gru 092005
 

Po Świętach Bożego Narodzenia 2005 wybraliśmy się na krótką wycieczkę ze Szczawnicy do Jaworek via Durbaszka. Dwóch kolegów – Marcin i Mariusz – byli na sprzęcie turowym, my zaś, a jakby inaczej, na szpeju telemarkowym. Trasa jestw zasadzie rekreacyjna, zwłaszcza gdy wyjedzie się w Szczawnicy krzesełkiem na Palenicę. Stamtąd jest kilka łagodnych podejść i zjazdów do Durbaszki a potem w dół do Jaworek. Przy ładnej pogodzie trasa jest bardzo malownicza z pięknymi widokami na Beskid Sądecki, Pieniny, no i Tatry. Nam pogoda jednak niezbyt dopisywała, lecz dla miłośników przygody nie jest to przeszkoda :) Wszystko szło gładko i przyjemnie aż do momentu, gdy w godzinach popołudniowych nadciągnęła lekka odwilż. Śnieg stał się ciężki i wyjątkowo lepki. Pod nartami zaczęły się robić monstrualne „gule” śniegowe i po przejściu kilkuset metrów człowiek miał już dość, zwłaszcza gdy okazało się, że również w dół stoku również trzeba było schodzić a nie zjeżdzać. A my ku swej własnej zgubie nie wzięliśmy smarów do jazdy! Po kilku kwadransach bólu dotraliśmy do schroniska i tam poratowano nas świeczką, która umożliwiła nam zjazd do Jaworek. W zasadzie zbędnym jest dodanie, że sprzęt telemarkowy kolejny raz udowodnił swoją wyższość nad czymkolwiek innym ;)

 

lut 092005
 

W dniach 25-27.02.2005 r. w ośrodku narciarskim Jasna na Słowacji, odbyły się zawody freeride’owe zaliczane do cyklu najbardziej prestiżowej imprezy na świecie w tej dyscyplinie – Red Bull Snow Thirll. Sa to zawody gat. Freeski Big Mountain, polegjące na tym, że zawodnik pokonuje wybraną drogę zjazdu, biegnacą często przez kuluary, strome zbocza, nawisy, do tego w cenie sa także skoki z klifów, etc,. …Wszystko po to by wywrzeć jak najlepsze wrażenie na sędziach, którzy oceniają agresywność jazdy z jaką zawodnik pokonuje wybraną trasę (najlepiej nie zwalniając – co mogłoby świadczyć o chwilach wahania), jej trudność, panowanie na nartami (nie mowy o żadnych upadkach) i oczywiście skoki z nawisów i skał (im wyższe i bardziej przerażające tym lepiej).

Polskę w tych zawodach (godnie) reprezentowali Magadalena Derezińska (www.galuszka.com.pl), Piotr Gąsiorowski (Rossignol/Quiksilver,Garmont) oraz Paweł Górniak (Rossignol/Quiksilver) pokazując świetne przygotowanie, niebywała odwagę, a także niezłomną wolę walki.

Piotr Gąsiorowski był pierwszym zawodnikiem, który wystartował tego dnia – do tego jako jedyny uczestnik startował na sprzęcie do telemarku, także jako jedyny wykonał trick w czasie skoku – front flip z nawisu snieznego – którego ustał! Wywołując fale uwielbienia i entuzjazmu wsród pozostałych uczestników i sędziów (1:0 telemark vs alpine ski?)… Wydawało się, że miejsce w finale jest w zasięgu jego ręki, niestety…. chwilę wcześniej, jeszcze przy starcie wpadł w amok, co sprawiło, że jechał na oślep, raz po raz tracąc panowanie nad nartami, w końcu zdezorientowany – siadł swoimi szanownymi czterema literami w puszysty śnieg i „przesaneczkował” ok. 2m. Gdy się ocknął i powtórnie kontynuował swój zjazd było już za późno; sędziowie odjęli punkty. Tym samym Piotrek zajął 26 miejsce.

