gru 032017
 
DSC04642-001_thumb

Sezon w Tatrach wystartował. Sebastian, Wojtek i ja w krótkim montażu z piątkowego wypadu na Kasprowy; wyciągi jeszcze nie ruszyły, więc dzikich tłumów nie ma, chociaż skiturowców nie brakuje. 40cm świeżego śniegu na gruby podkład, stoki Beskidu i Pośredniego Goryczkowego czekają, żeby założyć własne linie. Wyskakujemy na górę kolejką, potem już z foki – kilka niezapomnianych zjazdów oraz wschód Księżyca i zachód Słońca na Pośrednim Goryczkowym jednocześnie. No i rura na dół, żeby przy latarce nie zjeżdżać.

 

 

paź 112017
 

Zima w Beskidzie Sądeckim w tym roku zechciała nam wynagrodzić wszelkie niedostatki z lat poprzednich. I wyszło jej to bardzo fajnie, jeśli idzie o śnieg, którego nie brakowało, a jak wiadomo śniegu nigdy nie jest za dużo. Ale trochę przesadziła z mrozem i wiatrem, którymi mogłaby obdzielić jeszcze trzy kolejne Polskie Spotkania Telemarkowe. Co najmniej trzy …

P1060718

Szczególnie rześko było pierwszego dnia PST, czyli w Trzech Króli. Ale nawet temperatura w okolicach -20 oC i silny wiatr w zasadzie nikogo nie wystraszyły i na parkingu na Słotwinach pojawiła się silna ekipa telemarkowa mocno zdecydowana, żeby wbrew naturze i zdrowemu rozsądkowi odbyć wycieczkę po tutejszych górach. Na szczęście okazało się, że najtrudniejszy był pierwszy, a przy tym krótki etap tej zimowej ekspedycji, gdzie słotwińskie polany przypominały azjatycki step smagany mroźnym wiatrem. Za to na końcu czekał pierwszy bonus w postaci puchowego zjazdu do doliny Czarnego Potoku. Potem już było przyjemne człapanie głęboką dolinką, podziwianie zimowych widoków i dyskusje o przewagach łuski na foką itp. Po dotarciu na grzbiet i przezwyciężeniu lekkiego zamieszania topograficzno-nawigacyjnego, wycieczka została domknięta i znaleźliśmy się z powrotem na Słotwinach. I tutaj był drugi bonus, gdyż okazało się, że polany nie zostały wywiane przez wiatr, a za to leżało na nich sporo świeżego puchu i na koniec pojawiło się jeszcze słońce.

Drugiego dnia ani mróz ani uczestnicy PST nie odpuścili. Przed południem odbyły się warsztaty telemarkowe, w trakcie których każdy mógł szlifować swoje narciarskie umiejętności, a początkujący mogli stawiać swoje pierwsze kroki, a raczej skręty, pod okiem doświadczonych instruktorów. Interesującym trendem jest rosnące z roku na rok zainteresowanie lekkim telemarkiem, czyli jazdą na sprzęcie BC. Wszyscy zaś błogosławili nową kanapę z deklem na Słotwinach, dzięki której można było lekko odtajać na stoku. Mróz zmusił jednak w końcu organizatorów do modyfikacji popołudniowych planów i aby uniknąć przymarzania zawodników do tyczek, zamiast zawodów został przeprowadzony jedynie trening na trasie telemarkowego cross’u, czyli można było minąć kilka tyczek, przebiec się wokół jeziora, a na koniec przelecieć w powietrzu parę metrów. Finałem dnia spędzonego na stoku było ognisko i bałkańskie przyśpiewki prowadzone przez niezawodnego Śledzia Nadmorskiego, oczywiście.

