oraz grupowe zajęcia nauki telemarku.
Oferta aktualna aż do wyczerpania „białego”;)

 

https://www.facebook.com/events/285712152389651/

Harmonogram
czwartek, 30 stycznia 2020
  • 18:00 – 21:00 ABC telemarku czyli ” Co mi przyszło do głowy”
piątek, 31 stycznia 2020
  • 18:00 – 21:00 ABC i D telemarku czyli „O rany, nie taki wilk straszny”
sobota, 1 lutego 2020
  • 18:00 – 21:00 Tyczki czyli „F1 to przy tym pikuś”
niedziela, 2 lutego 2020
  • 10:00 – 16:00 Gigant czyli „Jestem demonem prędkości”
82766754_10215745549011528_784804182698754048_o
sty 032020
 
IMG_20191230_114520

Postanowiliśmy powtórzyć skuces zeszłorocznego narciarskiego wypadu w okolice Kasprowego nim ruszą wyciągi. Udało się. Tym razem co prawda prawie miesiąc później niż rok temu i trochę mniej śniegu ale dla szukającego nic trudnego. 3 razy Gąsienicowy, wycof przez Goryczkowy. Narciarzy w Gąsienicowym zero, tylko stonka na grani. Potem pojawili się skiturowcy ale tylko po to, by przejść na Goryczkowy. Cały Beskid dla nas. Śnieg świeży, miękki, średnio ciężki, bez podkładu. Nierzadko 1.5m przepadające aż do gruntu. Jazda super.

 

lut 202019
 

 Szkoła Słoneczna Dolina zaprasza Was na solidną dawkę dobrej zabawy przepełnionej sportowa rywalizacją – Zawody w stylu retro o Puchar Burmistrza Piwniczna Zdrój Sucha Dolina (24 lutego 2019, godzina 13:00) aż w trzech konkurencjach:
▪️Alpejska
▪️Telemark
▪️Zjazd na byle czym

W konkurencji alpejskiej podział na kategorie wiekowe (wg rocznika urodzenia):
▪️2014-2009
▪️2008-2004
▪️2003-1999
▪️1998-1989
▪️1988-1979
▪️1978-1969
▪️1968 i wczeniejsze

Konkurencja Telemark podzielona będzie wyłącznie ze względu na pleć, natomiast Zjazd na byle czym odbędzie się bez podziałów – tu liczy się fantazja.

Przebranie w stylu retro gwarantuje zwolnienie z opłaty startowej (20 zł).

Najbardziej oryginalne przebranie w stylu retro zostanie uhonorowane wyborem na Królową i Króla Pucharu Burmistrza Piwnicznej Zdrój Sucha Dolina 2019.

 

Formularz zapisu do zawodów:
https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSeDEN2NbmzkuS1yKcxNxkAcJn7uPuSOuO4P01x8eKu730diyg/viewform?fbclid=IwAR0K-6W3jauyP30mqMiFi_-KnO9E0aCMFCA7JAjMnQaCNuu5l8tIkGDQZMI

 

Dzięki naszym niesamowitym Sponsorom (Urząd Miasta i Gminy Piwniczna Zdrój, Ski Hotel, Rezydencja Leśny Dwór) ogłaszamy dodatkową atrakcję:
Każdy uczestnik biorący udział w Zawodach, obecny na ceremoni zakończenia o godz. 18 w Ski Hotel wezmie udział w losowaniu dodatkowych 1️⃣0️⃣ nagród rzeczowych.????
Do grona naszych zacnych sponsorów dołączyła także firma Ultrek, producent wyjątkowej odzieży turystycznej z dzianin POLARTEC®, która ufundowała nagrody rzeczowe, bez których na stoku ciężko się obejść!!!

WARTO BYĆ Z NAMI DO KOŃCA!

 

52748195_2033352483399718_2619673220105633792_o

regulamin zawodów 1

regulamin zawodów 2

regulamin zawodów 3

 

sty 242019
 
DSC09071-002

Trzy dni na nartach podczas Polskiego Spotkania Telemarkowego to za mało. Korzystając z doskonałej aury przedłużyliśmy urlopy o poniedziałek i wybraliśmy się jeszcze raz ujeżdżać północne stoki w okolicy Hali Łabowskiej. Tak jak w piątek zjazdy z Wierchu nad Kamieniem, ale tym razem w stronę Składzistego (pn-pn-zach). Dzień wykorzystany na maksa.

gru 062018
 

Od ubiegłego roku istnieje możliwość zdobywania  stopni instruktorskich w zakresie narciarstwa telemarkowego dla osób nie posiadających kwalifikacji z narciarstwa zjazdowego. Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN – Komisja Szkolenia Telemarku stworzyła ramy programowe pozwalające na osiągnięcie poszczególnych etapów szkolenia od stopnia Instruktora Telemarku SITN/ Pomocnika Instruktora SITN PZN do stopnia Instruktora Wykładowcy Telemarku SITN PZN.

Na poniższym diagramie macie możliwość zapoznania się z etapami kształcenia.

SITN kursy

Dodatkowym wymaganym elementem kształcenia, który nie został ujęty, jest konieczność ukończenia Kursu Teoretycznego przed uzyskaniem stopnia Instruktora Telemarku PZN. Określenie poszczególnych poziomów umiejętności stanowić będzie podstawę do stworzenia Ramy Kwalifikacji Zawodowych w Telemarku, otwierając tym samym możliwość unifikacji stopnia instruktorskiego telemarku na terenie  Unii Europejskiej.

Wszystkie osoby zainteresowane prosimy o kontakt z biurem SITN PZN w Krakowie (www.sitn.pl) lub pod nr tel. 512364385.

Piotr Kapustianyk – Przewodniczący Komisji Szkolenia Telemarku SITN PZN

mar 262018
 
P8810840thumb

Piątkowa akcja zakończona sukcesem; ostatecznie zrobiliśmy tak: Kuźnice; Marcin, Bakteria i Paweł z buta nartostradą do Murowańca a ja z Wojtkiem kolejką na Kaspro, potem Beskid i zjazd z Beskidu, trawers pod Liliowe, do Murowańca. Od Murowańca razem Zawrat, zjazd do Piątki, z powrotem na Zawrat, Murowaniec i z powrotem do Kuźnic nartostradą z Gąsienicowej.

Do przełęczy pod Nosalem z buta bo kamole i przetarte, powyżej wszędzie śnieg. Warunki śniegowe górna część Beskidu trochę twardawa i przewiany, niżej miękcejszy i lekko przewiany a w kotle super puch (~20cm). Zawrat od Gąsienicowej warunki bardzo dobre – głęboki, świeży, w miarę sypki śnieg – góra Zawratu zadeptana ale bez betonów. Od Zawratu do Piątki słońce przygrzewało, cienka warstwa miękkiego, przytopionego, ale nie przepadającego – przyjemny od zjazdu, przy powrocie przyszły chmury i zaczęło robić delikatną szreń na tamtych stokach.
Bardzo udany wypad. Tłumek piechoty na dole, ale wyżej luz. Słońce i praktycznie bez wiatru.

 

A tutaj trochę zdjęć:

https://photos.app.goo.gl/V3wXPoJ8oVID67Tt1

gru 032017
 
DSC04642-001_thumb

Sezon w Tatrach wystartował. Sebastian, Wojtek i ja w krótkim montażu z piątkowego wypadu na Kasprowy; wyciągi jeszcze nie ruszyły, więc dzikich tłumów nie ma, chociaż skiturowców nie brakuje. 40cm świeżego śniegu na gruby podkład, stoki Beskidu i Pośredniego Goryczkowego czekają, żeby założyć własne linie. Wyskakujemy na górę kolejką, potem już z foki – kilka niezapomnianych zjazdów oraz wschód Księżyca i zachód Słońca na Pośrednim Goryczkowym jednocześnie. No i rura na dół, żeby przy latarce nie zjeżdżać.