Zdjęcie: Copyright Tomáš Matwikow – FreeSkiing.cz (.sk)

Magdalena Derezińska -jedyna kobieta w polskiej reprezentacji, także jedna z niewielu, która zdecydowała się wziąć udział w takich zawodach. Redbull Snow Thrill Qualification 2005, był pierwszym tak poważnym freeride’owym debiutem. Do tej pory Magda startowała (z resztą z dużym powodzeniem) w zawodach skialipnistycznych wynosząc z tamtąd spore doświadczenie w jezdzie poza trasami, co na pewno pomogło jej podczas opisanych zawodów. Magda zjechała ładną kombinacją żlebów, by w końcu zrobić potężną „kreskę” w stromym kuluarze – w ten sposób (ani jedenego skrętu), z dużą predkoscią dojechała do samej mety. Pomimo dobrego stylu i czasu w jakim Magda pokonała swoja trasę, została sklasyfikowana dopiero na szóstym miejscu.

Paweł Górniak – od początku był typowany jako najpewniejszy zawodnik w polskiej ekipie, niestety sprawił wszytskim niespodziankę. Zjechał zdecydowanie poniżej swoich sporych umiejętnosci. Sam mówił, ze nie ma pojecia dlaczego tak się stało, nie mniej jednak znając potencjał i odwagę Pawła możemy się jeszcze spodziewać dobrych startów w zawodach i wielu akcji poza nimi.

Zawodnicy pragną podziękować za nieocenioną pomoc swoim sponsorom , bez których udział w zawodach RedBull Snow Thrill Jasna 2005 Qualification nie byłby możliwy. Są nimi:
ROSSIGNOL, GARMONT, QUIKSILVER, GAŁUSZKA -PIEKARNIA PAROWA
oraz
SKODA AUTO
AUTOREMO

sty 092005
 

A oto relacja z VI Telemark Party w Martinskich Holach w wykonaniu Pika okraszona zdjęciami i filmikami:

W niedzielę 23 stycznia okrutnymi „przebojami” z wyjazdem samochodów z zasypanego parkingu na Martinskich Holach zakończyła się VI edycja Telemark Party. Nasza grupę reprezentowali: Sebastian Skoczypiec z żoną Basia; Rogowscy Bros z żonami Łucją i Kasia oraz trzema innymi osobami towarzyszącymi (z rodziny); Piotr „Junior” („Absolwent”) Gąsiorowski z kolegą; niżej podpisany z żoną Jolą i córką Justynką. W sumie silna ekipa, ale tylko 5 osób jeżdżących telemarkiem….

Warunki śniegowe na Martinskich Holach były znakomite: dużo śniegu i ani śladu lodu. W piątek i sobotę trasa czerwona (ta po prawej stronie patrząc z dołu) nie była ratrakowana i można było zjeżdżać w 40 centymetrowym świeżutkim puchu – miodzio! Przez cały czas można było jeździć w puchu lasem. Z obu tych możliwości korzystaliśmy. Pogoda była wybitnie wysokogórska: mróz, chmury, wiatr i śnieg. Nie przeszkadzało nam to jeździć, tylko rozgrzewaczy trzeba było stosować trochę więcej niż zwykle – korzystaliśmy obficie, bo nie były drogie. Sebastian i ja zakupiliśmy na okoliczność tej ekstremalnej pogody kominiarki (sprawdzały się! polecamy!).

W piątek wieczorem w trakcie prezentacji filmów z poprzedniej edycji Telemark Party i Telemark Setkanie oraz Telemark Rallye – filmy znakomite; cieszyły się zainteresowaniem i powodzeniem nawet u Justynki (najbardziej podobały się jej licznie uwiecznione sekwencje upadków i koziołkowania w śniegu z uczepionymi nartami) – sympatyczna „Śnieguliczka” (czyli … Gandhi) serwował(a) napitek z drewna.

W sobotę były zawody. Tuz po nich Piotr Junior Gąsiorowski wykonał front flipa (o ile nie mylę nazwy), uwiecznionego na filmie przez Grześka Rogowskiego. Po jazdach były jeszcze zabawy przy wyciągu, m.in. zimny szaszłyk z kolejki… Wieczorem tańce przy znakomitej, niezrównanej jak zwykle – Sherpa Band (poszliśmy spać wcześnie, niestety… Ale wstyd!). Zakwaterowanie w Chacie Martinske Hole – zeszłoroczny hotel był bardziej komfortowy, ale nie było źle: spod samej chaty można było na nartach zjechać do wyciągu, a potem z trasy pod same drzwi chaty (ogromna zaleta). W sumie super! Przy najbliższej okazji zaprezentujemy pamiątkowe pomarańczowe (jakie mogły być w tym roku?) koszulki z Telemark Party 2005. Kto nie był niech żałuje i szykuje się na przyszły rok.