Wieczorem wszystkich ominęła ceremonia wręczenia nagród za zawody telemarkowe, które się nie odbyły. Ale miejmy nadzieję, że puchary będzie można zobaczyć w przyszłym roku. Siłą rzeczy szybko przeszliśmy do kolejnego punktu programu, którym był wykład Piotrka Kapustianyka o kondycyjnym przygotowaniu do zawodów telemarkowych, których jak już wiemy nie było, ale za to temat będzie jak znalazł na przyszły rok, chyba że znowu jednak nie, ale kto to wie, więc nie ma o czym gadać. Następnie uczestnicy Spotkania mieli okazję zapoznać się z włoskim producentem nart Blossom i jego aktualną ofertą. A na zakończenie części formalnej niezawodny Erwin pokazał diaporamę z Alp Otztalskich. Po tym wszystkim rozpoczęła się dyskoteka, na której wielu się świetnie bawiło, a ci co nie bawili się tak świetnie złożyli solenne zobowiązanie, że w przyszłym roku zakręcą całą imprezą, że „hej!”

W niedzielny poranek okazało się, że większość naszych samochodów bardzo sumiennie wywiązała się z niedawnych noworocznych postanowień i już przestała palić … Kable życzliwie krążyły wśród zmotoryzowanych uczestników Spotkania, a radosnym pogawędkom i pogwarkom przy akumulatorach (o ile ktoś w końcu znalazł go w swoim pojeździe – zwłaszcza tym produkcji bawarskiej) nie było końca. Aż żal było te rozmowy kończyć, gdy samochody odpaliły i dowiozły nas na Słotwiny Arena. Tam poszły w ruch wszelkie dziwne stroje bezczelnie rąbnięte własnym dziatkom lub wyłudzone od nieświadomych zagrożenia dziadków, maski gazowe, szlafroki i co kto jeszcze miał pod ręką, względnie odnalazł w śmietniku sąsiada tuż przed wyjazdem na PST. Jak mawiają gorącokrwiści Szwedzi zrobiła się zabawa w ”piraterna och indianerna” na całego! I trwała, aż się skończyła!

Zdjęcia Sławka – chyba z piątkowej wycieczki, bo dużo śniegu

Zdjęcia Grześka - prawdopodobnie z piątkowej wycieczki, bo dużo ludzi

Film Przemka – na pewno z niedzielnej imprezy, bo takie rzeczy tylko na PST

 

paź 102017
 

Miło odnotować nam fakt, że w Klubie SN PTT powstała sekcja telemarku. Klub w tym roku, dokładnie
5 grudnia obchodzi 110 rocznicę powstania. Jest to najstarszy, działający bez przerwy Klub z siedzibą w
Zakopanem. I pełna jego nazwa brzmi: SEKCJA NARCIARSKA POLSKIEGO TOWARZYSTWA
TATRZAŃSKIEGO ? 1907 ZAKOPANE.
Klub otoczył opieką grono zapaleńców wolnej pięty. Z okazji swojej rocznicy nastąpił jakby powrót do
korzeni, czyli narciarstwa telemarkowego. Aktualnie trudno stwierdzić, kto na terenie Tatr i Podhala był
protoplastą telemarku, ale nie zmienia to faktu, że sekcja powstała. Jak na razie ma się dobrze,
opracowała swój regulamin i czeka na pierwszy śnieg. A ten pierwszy będzie zapewne, jak zwykle na
Kotelnicy w Białce. Warto zaznaczyć, że O.N. Kotelnica od lat wspiera narciarstwo telemarkowe. Sekcja
planuje zorganizowanie ogólnopolskich zawodów telemarkowych właśnie na Kolelnicy w Białce
Tatrzańskiej w marcu 2018 roku, damy znać jak będzie znany termin i więcej szczegółów na ten temat.