 

 

lut 282017
 
meidjo_vs_outlaw

W końcu pokusiłem się o porównanie pracy dwóch wiązań w systemie NTN: Outlaw amerykańskiej firmy TwentyTwoDesigns oraz Meidjo francuskiej firmy M-Equipment. Obydwa wiązania umożliwiają regulację stopnia aktywności wiązania, poprzez dokręcenie sprężyn odpowiadających za aktywność. Dodatkowo w Meidjo aktywność można podnieść wsuwając dodatkowy komplet mniejszych sprężyn w światło istniejących (większych) – te dodatkowe sprężyny są w komplecie. W Outlaw natomiast można wymienić istniejące sprężyny na sztywniejsze (trzeba dokupić).

Zarejestrowałem zachowanie zestawu dla skrajnych ustawień dla każdego z wiązań, czyli:

  • Outlaw, wersja large, standardowe sprężyny (żółte), ustawienie najbardziej miękkie, pierwsza podziałka
  • Outlaw, wersja large, standardowe sprężyny (żółte), ustawienie najbardziej twarde, ostatnia podziałka
  • Meidjo, pojedyncze sprężyny, ustawienie najbardziej miękkie, pierwsza podziałka
  • Meidjo, podwójne sprężyny, ustawienie najbardziej twarde, ostatnia podziałka

Warto zaznaczyć, że Outlaw w wersji large standardowo ma po dwie żółte sprężyny na jedno wiązanie – jedna większa, druga mniejsza wchodząca w światło tej większej. Outlaw w wersji small ma tylko jedną sprężynę zamontowaną, druga sztywniejsza jest w zestawie na podmianę. Testowane wiązanie było w wersji large z obydwoma sprężynami założonymi, czyli tak, jak fabryka dała (można byłoby zmiękczyć wiązanie usuwając tę mniejszą sprężynę). Jak to wygląda można zobaczyć tutaj.

Zaczynając ten prosty test spodziewałem się, dosyć ciekawych wyników, znaczących różnic zarówno pomiędzy obydwoma wiązaniami jak i pomiędzy poszczególnymi ustawieniami. No i się zawiodłem…

 

 

Okazuje się, że obydwa wiązania – praktycznie niezależnie od ustawień – zachowywały się bardzo podobnie; można zaobserwować  3 fazy pracy zestawu wraz z pochylaniem kolana:

  1. kompresja harmonijki buta
    • w tej fazie przednia część buta pozostaje płasko, osławiony kłąb palucha dociśnięty do narty
    • następuje to natychmiast, bez charakterystycznego luzu w początkowej fazie jak to ma miejsce we wiązaniach NN75
  2. praca wiązania (harmonijka w pełni skompresowana)
    • w tej fazie dalsza kompresja harmonijki nie jest już możliwa
    • kłąb palucha zaczyna się unosić w miarę pochylania kolana
    • widać dalszą kompresję sprężyn wiązania, aż do końca ich zakresu ruchu
  3. gięcie narty
    • w tej fazie wiązanie jest pochylone maksymalnie i harmonijka maksymalnie skompresowana
    • dalsze pochylenie kolana, aż do dotknięcia narty możliwe jest wyłącznie dzięki temu, że narta się ugina

 

Tak więc nuda :) Nic tak spektakularnego jak choćby porównanie skrajnych ustawień wiązania Hammerhead. Ale koniec końców to chyba jednak dobrze; tak właśnie powinien zachowywać się dobrze zestrojony zestaw telemarkowy – kłąb palucha jak najdłużej przy narcie, czyli najpierw kompresja harmonijki, potem dopiero kłąb palucha zaczyna się unosić wraz z resztą buta.

To oczywiście nie oznacza, że odczucie pomiędzy wiązaniami i różnymi ustawieniami jest takie samo, zdecydowanie nie! Czuć wyraźną różnicę aktywności pomiędzy testowanymi ustawieniami, przy czym różnica aktywności dla Meidjo jest większa, zapewne dlatego, że porównujemy pojedynczy zestaw sprężyn z podwójnym, a w Outlaw tylko jeden. Tak więc zakres aktywności Meidjo był większy, ale Outlaw mimo tego jest bardziej aktywnym wiązaniem. Nie miałem do dyspozycji sztywniejszych sprężyn do Outlaw, ale przyznam się, że byłby to czysto akademicki test, bo moim zdaniem standardowe żółte są wystarczająco aktywne – ale uwaga, dla butów Scarpa TX Pro, które są dosyć miękkie. Być może sztywniejsze sprężyny mają sens np. dla Scarpa TxComp.

Meidjo, co można zaobserwować w filmie, umożliwia też większy zakres pracy wiązania niż Outlaw; w Meidjo można wykonać głębszy przyklęk nim dobije się do końca wiązania (początek 3ciej fazy) – to bardzo miła cecha tego wiązania, chociaż w praktyce zakres pracy Outlaw również jest wystarczający – na stoku nie odczuwam dyskomfortu z tym związanego. Szkoda mimo wszystko, że nie ma pełnej ruchomości, jak to jest we wiązaniach NN75.  Moim optymalnym ustawieniem dla Meidjo są podwójne sprężyny, ale skęcone tylko na 1szą podziałkę, dzięki temu uzyskuje się dodatkowe zakres pracy wiązania.

Porównując oba wiązania do Hammerheada; moje subiektywne odczucie jest takie, że Meidjo daje aktywność z zakresu 3-4,5 HH, a Outlaw 4-5HH (pewnie z jedną sprężyną byłoby mniej), ale to takie porównanie na pamięć bardziej, bo nie mam już żadnych nart z Hammerhead’mi, no i buty są inne siłą rzeczy. Dodatkowo na odczucie mocno wypływa fakt, że obydwa wiązania (jak zresztą chyba wszystkie wiązania NTN) aktywują się przy najmniejszej próbie pochylenia kolana, gdzie praktycznie wszystkie wiązania NN75 (w tym Hammerhead) mają niewielki luz na początku.

 

Poniżej jeszcze krótki film który pokazuje na czym polegają problemy z wypięciem się z Meidjo:

 

 

Pierwszy błąd to po odblokowaniu kłów unieść but do góry. Wiązanie wtedy pozostaje w uniesionej pozycji (przygotowane do step-in) i w takiej pozycji pięta buta zawadza o śruby sprężyn uniemożliwiając gładkie wypięcie się.

lut 182015
 
zebra

Dwa dni w lutym spędzone w okolicy Przehyby (Pasmo Radziejowej – Beskid Sądecki) na Zgrzypach; ładna pogoda, śnieg, przestronne bukowe lasy i odpowiednie nachylenie, do tego koledzy chętni do łażenia i zjeżdżania. A oto efekt:

 

Zdjęcia z tych dni można znaleźć tutaj:
2015-02-11 Zgrzypy z Marcinem i Tomkiem
2015-02-11 Zgrzypy Zgrzypy Skitura z Grześkiem i Tomkiem

2015-02-13 Zgrzypy po raz drugi – z Wojtkiem i Pawłem

sty 162015
 
szaszlyczki_miniatura

Tak się akurat składa, że zdecydowana większość gór zarówno w Polsce jak i okolicznych jest porośnięta lasami. Olbrzymi potencjał ciekawych stoków i terenów do chodzenia i zjeżdżania. Aby jednak w pełni wykorzytać to dobrodziejstwo w zimie powinniśmy być przygotowani na poruszanie się i zjazdy w takim terenie.

Oczywiście jazda w zalesionych górach ma oczywiste wady w stosunku do „łysych” albo „łysiejących” gór; przede wszystkim fakt, że możemy pocałować drzewko znacznie mocniej niżbyśmy to chcieli, ale również utrudniona nawigacja i orientacja w terenie, ograniczenie prędkości. Z drugiej strony las ma swoje niezaprzeczalne zalety; śnieg w lesie zachowuje znacznie dłużej dobre walory zjazdowe niż to ma miejsce w odkrytym terenie, gdzie znacznie łatwiej o śnieg przewiany, wywiany, szreń czy lodoszreń. W lesie nierzadko nawet tydzień po opadzie śniegu ciągle mamy bardzo dobre warunki do zjazdu, czego nie można powiedzieć o eksponowanych stokach.