Omawialiśmy w tzw. gronie odwieczną kwestię tzw. polskiego spotkania telemarkowgo. Najwięcej zapału – zapału neofity, dodam – wykazywali Sebastian (jeszcze go życie nie „uziemiło”). Doszliśmy do „odkrywczej” konkluzji, powtarzanej wcześniej przy rożnych okazjach, ze należy termin ustalić ze sporym wyprzedzeniem, czyli jesienią. Rog. Bros. wiążą ogromne nadzieje na rozwój tej pięknej formy narciarstwa z osobą Piotrka Kapustianyka, który zorganizował pierwsza w (wolnej) Polsce wypożyczalnię sprzętu tele i ma szanse być pierwszym licencjonowanym instruktorem telemarku – szczerze życzę! A Kolegom (i jednej – dotychczas chyba tylko – Koleżance) czytaczom życzę zdrowych kolan.

Autor: Piotr Kieraciński

 

 

sty 092005
 

W słoneczny i lekko mroźny styczniowy weekend odbyło się IV Spotkanie Telemarkowe. Na osnieżonych stokach Wierchomli bratały się w przyklękach Warszawska Grupa Telemarkowa wraz z Sądecką Grupą Telemarkową. Kolejny raz ku uciesze zgromadzonej gawiedzi polscy telemarkeros wykonywali skomplikowane stopogięcia i kolanogięcia niosąc nieustannie (nawet w Szabat) dobrą nowinę o wyzwoleniu pięty z okowów wiązania. A wszystko to w wierze, że zasiane ziarno wyda w przyszłym roku plon tak obfity, że w wypożyczalni Piotra Kapustianyka zabraknie telemarkowego szpeja dla neofitów.

 

Był to także czas pozatrasowego oddalenia się od zgiełku cywilizacji – Titus nawet oddalił się na tyle, że już mieliśmy wzywać GOPR, tak kusząca była perspektywa pojeżdżenia po nieskalanej płaszczyźnie śniegu.

Wracając jednak do chronologii… Warszawska Grupa Telemarkowa (WGT) przybywszy w czwartek spędziła cały piątek na stoku i w krótkim wypadzie przetarła szlak do Bacówki nad Wierchomlą celem spożycia bigosu z dzika. Lecz było to zdecydowanie za mało dla żądnych przygody narciarzy, którzy posmakowali świeżego śniegu. Następnego dnia znaleźli głębokie zrozumienie wśród przybyłej Sądeckiej Grupy Telemarkowej i koło południa po wykonaniu kilku ewangelizacyjnych szusów na stoku cała ekipa ruszyła na Jaworzynę Krynicką. Na trasie stoczona została bohaterska walka z przeważającą liczebnie grupą kajakarzy na biegówkach (średnia wieku ok. 10 lat) prowadzoną przez trenera ze złamaną nartą. Mimo to, na Runku w duchu fair-play ustąpiliśmy młodzieży pola udzielając tzw. handicapu, który okazał się na tyle duży, że już ich więcej nie zobaczyliśmy… Pościg kontynuowaliśmy jednak prawie do samej Jaworzyny, gdzie nadchodzący zmrok zmusił nas do odwrotu. Ciemności nas nie ogarnęły i uniknęliśmy w ten sposób atrakcji w postaci nocnego zjazdu przy czołówkach (rzecz oczywista byłaby to największa atrakcja dla miejscowych wilków …).

W niedzielę było już maksymalnie pozatrasowo i terenowo. Zjeżdżona została każda hala w okolicy, zwłaszcza w kierunku „do potoka” :) Snieg i pogoda były wprost idealne na tego typu eskapady. Trochę w kość dał nam jedynie „kamienisty lasek”, który zostawił niezatarte wrażenie na ślizgach naszych nart. Wszystkie trudy wynagrodził zjazd z północnego grzbietu Pustej Wielkiej, który był kwintesencją narciarstwa terenowego: kto był to mnie rozumie, a kogo nie było temu nie jestem w stanie wytłumaczyć :)

Hall of Fame:

Warszawska Grupa Telemarkowa:
Jacek Bełdowski
Michał Bluj
Marcin Eckert
Titus Atomicus

Sądecka Grupa Telemarkowa:
Piotr Kapustianyk
Wojciech Rogowski
Grzegorz Rogowski

Autor: Wojciech Rogowski