Autor: Piotr Jasieński

SN PTT

mar 162017
 
DSC03099

DSC03101Polskie Spotkanie Telemarkowe nr 15 odbyło się w scenerii nieco innej niż zwykle. Tym razem telemarkowcom gościny udzieliło schronisko na Jaworzynie Krynickiej. Klimat był w pełni górski, gdyż schronisko znajduje w pewnym oddaleniu od szczytu Jaworzyny i jej tras narciarskich. A codzienne śniadanie z widokiem na Beskid Sądecki i Niski dawało gwarancję dobrego startu w kolejny narciarski dzień. Jeśli idzie o warunki narciarskie … no cóż, każdy wie jakie było ostatnie kilka zim i tym razem słaby początek zimy również nie dał szans na pełne zrealizowanie programu PST. Liczyliśmy, że w piątek pierwszego dnia imprezy uda się wykorzystać z którąś z licznych możliwości jakie stwarza Jaworzyna i okolice dla narciarstwa wspomaganego foką lub smarem. Niewielki wieczorny opad śniegu nieco rozbudził nasze nadzieje, lecz poranek nie pozostawił wątpliwości, że trzeba będzie udać się na sztucznie śnieżone stoki Jaworzyny.

 

 

Sobota zgodnie z programem przyniosła warsztaty telemarkowe oraz zawody o najpięknieszy skręt. Działaliśmy na stokach Jaworzyny. Wszyscy przeżyli.

Za to sobotni wieczór… sobotni wieczór również odbył się w.g. planu, dotarł Sklep Podróżnika i otworzył swoje podwoja, potem Piotrek Kapustianyk opowiadał o wyjeździe do Patagonii, Erwin pokazał diaporamę z tury z Grand Paradiso a Bartek Śliwa (Ciruela) obszernie wyjaśniał nam na czym polega produkcja nart. O późniejszej części programu niestety nie napiszę, bo film… znaczy nie pamiętam, tyle to już czasu…

Niedziela to „Teloście piknji kiej tele cud?, czyli przebierana zabawa na stokach Słotwiny Arena. Nie zabrakło górala, hokeisty, rycerza, wioślarza, żołnierza, Św. Mikołaja, Śmierci, króliczków, oldskulowo ubranych uczestników i Bóg wie kogo jeszcze. Poniżej krótki filmik z tej imprezy:

 

 

Oraz galeria ze zdjęciami tutaj:

      Link do galerii zdjęć

lut 282017
 
meidjo_vs_outlaw

W końcu pokusiłem się o porównanie pracy dwóch wiązań w systemie NTN: Outlaw amerykańskiej firmy TwentyTwoDesigns oraz Meidjo francuskiej firmy M-Equipment. Obydwa wiązania umożliwiają regulację stopnia aktywności wiązania, poprzez dokręcenie sprężyn odpowiadających za aktywność. Dodatkowo w Meidjo aktywność można podnieść wsuwając dodatkowy komplet mniejszych sprężyn w światło istniejących (większych) – te dodatkowe sprężyny są w komplecie. W Outlaw natomiast można wymienić istniejące sprężyny na sztywniejsze (trzeba dokupić).

Zarejestrowałem zachowanie zestawu dla skrajnych ustawień dla każdego z wiązań, czyli:

  • Outlaw, wersja large, standardowe sprężyny (żółte), ustawienie najbardziej miękkie, pierwsza podziałka
  • Outlaw, wersja large, standardowe sprężyny (żółte), ustawienie najbardziej twarde, ostatnia podziałka
  • Meidjo, pojedyncze sprężyny, ustawienie najbardziej miękkie, pierwsza podziałka
  • Meidjo, podwójne sprężyny, ustawienie najbardziej twarde, ostatnia podziałka

Warto zaznaczyć, że Outlaw w wersji large standardowo ma po dwie żółte sprężyny na jedno wiązanie – jedna większa, druga mniejsza wchodząca w światło tej większej. Outlaw w wersji small ma tylko jedną sprężynę zamontowaną, druga sztywniejsza jest w zestawie na podmianę. Testowane wiązanie było w wersji large z obydwoma sprężynami założonymi, czyli tak, jak fabryka dała (można byłoby zmiękczyć wiązanie usuwając tę mniejszą sprężynę). Jak to wygląda można zobaczyć tutaj.