Jaki las?

Oczywiście najprzyjemniejsze do zjazdu są stare lasy bukowe.  Duże buki rosną w sporych odległościach od siebie, zwykle poszycie lasu jest ubogie albo go nie ma.

Szaszłyczki

Szaszłyczki – jak on do diaska przez to przejechał???

Dodatkowo pnie buków są gładkie, najczęściej bez bocznych gałęzi w dolnych partiach drzewa, czego niestety nie można powiedzieć o lasach jodłowych czy świerkowych. Jodły i świerki obfitują w „szaszłyczki” a ostatnią rzeczą o jakiej narciarz marzy to nadziać się na takowy. Ale na szczęście odległości w starszych lasach, również iglastych, są wystarczajco duże.

Sprzęt

Nim przejdę do sedna czyli do techniki jeszcze kilka słów o sprzęcie; podstawowa sprawa to gogle i kask. ZAWSZE zakładaj gogle do zjazdu w lesie. Narciarz zwykle ma wzrok skupiony stosunkowo daleko i po prostu nie widzi drobnych gałązek na wysokości twarzy, a porusza się podczas zjazdu szybko – szkoda byłoby w tak głupi sposób uszkodzić oczy.

Kask – mogę przypuszczać – bo na szczęście nigdy nie doświadczyłem – że garnek na głowie trochę pomoże w przypadku uderzenia o drzewo albo kamień. Natomiast jestem pewien, że dla wielu osób brak kasku na głowie przy zjeździe w lesie jest na tyle paraliżujący psychikę, że nie są w stanie w pełni wykorzystać potencjału i swoich umiejętności. Tak więc hełm na głowę!

Zachęcam też do ochraniaczy na kolana. Dobre ochraniacze praktycznie nic nie ważą i właściwie nie czuje się ich na nogach, a kolanko mogą uratować.

Narty – zdecydowanie skrętne, co nie oznacza wcale, że powinny mieć mocne taliowanie. Zwykle będziemy jechać w głębszym śniegu i wtedy zbyt mocne taliowanie narty tylko utrudnia jazdę.  Nartki z w miarę dobrą wypornością (proponuję nie schodzić poniżej 90mm pod butem) i miękkie podłużnie powinny dobrze się spisywać. Ale uwaga, sama skrętność to nie wszystko – jeżeli narty nie będą nam zapewniały wystarczającej stabilności, to kiszka.

Technika

Każdy rodzaj śniegu (głębszego) ma określoną jakąś minimalną prędkość zjazdu, poniżej której skręty (na sprzęcie jaki posiadamy) przestają się udawać – jazda zaczyna być bardzo siłowa, nie płyniemy tylko się mordujemy. Z drugiej strony boimy się rozpędzić z oczywistych powodów – przeszkód terenowych nie brakuje. Ale ostatecznie nie pozostaje nam nic innego, tylko pojechać odpowiednio szybko i wykonywać krótkie, precyzyjne skręty. Dopóki ich nie opanujemy to nie przekroczymy w lesie minimalnej prędkości śniegu i nici z przyjemnego zjazdu.

Pozycja

pozycjaZacznijmy od postawy telemarkowej. Powinniśmy utrzymywać wysoką, zwartą pozycję telemarkową, gdyż tylko taka umożliwia efektywny przeciwskręt (patrz tutaj) i błyskawiczne zmiany narty prowadzącej.

Kolana blisko siebie, musimy unikać bardzo głębokich przykęków, bądź też bardzo rozciągniętych. Chodzi tutaj zarówno o możliwość szybkiej zmiany narty prowadzącej jak i bardziej efektywne położenie narty do skrętu.

Plecy nieco zaokrąglone, lekkie pochylenie do przodu, ręce zawsze z przodu, dłonie w polu widzenia, tak jakbyśmy obejmowali jakąś większą piłkę plażową. Unikamy pozostawiania ręki i barku z tyłu po skręcie, bo to bardzo utrudnia wejście w następny skręt.

W żadnym wypadku nie prostujemy kręgosłupa, nie usztywniamy się, nie zastygamy w jednej pozycji. Pozostajemy rozluźnieni, ale gotowi do natychmiastowej reakcji.

 

Skręt

Zwykle będziemy potrzebować silnego przeciwskrętu (patrz tutaj). Góra ciała spokojna. Krótkie skręty i raczej w lini spadku stoku. Aby wykorzystać potencjał nart pozatrasowych musimy je w tych krótkich skrętach mocno kłaść na bok. Robimy to zarówno wygięciem bocznym, ale również mocnym wkładaniem kolana – kolana „oświetlają” następny skręt.

 

Na następnym wideo jeszcze wyraźniej widać wpływ włożenia kolana na promień skrętu. Po minięciu drzewka silnie wkładam lewe kolano do skrętu w prawo. Narty wykonują wiraż o promieniu ok. 1,5m , praktycznie bez ześlizgu – a na nogach mam G3 Rapid Transit, które mają talię ok. R20!!! W miękkim śniegu promień skrętu nie jest determinowany taliowaniem narty!

 

Wspominałem już o przeciwskręcie? Tak? Nie zaszkodzi jeszcze raz powtórzyć – potrzebny będzie PRZECIWSKRĘT!

Kilka wisienek…

…do tortu:  w głębszym śniegu można użyć elementu techniki WN – gdy głęboki śnieg oddaje energię i próbuje narciarza wyrzucić do góry, wtedy można mocno podciągnąć nogi dodatkowo zmniejszając nacisk i dużo szybciej wykonać rotację nart.

Czasami przydaje się umiejętność skrętu w odwróconej pozycji tele – gdy nie ma czasu na zmianę nogi prowadzącej, jak np. na tym ujęciu (mógłbym oczywiście zrobić zmianę nogi prowadzącej, ale wtedy czubek buta osiągnąłby w kulminacyjnym momencie prędkość ponaddźwiękową, powstałaby dzwiękowa fala uderzeniowa i obudziłbym wiewiórki):

 

I kilka mniej technicznych wisienek:

  • trzeba starać się patrzeć przynajmniej 1,5 skrętu do przodu i nie skupiać się tylko na tym wykonywanym;
  • patrzeć na trasę zjazdu jako luki między drzewami, zwracać uwagę na luki i wolne miejsce, a nie na drzewa – narciarz najczęściej jedzie tam gdzie patrzy;
  • uczyć się odróżniać różne pułapki (zwalone drzewo, przysypana gałąź, pień, młode drzewka, obudzone rozwścieczone wiewiórki)
  • przewidywać prędkość  – jazda w głębokim śniegu znacząco hamuje, ale wypadnięcie na przejeżdżony kawałek albo wjechanie w ślad powoduje gwałtowne przyspieszenie – i zarazem zwiększenie promienia skrętu.

A ćwiczenia warto przeprowadzać w otwartym terenie, potem dopiero przenieść się do lasu. Nic co prawda tak nie motywuje do wykonania niemożliwego wydawałoby się skrętu czy manewru, ale lepiej zostawić taką motywację na wyjątkowe okazje :)

Ps. Odnośnie jeszcze tej motywacji; popatrzcie sobie na ten antyczny film, gdzie Wojtek w pomponie i ze zbyt długimi kijkami wykonuje swoje pierwsze tele zjazdy w lesie – w pewnym momencie motywacja jest bardzo widoczna :)

gru 032014
 

Autor: Piotr Kapustianyk
wydawnictwo: SITN PZN, Kraków 2014

Doczekaliśmy się wreszcie w całości, z krwi i kości, polskiego opracowania dotyczącego telemarku. Jest nim podręcznik p.t. „TELEMARK – Program Nauczania Narciastwa Telemarkowego SITN PZN” autorstwa Piotra Kapustianyka.

W skład opracowania wchodzą:
- podręcznik
- mała książeczka – ściągawka
- płytka DVD

Zestaw już od początku sprawia dobre wrażenie, dobrej jakości papier, dużo ładnych zdjęć i ilustracji, tekst jest złożony przejrzyście.

Podręcznik zawiera cztery rozdziały.
Pierwszy – tradycyjnie: ‚Historia i Współczesność’. Od czasów sprzed Sondre Norheima, przez Nansena,  początki telemarku w Polsce aż do czasów współczesnych, La Skieda, Polskie Spotkania Telemarkowe i obecną działalność SITN w zakresie telemarku. W tym też rozdziale znajdziemy przegląd współczesnego sprzętu telemarkowego. Zestawienie jest zaskakująco aktualne; opisane są nie tylko mainstream’owe standardy backcountry, NN75 i NTN, ale również budzący coraz większe zainteresowanie system TTS. Osobom pierwszy raz stykającym się z telemarkiem pozwala uporządkować pojęcia i zwraca uwagę na kilka istotnych elementów wyposażenia, np. ochraniacze na kolana, linki zabezpieczające, sprzęt lawinowy, itp.

Drugi rozdział „Elementy fizjologii i mechaniki” dotyczy fizjologicznych aspektów telemarku oraz wyjaśnia biomechaniczne podstawy tego skrętu, okraszone licznymi jak w całym podręczniku, zdjęciami i ilustracjami. W tym rozdziale znalazły się wyniki i opis nowatorskiego – na skalę europejską, a w zakresie telemarku być może na skalę światową – przedsięwzięcia z udziałem pracowników naukowych Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku i instruktorów SITN. Wykorzystano nowoczesną aparaturę do analizy 3D ruchów ciała narciarza wykonującego ewolucje telemarkowe oraz aparaturę do pomiarów fizjologicznych – wszystko rejestrowane w czasie rzeczywistym na komputerze.

Rozdział trzeci ‚Technika’ rozpoczyna się od wyjaśnienia podstawowych pojęć. Warto zapoznać się z nimi (np. antycypacja, rotacja, układ dostokowy, itp.) ponieważ później używane są często w opisach ewolucji. I tutaj na szczęście nie brakuje zdjęć, można np. zobaczyć czym różni się pozycja podwyższona od odchylonej (w myśl zasady jedna dobra ilustracja lepsza od tysiąca słów).
W dalszej części przedstawiony jest program nauczania telemarku SITN PZN, który jest podzielony na 3 stopnie: początkujący, średniozaawansowany i ekspert. I tak poczynając od wskazówek dotyczących pozycji telemarkowej, przez ewolucje płużne, naukę zmiany narty prowadzącej, skręty przy średnich prędkościach (NW, rotacyjny, WN) aż po jazdę na krawędziach, śmig, jazdę w muldach, głębokim śniegu, sportową, itp. Jest też strona poświęcona zasadom przeprowadznia poszczególnych konkurencji telemarkowych według FIS.

Na marginesie; kto wie czym się różni ‚kanadyjski’ sposób zmiany narty prowadzącej od ‚norweskiego’? Ja już wiem :)

Czwarty, ostatni rozdział dotyczy metodyki nauczania telemarku; np. fazy tworzenia nawyku ruchowego,  formy prowadzenia zajęć, zasady dydaktyczne, zasady komunikacji, struktura lekcji narciarskiej, itp. – generalnie rzeczy potrzebne bardziej świadomości (przyszłych) instruktorów, niż uczniów. Najbardziej interesujący dla przeciętnego narciarza może być podrozdział ‚Wybrane ćwiczenia metodyczne’ w których wymienione są rodzaje ćwiczeń w celu wyćwiczenia bądź doskonalenia ewolucji zebranych w rozdziale ?Technika?.

Mała książeczka – ściągawka zawiera wybrane podrozdziały podręcznika stanowiąc zestawienie ewolucji opisanych w rozdziale 3. Technika, zasady przeprowadzania konkurencji FIS oraz wybrane cwiczenia metodyczne. ‚Ściągawka’ jest na tyle mała i poręczna, że bez trudu zmieści się w kieszeni i łatwo ją zabrać np. na stok.

Ostatnim elementem zestawu jest płytka DVD. Zawiera dwa elementy; pierwszy to krótki film/reklama telemarku – zarówno tego telemarku retro, ale również telemarku noweczesnego i sportowego. Drugi element to schemat nauczania, w którym możemy oglądnąć na żywo wszystkie trzy poziomy ewolucji i ćwiczenia metodyczne. DVD jest profesjonalnie zrealizowane; bardzo dobrej jakości ujęcia w pięknych sceneriach. Schemat szkolenia w postaci video stanowi bardzo przydatne uzupełnienie podręcznika, który szczególnie w części dot. ćwiczeń metodycznych jest lakoniczny i może być niewystarczający dla osób nie znających wymienionych ćwiczeń. Na szczęście DVD w dużej mierze rekompensuje tę zwięzłość opisu.

Niewątpliwie pojawienie się ‚TELEMARK – Program Nauczania Narciastwa Telemarkowego SITN PZN’ to znaczące wydarzenie dla polskiego telemarku; dobrze zrealizowane i ładnie opakowane. Nie mam wątpliwości, że dla osób chcących nauczać telemarku to cenna pozycja, a i osoby które się uczą bądź doskonalą telemark wyciągną sporo ciekawych informacji. No i miejmy nadzieję, że za kilka lat doczekamy się kolejnego wydania, które będzie miało nie 160 a 300 stron – ja zamiawiam szczegółowe opisy ćwiczeń metodycznych – takie jakie możemy usłyszeć od Telemark Demo Teamu Polska na Polskich Spotkaniach Telemarkowych podczas warsztatów telemarkowych :)


 

 

Do nabycia w (cena 80zł):

Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów PZN
ul. Dębowa 6/1
30-308 Kraków

http://www.sitn.pl

telefon: 12 636 17 75, 12 636 29 30
faks:      12 638 23 20
e-mail:  biuro@sitn.pl

Kontakt dla Sponsorów, marketing

tel: (+48) 697-988-288
e-mail: marketing@sitn.pl

godziny pracy biura:

poniedziałek, czwartek     13:00 – 18:00
wtorek, piątek     10:00 – 14:00
środa     nieczynne dla stron

sty 202014
 
rotacyjny

Wstęp

Chciałbym co nieco opowiedzieć o dwóch technikach, które możemy użyć podczas jazdy telemarkiem. Prawidłowo użyte znacząco poprawią nasze zjazdy. Oba elementy w moim subiektywnym odczuciu stoją na przeciwległych biegunach zarówno w rozumieniu warunków w jakich ich używamy jak i sposobu w jaki je realizujemy. Mówię tutaj o przeciwskręcie z jednej strony i skręcie rotacyjnym z drugiej.

Przeciwskręt

Elementem charakterystycznym tej techniki jest stała pozycja barków i górnej części tułowia narciarza w stosunku do lini spadku stoku niezależnie od fazy skrętu w jakiej narciarz się znajduje. W przeciwskręcie górna część ciała (powiedzmy od pasa w górę) niezmiennie jest zwrócona w dół lini stoku, natomiast nogi i biodra wykonują skręty – pracują pod narciarzem.

Osiągane jest to dzięki silnej kontrrotacji górnej części ciała w stosunku do rotacji nóg. To silne skręcenie powoduje zmagazynowanie dużej energii którą narciarz używa w następnym skręcie. Jeżeli ciało narciarza w pasie wyobrazimy sobie jako wielką sprężynę to przeciwskręt powoduje nakręcenie tej sprężyny w ostatniej fazie skrętu w jedną stronę. Energia zmagazynowana w tej sprężynie zostanie uwolniona z opóźnieniem  w początkowej fazie  następnego skrętu. Przejście nóg i nart przez linię spadku stoku to moment neutralny, po którym następuje nakręcanie sprężyny w drugą stronę, itd.

Zalety

Dzięki przeciwskrętowi narciarz jest w stanie wykonywać niezwykle szybkie, krótkie skręty, na które nie mógłby sobie pozwolić jeżeli nie miałby nadwyżki energii zmagazynowanej w skręconym tułowiu i jeżeli musiałby rotować całą ciężką górę ciała.