Zaczynając ten prosty test spodziewałem się, dosyć ciekawych wyników, znaczących różnic zarówno pomiędzy obydwoma wiązaniami jak i pomiędzy poszczególnymi ustawieniami. No i się zawiodłem…

 

 

Okazuje się, że obydwa wiązania – praktycznie niezależnie od ustawień – zachowywały się bardzo podobnie; można zaobserwować  3 fazy pracy zestawu wraz z pochylaniem kolana:

  1. kompresja harmonijki buta
    • w tej fazie przednia część buta pozostaje płasko, osławiony kłąb palucha dociśnięty do narty
    • następuje to natychmiast, bez charakterystycznego luzu w początkowej fazie jak to ma miejsce we wiązaniach NN75
  2. praca wiązania (harmonijka w pełni skompresowana)
    • w tej fazie dalsza kompresja harmonijki nie jest już możliwa
    • kłąb palucha zaczyna się unosić w miarę pochylania kolana
    • widać dalszą kompresję sprężyn wiązania, aż do końca ich zakresu ruchu
  3. gięcie narty
    • w tej fazie wiązanie jest pochylone maksymalnie i harmonijka maksymalnie skompresowana
    • dalsze pochylenie kolana, aż do dotknięcia narty możliwe jest wyłącznie dzięki temu, że narta się ugina

 

Tak więc nuda :) Nic tak spektakularnego jak choćby porównanie skrajnych ustawień wiązania Hammerhead. Ale koniec końców to chyba jednak dobrze; tak właśnie powinien zachowywać się dobrze zestrojony zestaw telemarkowy – kłąb palucha jak najdłużej przy narcie, czyli najpierw kompresja harmonijki, potem dopiero kłąb palucha zaczyna się unosić wraz z resztą buta.

To oczywiście nie oznacza, że odczucie pomiędzy wiązaniami i różnymi ustawieniami jest takie samo, zdecydowanie nie! Czuć wyraźną różnicę aktywności pomiędzy testowanymi ustawieniami, przy czym różnica aktywności dla Meidjo jest większa, zapewne dlatego, że porównujemy pojedynczy zestaw sprężyn z podwójnym, a w Outlaw tylko jeden. Tak więc zakres aktywności Meidjo był większy, ale Outlaw mimo tego jest bardziej aktywnym wiązaniem. Nie miałem do dyspozycji sztywniejszych sprężyn do Outlaw, ale przyznam się, że byłby to czysto akademicki test, bo moim zdaniem standardowe żółte są wystarczająco aktywne – ale uwaga, dla butów Scarpa TX Pro, które są dosyć miękkie. Być może sztywniejsze sprężyny mają sens np. dla Scarpa TxComp.

Meidjo, co można zaobserwować w filmie, umożliwia też większy zakres pracy wiązania niż Outlaw; w Meidjo można wykonać głębszy przyklęk nim dobije się do końca wiązania (początek 3ciej fazy) – to bardzo miła cecha tego wiązania, chociaż w praktyce zakres pracy Outlaw również jest wystarczający – na stoku nie odczuwam dyskomfortu z tym związanego. Szkoda mimo wszystko, że nie ma pełnej ruchomości, jak to jest we wiązaniach NN75.  Moim optymalnym ustawieniem dla Meidjo są podwójne sprężyny, ale skęcone tylko na 1szą podziałkę, dzięki temu uzyskuje się dodatkowe zakres pracy wiązania.

Porównując oba wiązania do Hammerheada; moje subiektywne odczucie jest takie, że Meidjo daje aktywność z zakresu 3-4,5 HH, a Outlaw 4-5HH (pewnie z jedną sprężyną byłoby mniej), ale to takie porównanie na pamięć bardziej, bo nie mam już żadnych nart z Hammerhead’mi, no i buty są inne siłą rzeczy. Dodatkowo na odczucie mocno wypływa fakt, że obydwa wiązania (jak zresztą chyba wszystkie wiązania NTN) aktywują się przy najmniejszej próbie pochylenia kolana, gdzie praktycznie wszystkie wiązania NN75 (w tym Hammerhead) mają niewielki luz na początku.