Jest to nieoceniona technika podczas jazdy w lesie, gdzie krótkie, precyzyjne sekwencje skrętów decydują o tym czy jedziemy dalej czy raczej tulimy drzewko. Ale nie tylko w lesie, również jazda po muldach wymaga lekkiego, krótkiego śmigu.

Niech za ilustrację przeciwskrętu posłuży np. ten klip – przeciwskręt wyraźniej widać od 30 sekundy do końca.

Wady

Niestety przeciwskręt w telemarku ma swoją cenę – nie jest zbyt wygodny. Narciarz telemarkowy aby wykonać przeciwskręt w tym samym stopniu co narciarz alpejski musi skręcić się w pasie znacznie mocniej. Wynika to z faktu, że w telemarku noga zewnętrzna jest nogą prowadzącą, więc aby utrzymać górną część ciała w dół stoku to skręcenie musi być bardzo mocne.

Ten sam fakt powoduje, że im głębszy wyklęk telemarkowy, tym trudniej o przeciwskręt.

Dlatego jeżeli chcemy wykonywać przeciwskręt to musimy pozostać w wyższej pozycji telemarkowej a nie schodzić bardzo nisko. Dlatego jeżeli chcemy jeździć w lesie powinniśmy nauczyć się wyższej pozycji telemarkowej.

Jak ćwiczyć?

Propozycji ćwiczeń przeciwskrętu jest multum – każda książka traktująca o narciarstwie, zarówno alpejskim jak i telemarkowym roi się od najprzeróżniejszych ćwiczeń i metod (patrz np. ćwiczenia 21, 34, 37, 55, 56, 95 z „Sztuka telemarku. 123 zachwycające rady, jak doskonalić jazdę telemarkiem”).

Jedno z podstawowych ćwiczeń to skręt telmarkowy do zatrzymania; pięty i narty wypychamy w jednym kierunku, a barki i tułów skręcamy w drugim – czuć przy tym wyraźnie silne skręcenie w pasie. Potem można przejść do naprzemiennych skrętów, góra ciała zawsze zwrócona w dół stoku.

Ale, tak jak pisałem, może lepiej skorzystać z gotowych opracowań i nie musimy się tu ograniczać tylko do telemarkowych, alpejskie ćwiczenia będą równie dobre.

 

Skręt rotacyjny

Jeżeli patrzy się na filmy telemarkowe to można by odnieść wrażenie, że istnieje tylko skręt rotacyjny. W rzeczywistości skręt rotacyjny jest techniką znacznie mniej popularną niż przeciwskręt i ciężko na własne oczy uświadczyć narciarza który go (skręt rotacyjny) wykorzystuje. A szkoda, bo w telemarku ten rodzaj skrętu ma wiele niezaprzeczalnych zalet. Ale może po kolei…

Skręt rotacyjny rozpoczyna się od mniej lub bardziej wyraźnej rotacji (zamachu) górnej części ciała w kierunku skrętu. W wyniku tego zamachu ciało (sprężyna wspomniana przy poprzedniej technice) nakręca się, co powoduje z pewnym opóźnieniem podążenie  dolnej części ciała, czyli bioder, nóg i w końcu nart za zamachem (rotacją) górnej części ciała.

Tak więc góra ciała jest elementem inicjującym skręt, a dół podąża za górą z niewielkim opóźnieniem. Jest to znacząco inaczej jak w przeciwskręcie, gdzie barki pracują w dokładnej przeciwfazie z nogami.

Elementem charakterystycznym  jest wysunięcie zarówno zewnętrznej ręki do przodu jak i zewnętrznej nogi w trakcie skrętu.

Niech  za przykład posłuży nam Charlie Cannon z Powderwhore 06, który wykonuje skręt rotacyjny ze szczególną emfazą:

Zalety

Jak już pisałem skręt rotacyjny ma kilka bardzo istotnych zalet które powodują, że jest wykorzystywany powszechnie przez doświadczonych telemarkowców.

Skręt ten jest po pierwsze bardzo wygodny i nie powoduje nadmiernego skręcenia ciała jak to ma miejsce w przeciwskręcie. W telemarku jest wręcz naturalny – zewnętrzna noga w wyklęku podaża za zamachem zewnętrznej ręki i barku. Ten fakt powoduje utrzymanie zwartej, atletycznej sylwetki niezależnie od głębokości przyklęku. Pozwala się rozluźnić i bardziej poczuć tę telemarkową swobodę, której tak bardzo szukamy.

Skręt rotacyjny może być z powodzeniem wykorzystywany przy średniej i dużej prędkości; przy wykonywaniu skrętów o średnim i dużym promieniu.

Wady

… a właściwie wada; nie jest to skręt na tyle szybki, aby go wykorzystać do krótkiego śmigu – krótkie, błyskawiczne skręty to domena przeciwskrętu.

Jak ćwiczyć?

… a warto, chociaż literatura nie jest już tak szczodra w metodykę jak to to ma miejsce w przypadku przeciwskrętu.

No więc wybieramy lekko nachylony stok, jedziemy pomału w lini spadku, ręce, a właściwie łokcie możemy trzymać nieco szerzej, aby zwiększyć ramę barków i rąk, rozluźniamy mięśnie w pasie.  W pewnym momencie wykonujemy zamach ramą w kierunku zamierzonego skrętu. Zamach powinien być wyraźny, ale nie nerwowy. Nie musi być też bardzo szybki. Gdy wykonamy zamach górną częścią ciała to… czekamy. W ciągu krótkiej chwili rotująca rama powinna spowodować odczuwalne skęcenie w pasie i w tym momencie nogi i narty same powinny zacząć podążać za skrętem.

Wielu narciarzy ma problemy z wykonaniem tego skrętu, ponieważ nauczyli się, że to nogi początkują skręt, a góra ciała… zwykle robi co chce. I mimo że ćwicząc wykonują ten zamach to albo spinają mięśnie pasa i tułowia tak, że nie pozwalają tej sprężynie się nakręcić albo równocześnie próbują początkować skręt nogami i dlatego nie są w stanie wyczuć tego delikatnego momentu chwilę później, gdy nogi zaczynają same podążać za barkami.

Gdy zaczniesz czuć skręt rotacyjny, to w rzeczywistości wystarczy niewielki impuls aby go zapoczątkować; zamiast szerokiego zamachu można wyobrazić sobie kierownicę samochodu którą trzymamy w rękach. Skręcamy kierownicę w kierunku skrętu, ręka zewnętrzna i bark nieco przesuwają się do przodu i to wystarczy do rozpoczęcia skrętu rotacyjnego.

Podsumowanie

Naturalnie, te dwie techniki skrętu uzupełniają się, a nie wykluczają. Oraz, razem wzięte bynajmniej nie wyczerpują wachlarza możliwych technik – że wspomnę tutaj chociażby o skręcie carvingowym. To po prostu dwie z wielu dostępnych technik, ale w telemarku na tyle znamienne że warto je mieć obydwie opanowane, aby móc wykorzystać potencjał skrętu telemarkowego w pełniejszym zakresie warunków.