 

Poniżej jeszcze krótki film który pokazuje na czym polegają problemy z wypięciem się z Meidjo:

 

 

Pierwszy błąd to po odblokowaniu kłów unieść but do góry. Wiązanie wtedy pozostaje w uniesionej pozycji (przygotowane do step-in) i w takiej pozycji pięta buta zawadza o śruby sprężyn uniemożliwiając gładkie wypięcie się.

lut 252017
 
alaska_svartisen_200px

Lekkozbrojna postać narciarstwa turystycznego w ostatnich latach wydaje się zyskiwać na znaczeniu w Polsce, przynajmniej obserwując rosnącą grupkę BC na corocznych Polskich Spotkaniach Telemarkowych. Pomimo rozpowszechniania się kosmicznych technologii i nowinek technicznych wśród skiturowej braci wciąż istnieje grupa inaczej patrząca na lekkość przemieszczania się w zróżnicowanym, pofałdowanym terenie, którego w Polsce nie brakuje. Wiele z tych osób decyduje się na kompromis w wyborze butów narciarskich przekładając wygodę chodzenia oraz lekkość nad precyzją prowadzenia narty podczas zjazdu. Przetrząsając zasoby internetowe myśli telemarkowej braci zza wielkiej wody zaskoczyła mnie wielka miłość amerykanów do skórzanych butów tele/bc oraz dość wąskich nart. Dość powiedzieć, że moje Madschus Annum określane są w pewnych środowiskach jako narty „powderowe”.

Buty skórzane umożliwiają wygodne pokonywanie długich odległości i po za tym dają „mistyczne poczucie idealnego balansu telemarkowego”. Jednym słowem skręt wymaga uwagi oraz wyczucia. Buty backcountry występują równolegle w różnych systemach wiązań – klasyczne kaczory nn75 oraz nnn bc. Zasadniczą różnicą jest przeznaczenie warunkowane terenem eksploatacji sprzętu.

Wiązanie nnn bc ma niewątpliwą przewagę w wygodzie zakładania, oraz paradoksalnie w sztywności poprzecznej połączenia but – wiązanie nad wiązaniem 3pin w systemie nn75. Poza tym brak tzw. rockera buta w podeszwie nnn bc pozwala lepiej wykorzystać posuwisty ruch stopy w kroku odbiciowym podczas biegu – but leży płasko na narcie, zwiększając zakres ruchu. Limitem wykorzystania narty z wiązaniem nnn bc jest jednak brak butów plastikowych w tym systemie, który przekreśla uniwersalność narty np. w warunkach tatrzańskich czy innych stromych górach.

Wiazanie 3pin wykazuje swoją przewagę w zjeździe, o ile jest wzbogacone w sprężynę (Voile 3pin Cable, Traverse) czy zestaw kartridży (Voile Hardwire), które umożliwiają wykonywanie klasycznych skrętów telemarkowych ze zgięciem stopy w kłębie palucha i stabilnym trzymaniem pięty. Oczywistym jest możliwość zastosowania cięższych butów plastikowych nn75 z otworami na trzy piny co czyni zestaw narciarski bardzo uniwersalnym. Podczas chodzenia w butach nn75 pewnym ograniczeniem jest wspomniany wcześniej rocker buta, czyli podgięcie kaczego dzioba do góry ułatwiające przyklęk. Ale to problem dla kogoś kto chciałby biegać :) reszta to same plusy, kontrola zjazdu,  również satysfakcja z trafieniem butem w piny jest czasem wielka, zwłaszcza z ciężkim plecakiem :) .

Wracając do różnic w butach; w zależności od systemu mocowania różna jest charakterystyka pracy wynikająca z faktu że nnn bc z belką zatopioną w przednia cześć podeszwy znacznie usztywnia ten obszar buta w stosunku do sympatycznego kaczorka nn75. Reszta jest praktycznie bez zmian. Wybór buta do narciarstwa bc wiąże się z koniecznością pójścia na kompromis wynikający z braku botków termoformowalnych oraz trudnością w dostępie „sklepowym” na terenie Polski.

IMG_20170219_090605-001

Alpina Alaska vs Crispi Svartisen

Niezmiernie ważne jest dokładne dopasowanie buta do stopy, ponieważ prawidłowo dobrany but jest „usztywniany ” stopą, luźny but jest bardzo podatny na skręcanie i uniemożliwia właściwie krawędziowanie narty w warunkach oblodzenia. Większość producentów butów biegowych posiada w swojej ofercie buty bc, które w wielu przypadkach swój backcountrowy charakter objawiają jedynie w nazwie. Bardzo ciekawym produktem są buty skórzane firm Alico oraz Andrew dostępne np. na Allegro w rozsądnych pieniądzach. Buty te są modyfikacją modelu Scarpa Wasatch (obecnie wycofane z produkcji), które w okolicach stawu skokowego mają wszyte wzmocnienia stabilizujące z Pebaxu. Są to jednak buty z demobilu, bez wzmacniających klamer, w przeciwieństwie do nowych z oferty producenta, które oprócz dodatkowych dwóch pasków z mikroregulacją posiadają wyjmowany botek skórzany. Ich cena dochodzi jednak do 300 euro (np. tutaj). Nie miałem ich na nogach, więc trudno mi mówić o charakterystyce.

Pierwszymi butami bc, które mierzyłem były Fischery BCX 6 – dość wysoko zawieszony w ofercie z obecną klamrą z tworzywa zapinaną rzepem – efekt rozczarowujący, but wydaje się typowym butem do łyżwy, ma charakterystykę „gumiaka” i na szczęście go nie kupiłem. Przymierzałem się do butów BCX 875 które są butami „szmaciano-plastikowymi” produkowanym w Wietnamie i wg. użytkowników borykają się z problemami z trwałością podeszwy i rozklejaniem. Na ich plus przemawia obecność dwóch klamer w śródstopiu oraz powyżej stawu skokowego oraz zintegrowany fartuch przeciwśnieżny.

Ostatecznie, butem który kupiłem jako pierwszy był Crispi Svartisen uchodzący za najbardziej trzymający but BC. Okazało się niestety, że rozmiar 43 jest bardzo duży i moja stopa w nim tonie, palce mogły gonić jak po boisku. Charakterystyczną cechą tego buta jest obecność wzmocnień usztywniających z karbonu w cholewce oraz resztkowej skorupie z dwoma paskami z mikroregulacją. Można je bardzo ciasno zapiąć, ale wtedy okazuje się że miękki język nie jest dobrym podparciem dla dolnej klamry i boleśnie uwiera. Brak wymodelowanej cholewki w okolicy ścięgna Achillesa i luźne zapięcie dolnej klamry powodują znaczne przemieszczanie się pięty w bucie podczas przyklęku. Dodatkowo obecność klamer wymusza redukcję ilości szlufek na sznurówki, które nisko się kończą na cholewce.

IMG_20170219_194219-001Ratowanie sytuacji polegało na zmniejszeniu objętości buta – ponieważ mam płaskostopie zastosowałem podwójne wkładki – żelową pod spodem, a na to naklejoną skórzaną wkładkę suspinująca, które umożliwiły mi wreszcie bezbolesne i bardzo komfortowe korzystanie z butów. Druga modyfikacja polegała na nabiciu dodatkowych przelotek dla sznurówek na szczycie cholewek, co poprawiło możliwości dopasowania buta. Niestety miękkość języka pozostała. Na szczęście młodzież szybko rośnie i stały deficyt butów narciarskich popchnął mnie do zakupu następnej pary Svartisenów już we właściwym rozmiarze 42. Duże zaskoczenie – but znacznie węższy w przodostopiu, dobrze zasznurowany daje duża sztywność. Pierwsze kroki do szewca, nabicie obowiązkowych przelotek do sznurówek na górze cholewki, jest dobrze :) ale może być jeszcze lepiej. Postanowiłem zmierzyć się z miękkim językiem. Wykonałem trapezoidalne wkładki usztywniające z grubej na 1 cm pianki gumowej, których szerokość dobrałem do odstępu między szlufkami po zasznurowaniu, w górnej części języka chowa się w kieszonce na węzeł sznurówek, co powoduje że jest stabilnie zamocowany. Efekt przerósł moje oczekiwania – znaczne usztywnienie skrętne buta i wreszcie można solidnie docisnąć klamry, które nie uwierają. Oczywiście wkładki supinacyjne są. Efekt działań widać na filmiku obrazującym porównawczo zachowanie Svartisenów z seksownymi Alpinami Alaska, które miałem przyjemność testować w zestawie Madshus Eon + Voile Traverse.