 

Ps. Chciałbym jeszcze podziękować Tymkowi Stachowi za zwrócenie mojej uwagi na skręt rotacyjny w kontekście telemarku a Piotrkowi Kapustianykowi za kilka cennych uwag i pokazu ćwiczeń związanych z tym skrętem.

sty 152014
 
Narty na zatłoczone stoki

W tym sezonie w cyklu corocznych Polskich Spotkań Telemarkowych padło na złowieszczą trzynastkę.  Ale, ale, przecież nie jesteśmy przesądni, liczba jak liczba. Nie będziemy bawić się w Amerykanów i po 12-tce przechodzić do 14-tki. Zrazu zapowiadało się, że to jak zwykle zabobony – grudzień zaczął się śnieżnie, a Krynica i Wierchomla aż do Świąt Bożego Narodzenia prezentowała się jak należy – zima wszędzie, biało wszędzie, „co to będzie, co to będzie…” Ale, po Świętach w miarę jak się rozwijała polska złota jesień to zaczęło mi bardziej po głowie chodzić: „… nic nie będzie, nic nie będzie…” Odwołujemy wycieczkę, odwołujemy warsztaty z technik biegowych, odwołujemy zawody – nie ma śniegu żeby wkręcić tyczki… Ludzie pewnie też nie przyjadą – w miastach zbierają stokrotki, kto się wybierze na lepienie bałwana z błota i rzucanie się błotnymi kulkami…

Piątek (10 stycznia)

Rano budzą mnie krople deszczu bębniące po dachu – tjaaaaaaa, jednak jest to prawdziwie trzynaste Spotkanie. Od 4 tygodni świeciło słońce, a akurat w pierwszy dzień Spotkania musi lać deszcz. Trzynastka zobowiązuje w końcu…

Grzyby i stokrotki dookoła ale stok w Szczawniku przygotowany

Grzyby i stokrotki dookoła ale stok w Szczawniku (Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla) przygotowany

Jedziemy do Szczawnika, ośrodek Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla od strony Muszyny – trzeba być o 9:00 rano w razie, gdyby jakiś szaleniec się jednak pojawił. Ciągle leje deszcz, ale ICM wieści, że za 17 minut deszcz ustanie i w ogóle to będzie piknie i słonecznie. Przyjeżdża autobus alpejczyków, wysiadają, patrzą na o dziwo biały stok, delektują się przez chwilę deszczem, po czym mrucząc coś pod nosem wracają do autobusu i odjeżdżają. Ja tymczasem zastanawiam się, jak to możliwe że stok jest biały i dobrze przygotowany. Grzybiarze niedługo pojawią się w okolicznych lasach, a tu solidny pas białego…

Nie mija wiele czasu i swoją terenową Ładą przyjeżdża Jacek – czyli jednak Spotkanie się odbędzie :) Chwila moment i jest już nas kilkanaście osób. Jak to możliwe? Nawet przy bardzo ładnej zimie, rzadko w piątki bywa więcej niż 20 osób – a tu kilkanaście i przybywa z każdą chwilą. Myślę sobie; co się dziwisz? To w końcu telemarkowcy, lud twardy i uśmiechnięty; gdyby taki nie był, to by się nie uczył telemarku tylko siedział przed telewizorem i narzekał.

Dobra, nie ma co się ociągać, zaczynamy jeździć. Wskakuję w sprzęt BC, na którym zaczynaliśmy telemark – okute śladówki z łuską długie na 210cm, wymiary 57-55-56, zakładam skórzane buciczki, które nie trzymają niczego i do tego są na mnie za duże – bo Wojtkowe… Muszę sprawdzić czy jeszcze na tym potrafię zjeżdżać. W końcu ubrdałem sobie, że w tym roku przebiorę się za siebie samego tylko 15 lat wstecz… Pierwszy zjazd dramatyczny, drugi dużo lepiej – gorąco przy tym jak nieszczęście. Powinno się udać, w końcu Erwin i spółka mają sporo gorzej na sprzęcie z 1920 – ja z 1995. Będę 75 lat do przodu :) Ostatecznie zmieniam sprzęcicho na współczesne i jeżdżę dalej.

 

Warunki na stoku naprawdę przyzwoite, żywej duszy praktycznie nie uświadczysz, oczywiście oprócz tych telemarkowych. Cały stok dla nas. Wkrótce obok pięknego słońca i lekkiego wiatru pojawia się również Piotrek Kapustianyk z  Telemark Demo Team Poland i zaczynamy różne obyrtańce – a to ćwiczenia w parach, a to jazdę synchroniczną…

 

 

…a to jazdę asynchroniczną.

 

 

Ta ostatnia wychodzi zdecydowanie najlepiej :)

Jest fajnie, jednak da się jeździć, humory dopisują, narty niosą. Ale nie wszystkich to satysfakcjonuje; grupka osób, która nie może się pogodzić z odwołaniem piątkowej wycieczki wybiera się na takową zakończoną pięknymi zjazdami w dziewiczym terenie.

 

 

Koniec dnia, zasuwamy do CD LSD, znaczy CP PKS, znaczy CS LZD… (Centrum Szkoleniowe Leśnych Zakładów Doświadczalnych w Czarnym Potoku w Krynicy), jeszcze kolacja i zaczynamy piątkowo-wieczorną część. Dzisiaj kinematografia – na tapecie ?Let?s go!? i ?Loyalty?, obydwie produkcji Josha Madsena. Miła odmiana po zeszłorocznym Powderwhore. Wreszcie dużo, dużo telemarku – no może w „Let’s go!” trochę za dużo freestyle i Amsterdamu, ale za to w ujęciach z Morgedal dostrzegamy Maćka Kasperczaka i Rafała Milewskiego :)

Dodatkową wieczorną atrakcją jest niedźwiedź, który łażąc po sali a to próbuje wywalić stolik, a to zgniecie puszkę z piwem tak że trudniej z niej pić :)

 

Sobota (11 stycznia)

Andrzej napomina, żeby nie robić bydła i nie slalomować pod wyciągiem

Andrzej napomina, żeby nie robić bydła i nie slalomować pod wyciągiem

Dzień warsztatów, dzisiaj będzie cały dzień piękne słońce. Jedziemy do Tylicza do stacji Master-Ski. Tutaj też o dziwo na stoku biało – da się zjechać, chociaż dookoła zielono-brązowo. Znowu stanowimy większość narciarzy. Andrzej w trosce o dobre imię grupy telemarkowej gorąco napomina, żeby nie robić bydła i nie slalomować pod wyciągiem.

Mamy sporo czasu, plan jest wyluzowany, wypadły zawody – zrobimy warsztaty na stoku i pobawimy się, bez spiny. W tym roku wprowadziliśmy warsztaty na sprzęcie BC, zebrała się pełna grupa. Szkoda, że trasa biegowa w Czarnym Potoku wytopniała, byłyby jeszcze do tego warsztaty z technik biegowych – może w przyszłym roku się uda.

Tworzymy łącznie 6 grup warsztatowych o różnych poziomach zaawansowania – warsztaty prowadzone są przez Ewę, Leszka, Tomka, Sławka, Józka i mnie. Piotrek pojawia się to tu, to tam, dorzuca uwagi i prezentuje. Warsztaty trwają ponad 2 godziny – mam nadzieję, że coś się udało przekazać, pomóc… Na chwilę do karczmy przy stoku – fajna, duża, przestronna – siadamy, coś jemy, interesujące rozmowy o sprzęcie i trochę o technice, ale już po chwili z krzesełek wyrywa niecodzienny widok – Telemark Demo Team Poland jak przystało na kryzysowe czasy ćwiczy w czteroosobowych nartach.  Jedna para dla całego Teamu. To się nazywa oszczędność.

No i brak strat w ludziach.

Zbliża się sobotnio-wieczorna część Spotkania; ludzie raz po raz pytają czy zaczyna się o 19:30, ja z pełnym przekonaniem odpowiadam, że „gdzie, skąd! Przecież o 19:00″ . O 19:00 na sali jakoś pustawo, trochę ludzi jest, ale reszty nie ma, łącznie z prezenterem :) Patrzę na program – no tak, w programie 19:30. Idę połazić, może zgarnę więcej ludzi wcześniej – trafiam do „stróżówki” próbując wygonić niedźwiedzia i towarzystwo żeby szli na salę, ale jedyny efekt jaki uzyskuję to ból brzucha od rechotu po opowieści o Czarnym Bacy i Czarnym Baranie.

Erwin opowiada o zeszłorocznej wyprawie narciarskiej na Mont Blanc vel Monte Bianco vel Białystok i o rotawirusie-sztafetniku. Potem niezmiennie poruszająca diaporama Waldka Czado, ehhh, te widoki i muzyka.

Piotrek prezentuje bardzo ciekawą relację z zagadnień biomechaniki skrętu telemarkowego. Badania przeprowadzone na krytym stoku na Litwie przy użyciu 26ciu czujników bezwładnościowych, przeznaczonych do rejestracji ruchu w 3D robi wrażenie. To bodajże pierwsze takie badania w Europie przy użyciu tak nowoczesnego sprzętu i jedne z pierwszych na świecie, do tego dotyczą telemarku właśnie. Wypas! Piotrek zapowiada też pierwszy polski podręcznik do telemarku – pierwsze wydanie ma być na wiosnę – będzie się działo :)

Pomni na narzekania Andrzeja odnośnie sztampowych amerykańskich produkcji narciarskich puszczamy polskiego klasyka freeride’owego:

Potem norweski film o Sondre Norheimie z lat 70tych – jak ci goście jeżdżą i skaczą na tych starych nartach – niewyobrażalne. Coś tam jeszcze puszczamy i jest wreszcie czas, żeby spokojnie pogadać z różnymi ludźmi o telemarku i nie tylko. Dowiaduję się m.in. , że skocznia Erwina już stoi, ale technika V przy skoku nie jest zalecana, bo lądowanie jest w sadzie. I kupę innych ciekawych historii – jak to wieczorami na PST. Kto był to wie :)

Na sali ok. 50 osób – biorąc pod uwagę, że dobrze ponad 10 osób było w piątek i sobotę na stoku, a nie zjawili się na części wieczornej -  daje nam liczbę ok. 60ciu aktywnie telemarkujących – coś takiego! Pomimo tak kiepskiej aury tylko 8 osób mniej niż w zeszłym roku (!).

 

Niedziela (12 stycznia)

czyli część przebierana. Znowu Szczawnik (Dwie Doliny) – szkoda, że dzisiaj nie będzie słońca. Oczywiście jak co roku silny trzon retro w tym roku znacząco wzmocniony o Demo Team, ale również Zuzia w szlafroku, farbowany Paweł i inne pomysły :)

 

Zaczynamy zjeżdżać a z krzesełka ktoś się wydziera; patrzę, kudłate, białe wełniane nogi, pewnie owca Czarnego Bacy. Ale nie, okazuje się, że to Jaskiniowiec, który już kogoś najwyraźniej zjadł :)

 

Jeżdżę sobie na starym sprzęcie BC w za dużych butach – wychodzi nie tak jak dawniej, ale nie jest najgorzej. Myślę sobie – ostatecznie XIII PST okazało się nie aż tak bardzo pechowe; sporo się udało zrobić, ludzie chyba zadowoleni bo cały czas uśmiechnięci… no i wtedy na płaskim odcinku jadąc prosto podwija mi się kostka, leżę… noga w kostce skręcona… Ehhhh żeszzzzz… blade motyle, jednak pechowe Spotkanie, przynajmniej dla mnie :)

 


 

 

 

A tutaj więcej zdjęć ze Spotkania:

 

sty 032014
 

Temat trudny, bo i pasażer nieprzewidywalny. Dlatego artykuł ograniczę  do własnego doświadczenia; mam małe dzieci, które nie są w stanie same podążać za nami na nartach i muszę je transportować. Gdy mi bajtle podrosną na tyle, żeby mogły same człapać na nartach to pewnie też coś napiszę… albo i nie :P

Kto marznie bardziej

Często wyjścia z dziećmi w zimie na pole („na dwór” – przypisek tłumacza) na sanki albo spacer przebiegają według następującego schematu: dorosły stoi, bądź człapie niespiesznie i marznie, a dziecko biega i szaleje i jest mu gorąco. W takiej sytuacji dorosły potrzebuje cieplejszego ubioru niż dziecko. (Dodatkowo, jeżeli dorosłym jest kobieta, to jest przekonana, że dziecku jest równie zimno co jej, więc ubiera dziecko cieplej, dziecko się przegrzewa, poci i następnie szybko przeziębia.) :)

Zupełnie odwrotnie wygląda sytuacja, gdy idziemy na wycieczkę narciarską i zabieramy ze sobą malucha. Wtedy dziecko jest unieruchomione a my ostro pracujemy, szczególnie że mamy dodatkowe obciążenie. Istnieje niebezpieczeństwo, że w takiej sytuacji możemy nie zdawać sobie sprawy, że maluszek marznie (no chyba że jesteśmy kobietą).

 

Wiatroszczelność

Dochodzę do wniosku, że sprawą absolutnie krytyczną jest zapewnienie dobrej wiatroszczelności dla dziecka. Nawet bardzo dobrze ubrane dziecko, jeżeli podczas transportu będzie narażone na wiatr to zmarznie błyskawicznie. Miałem sposobność się o tym przekonać osobiście.

Gdy Kubuś miał roczek wybraliśmy się na spacer na nartach niedaleko domu. Pogoda była bardzo ładna, pełne słońce, ok. 3 stopnie na minusie. Maluszek był ubrany w bardzo ciepły jednoczęściowy kombinezon z wełnianą wysciółką. Zapakowaliśmy go do nosidełka na plecy i poszliśmy. Wycieczka miała trwać 1,5 godziny, ale musieliśmy ją skrócić, bo okazało się, że dziecko zmarzło pomimo ciepłego kombinezonu. Wiał tego dnia niezbyt silny wiatr. Kubuś swoim zwyczajem dzielnie znosił trudy i nie marudził, ale widać było że jest kiepsko.

Wycieczka na Chełm, niby ładna pogoda ..., a przewiało dzieciaczka

Dla porównania tej samej zimy odwiedziliśmy Karonosze; pogoda podobna – piękne słońce, nieco zimniej, bo ok. minus 10 stopni no i jak to w Karkonoszach oczywiście wiało. Ubiór ten sam, ale tym razem osłoniliśmy nosidełko wraz z dzieckiem szczelnym pokrowcem przeciwdeszczowym i przeciwwiatrowym. Różnica w komforcie dziecka była kolosalna. W  Domu Śląskim wyciągnęliśmy rozanielonego malucha z nosidełka; był ciepły jak świeże bułeczki. Humor miał tak dobry, że zdecydowaliśmy się jeszcze podejść na Śnieżkę – co też uczyniliśmy, ku uciesze naszej i Kubusia.

Na Śnieżce już schodzimy na dół

 

Rozwiązania techniczne

Oczywiście, to czy wycieczki narciarskie z dziećmi będziemy potem wspominać z przyjemnością, czy może jednak okażą się totalną kalamitą, zależy głównie od samych dzieci i to one mają ostatnie zdanie w tej kwestii. Kubuś był i w dużej mierze nadal jest bardzo wyrozumiałym i odpornym na trudy unieruchomienia pasażerem. Julcia już nie tak bardzo. Niemniej jednak sposób w jaki transportujemy dziecko nie jest bez znaczenia nie tylko dla komfortu dziecka ale i rodzica.

Oto warianty które przerabiałem:

Nosidełko

Jak już wspominałem na początku używaliśmy nosidełka. Ba, nadal go używamy, ale teraz częściej w lecie niż w zimie.

Wycof z JaworzynyWybierając nosidełko do turystyki zimowej warto zwrócić uwagę, czy producent tego nosidełka ma w ofercie rozwiązanie, dzięki któremu dziecko jest chronione przed wiatrem i śniegiem od stóp do głów. Nie wspominam tu oczywiście o kilku innych czynnikach, takich jak np. jakość i wygoda uprzęży dla dorosłego, stopień asekuracji dla dziecka, jego wygoda np. podczas snu, waga nosidełka, itp.

Do zalet nosidełka należy niewątpliwie mobilność takiego rozwiązania; narciarz jest w stanie poruszać się w trudnym, wąskim i stromym terenie. Niejednokrotnie jest to decydujący element.

Niestety nosidełko ma też spore wady. Cały ciężar dziecka, nosidełka i innych potrzebnych bambetli przez cały czas mamy na plecach. Ciężko tutaj zejść poniżej 15kg, zwykle bagaż oscyluje wokół 20kg – jak naprawdę porządnie upakowany spory plecak. Pomimo tej masy bagażu niesie się niezbyt dużo. Trudno dobrze docieplić dziecko, można mu co prawda zapewnić dobrą wiatroszczelność, ale dodatkowe docieplenie bywa kłopotliwe.