But piękny, wysoki, czerwony i nieprawdopodobnie wygodny. Rozmiar 43 jest na ludzką stopę a nie na trolla, (wąski lecz długi) co ułatwia dopasowanie. Większa ilość szlufek i ich wcześniejszy początek na wysokości przodostopia ułatwia dopasowanie buta, lecz z drugiej strony brak dodatkowych zewnętrznych usztywnień powoduje, że bucik jest dość miękki i wyraźnie bardziej podatny na skręcanie w stosunku do Crispi. Jednak do wąskich Eonów zupełnie wystarczający. Różnicą jest również grubość kaczora 16 mm Alpina vs 19 mm Crispi co powoduje większą miękkość przodu słoweńca.

Cena tych butów jest porównywalna, więc wybór zależy od oczekiwań, dla mnie do Madshus Annum Svartisen jest jedynym wyborem, w sytuacjach skrajnych umożliwił mi bezpieczna jazdę żlebem z wykonywaniem skrętów obskokami lub zsuwaniem się bokiem po lodzie przy zachowaniu pełnej kontroli. Wykorzystanie techniki alpejskiej unaocznia o wiele większą sztywność buta „stojąc na narcie”. Zakrawędziowanie zakrocznej narty w tele przy tej szerokości jest nieco problematyczne ale możliwe, o czym mogłem się przekonać po przesiadce na właściwy rozmiar buta – stopa usztywniła but. Dla ceniących komfort i lekkość z pójściem na duży kompromis charakterystyki zjazdowej zestaw EON + Alaska jest wyborem naturalnym i równie oczywistym. Nie mniej jednak moje dotychczasowe modyfikacje butów Crispi zbliżyły ich wygodę do Alaski i fakt ten napełnia satysfakcją.

Z telemarkowym przyklękiem pozdrawiam,

Paweł Deja

 


 

Customizacji ciąg dalszy by Tomek „Plakat” Bryniarski:

Dostały mi się buty Crispi Svartisen od Pawła.
I pierwsze przy zakładaniu, o co kaman z tymi podkładkami z gumy na języku.
U mnie okazało się, że nie mogę w ogóle wsunąć taśmy stawu skokowego w klamrę, jest za krótka. Dopiero po usunięciu gum zapiąłem buty.
Ale sam pomysł nie dawał mi spokoju.
No i wykombinowałęm, potrzebne były stare buty skiturowe/telemarkowe/skorupy wspinaczkowe.
Dostałem takowe od lokalnego dilera dóbr wszelakich za całę 10 zł, bo w botkach były worki do transportu mokrych botków i jak powiedział, te worki są po 5 zeta :) .
A buty to nie śmigane SanMarco, kiedyś szał, kiedyś.
No i flex poszedł w ruch.
Przydały się prototypy Pawła, bo nie musiałem za bardzo kombinować z kształtem.
Języki są cieńsze więc teraz zapinam buty bez problemu.
Sztywniejsze niż gumowy prototyp, ale wciąż na tyle elastyczne, że nie przeszkadzają w uginaniu buta.
Lorchu polecam :)
Proces i efekty w galerii poniżej…