Spacerek niedaleko domuKolejnym minusem jest stopień ochrony dziecka przed obrażeniami w wyniku np. upadku. Nawet najbardziej rozbudowane nosidełka nie zapewniają takiego zabezpieczenia jak inne sposoby trasportu. A jak wiadomo wywrotki niestety się zdażają. Jeżeli do tego dodamy zwisające gałęzie, nie daj Boże na trasie zjazdu, to mamy pełny obraz co może się stać.

 

Saneczki

Moim zdaniem jest to rozwiązanie, które posiada najlepszy stosunek ceny do jakości.

Oczywiście trzeba pamiętać o kilku istotnych elementach:

  • sanki muszą być jak najszersze. Niestety większość dostępnych konstrukcji jest bardzo wąska, przez co są bardzo wywrotne i nie nadają się do transportu dziecka (ani czegokolwiek) w trudniejszych warunkach. Tylko niektóre sanki są na tyle szerokie, że zapewniają stabilność w koleinach, głębszym śniegu czy też na trawersach.
  • sanki powinny mieć oparcie. Dzięki niemu dziecko może wygodnie siedzieć bądź leżeć; standardowe oparcia całkiem dobrze spisują się jako osłona chroniąca dziecko, np. w przypadku wywrotki sanek.
  • często można spotkać sanki ze zintegrowanym śpiworkiem/dociepleniem dla dziecka; to bardzo dobre rozwiązanie które oszczędza żmudnego kombinowania albo szycia takiego pokrowca samemu.
  • do takiego zestawu trzeba koniecznie dodać osłonę przeciwwiatrową i przeciwśnieżną; ja do tego celu używałem osłony z wózka, która była zrobiona z grubej, porządej folii plastikowej.
  • No i naturalnie uprząż; rodzaj uprzęży ma decydujące znaczenie dla komfortu i bezpieczeństwa; zdecydowanie polecam sztywną uprząż – dwa cienkie dyszle mocowane na krzyż (!) do np. pasa biodrowego plecaka albo dedykowanego pasa. Dyszle mogą być cienkie, osobiście używałem do tego celu aluminiowych rurek o długości bodajże 1,5m o przekroju 12mm – pod warunkiem, że zamocujemy je na krzyż, tzn. lewy dyszel mocujemy przy prawym biodrze, a prawy dyszel przy lewym biodrze. Dzięki temu znacznie łatwiej sterować saneczkami, narciarz nie ma zablokowanych bioder, a na dyszle działają znacznie mniejsze siły gnące. Różnica jest kolosalna.
    A już wogóle nie polecam sznurka albo linki; saneczki wpadają w oscylacje – nie są ciągnięte równo tylko szarpnięciami – dziecko od razu dostaje choroby morskiej :) – o zjeździe z taką miękką uprzężą nie wspomnę.

W drodze do Śnieżnych Kotłów Kubuś większość drogi smacznie spał

Saneczki mają wiele zalet; dziecko podróżuje wygodnie, może spokojnie się przespać. Łatwo dziecko docieplić np. dodatkowymi kocykami albo jakąś poduszeczką. Można mu zapewnić dobrą osłonę przed wiatrem.

Dla ciągnącego narciarza to według mnie najwygodniejsze rozwiązanie – skrzyżowane sztywne dyszle dają zarazem dużo swobody ale również kontroli i zwrotności.

Do wad mógłbym zaliczyć stosunkowo małą przestrzeń bagażową – coś tam można upakować w nóżkach dziecka, ale niezbyt dużo.

Również, ze względu na fakt że skrzyżowane dyszle wymagają przegubowego zaczepienia przy sankach, stabilność podłużna takiego zestawu jest determinowana rozstawem i długością płóz sanek. Jeżeli będziemy jechać po wyboistym albo pofalowanym terenie, to sanki kołyszą się znacznie mocniej niż Chariot (patrz dalej). Nie wiem natomiast o ile bardziej jest to niekomfortowe dla dziecka.

 

Chariot

To jest ciekawy patent. Produkt kanadyjskiej firmy Chariot, mówimy dokładnie o modelu Cougar 2, może być w zależności od dokupionych akcesoriów wózkiem spacerowym, wózkiem joggingowym, przyczepką rowerową, przyczepką do trekkingu bądź sankami do turystyki narciarskiej.

Traktuję Chariota jako osobną kategorię (a nie sanki) z kilku powodów:

  • Chariot posiada specjalne płozy, które montuje się w miejsce tylnych kół oraz sztywne dyszle, które NIE są połączone przegubowo z kadłubem. Takie rozwiązanie sprawia że z zestawu robi się coś w rodzaju rykszy na płozach. Daje to bardzo dużą stabilność podłużną, ponieważ tylny punkt podparcia to miejsce tylnych kół Chariota, a przedni punkt to biodra i nogi narciarza ciągnącego zestaw.
  • stabilność poprzeczna też jest bardzo dobra, ze względu na znacznie szerszy rozstaw płóz niż ma to miejsce nawet w najszerszych sankach. Chariot w wersji dla jednego dziecka jest już wystarczająco stabilny, aby pokonywać nawet bardzo trudny teren nie martwiąc się, że przyczepka się wywróci, nie mówiąc już o wersji dla dwojga dzieci.
  • Charioty są produkowane również w wersjach dwuosobowych, co jest nie bez znaczenia, jeżeli masz dwoje małych dzieci :)
  • Płozy, a właściwie narty na których porusza się Chariot są/mogą być szerokie, co zabezpiecza zestaw przed zbytnim zapadaniem się w śnieg i ułatwia podróż.

Chariot bez osła pociągwego Chariot z osłem pociągowym

Przestrzeń ładunkowa jest ogromna, spokojnie zmieszczą się rzeczy dla dzieci i dorosłych, nawet na kilka dni. Bardzo dobra ochrona nie tylko przed wiatrem ale również jeżeli trzeba przed słońcem oraz  wygodne siedziska z  pięciopunktowymi pasami czynią z Chariota nie tylko komfortowy ale również bardzo bezpieczny środek transportu dla dzieci. Mali pasażerowie chronieni są klatką bezpieczeństwa, istnieje możliwość prostego docieplenia dzieci np. kocykami. Można też dokupić specjalny hamaczek dla najmniejszych dzieci.Chariota używamy przez cały rok

Do wad mógłym zaliczyć brak skrzyżowanych dyszli, ale jest to wymuszone faktem, że dyszle przy takim rozwiązaniu nie mogą być zamocowane przegubowo do przyczepki. Drugą sprawą jest szerokość zestawu (wersja dwuosobowa), co bywa czasami kłopotliwe w ciaśniejszych miejscach – ale to akurat jest również zaletą, ze względu na większą stabilność poprzeczną.

 

Myślę, że wiele przyczepek rowerowych dla dzieci dałoby się przerobić na tego rodzaju sanki. Chariot jest o tyle wyjątkowy, że jako chyba jedyna konstrukcja na świecie ma efektywne amortyzowane zawieszenie, ze względu na zastosowanie swego rodzaju resorów piórowych, którch sztywność możemy łatwo dopasować do transportowanego ciężaru. Ale akurat resorowanie w przypadku użytku zimowego ma znacznie mniejsze znaczenie niż przy zastosowaniu jako przyczepka rowerowa.

 

Pulki dla dzieci

Wymieniam dla porządku, ale nigdy nie używałem. Oglądałem kilka norweskich konstrukcji, ale cena takiego ustrojstwa była zawsze przytłaczająca, biorąc pod uwagę dosyć ograniczone spektrum zastosowań.

 

Brać czy nie brać?

Jeżeli nie jesteś przekonany/na, że zabranie dziecka na daną wyprawę w danych warunkach to dobry pomysł to tego nie rób. Dużo lepiej odpuścić sobie wycieczkę, niż zrazić malucha do zimy i narciarstwa :) Zamiast przyjemnej wycieczki i mnóstwa satysfakcji może być mordęga.

Prawie cała ekipa (bez osła pociągowego) Roześmiane michy nie kłamią

Ale, jeżeli nie spróbujesz to się nie dowiesz.